fbpx
Non classé

Kiedyś było gorzej i jakoś się żyło

Znasz to powiedzenie? Mam wrażenie, że większość współczesnych matek ma okazję słyszeć je zdecydowanie zbyt często. Starsze pokolenie zarzuca nam, że kiedyś nie było tych wszystkich magicznie nas wyręczających dobrodziejstw techniki ani ułatwiających życie gadżetów i trzeba było dawać radę. Było gorzej, ale jakoś się żyło. No jasne, ale przecież to chyba nie o to chodzi, żeby żyć „jakoś”. A może się mylę?

Jako świeżo upieczona mama początkowo nie wiedziałam absolutnie nic o wychowywaniu dziecka. Owszem, w czasie ciąży chodziłam na zajęcia do szkoły rodzenia oraz czerpałam wiedzę z internetu, jednak rzeczywistość po porodzie okazała się być kompletnie inna niż sądziłam.

Miałam problemy z karmieniem piersią, długo dochodziłam do siebie po cięciu cesarskim, a do tego wszystkiego czułam się kompletnie zagubiona.

Nie wiedziałam czym tak naprawdę charakteryzuje się połóg, jak komunikować najbliższym o swoich potrzebach w tym czasie ani jak ja teraz właściwie powinnam żyć.

Błądziłam po omacku i starałam się funkcjonować tak jak do tej pory, tylko z dzieckiem. Dużo czasu upłynęło zanim zrozumiałam, że tak się po prostu nie da. 


Przeczytaj: Czego potrzebuje mama po urodzeniu dziecka?


 

Uważam jednak, że to bardzo krzywdzące mówić kobiecie po porodzie, że „kiedyś było gorzej”.

Nie sądzę, żeby kiedyś było gorzej na każdym polu. Było INACZEJ. Owszem, nasze mamy i babcie nie miały zmywarek, pralko-suszarek czy robotów sprzątających. Nie miały jednak także internetu, grup na Facebooku i nie wiedziały co to zakupy online.

Wszystko przeniosło się do sieci i powiem szczerze, że nawet mnie wciąż zaskakuje to, ile w niej czasu musimy spędzać.

Jeszcze parę lat temu nie robiło się absolutnie wszystkiego przez telefon. Abstrahuję tutaj zupełnie od prowadzenia bloga, ale w dzisiejszych czasach już naprawdę wszystko możemy zrobić przez telefon.

Z poziomu smartfona zamówimy obiad, zapłacimy rachunki, napiszemy maila, zrobimy zakupy, podejrzymy paragon, zamówimy taksówkę, wystawimy rzeczy na sprzedaż, zadbamy o swoje zdrowie. Z telefonem możemy myć zęby, pić wodę, tworzyć listy zakupów, notatki, grafiki, opłacić parking czy zarezerwować lek w lokalnej aptece.

Zmierzam do tego, że lwia część tych rzeczy, które poprzednie pokolenie faktycznie wykonywało –  jest przez nas, współczesne kobiety również realizowane, ale w zupełnie inny sposób. Również tempo naszego życia teraz jest diametralnie inne.

Mam wrażenie, że kiedyś matki aż tak bardzo nie zastanawiały się nad kwestiami związanymi z wychowywaniem dzieci. Tylko po prostu je wychowywały. Po swojemu, tak jak czuły – i robiły to najlepiej.

Matki były tylko matkami, a nie specjalistkami od wszystkiego.

Nie czytały o tych wszystkich właściwych sposobach na coś. Myślę, że nie odczuwały też takich wyrzutów sumienia ani nie mierzyły się z hejtem. Kiedyś była po prostu jedna odgórna teoria na to co robić, jak zajmować się dzieckiem, jak karmić czy przewijać. A teraz co położna, co źródło to inne podejście i wręcz namacalnie odczuwalny wyścig szczurów.


Przeczytaj: O pragnieniu bycia lepszą wersją siebie


 

Karmienie piersią czy butelką? Poród naturalny czy cięcie cesarskie? Kiedy rozpocząć rozszerzanie diety? Czy można już podać dziecku sok? Albo słodycze? Jak często? Ile czasu dziecko może maksymalnie spędzać przed bajkami? A ile w foteliku? Jak często robić przerwy podczas podróży? To tylko garstka z dylematów współczesnych matek.

W pewnym momencie zaczęłam czuć, jakby moje dziecko już od samego początku było zadaniem do wykonania. Cokolwiek bym nie zrobiła, naraziłoby mnie to na ocenę z którejś strony. Ciągle też towarzyszyła mi obawa o to, czy jestem wystarczająco dobrą mamą. Czy aby na pewno daję z siebie wszystko?

Udoskonalamy to nasze macierzyństwo, jakby to był nasz jedyny projekt w życiu.

Czujemy się oceniane na każdym kroku. Udajemy, że nas to nie obchodzi, ale w głębi serca dobrze wiemy, że to nieprawda.

Jak zachować zdrowy rozsądek przy tych wszystkich oczekiwaniach? Spełniać je wszystkie, odhaczać po kolei? Czy może wręcz przeciwnie – zdać się na własną intuicję i trochę olać resztę? Odkąd mam dwoje dzieci zdecydowanie bliżej jest mi do tego drugiego podejścia.

 


Przeczytaj jeszcze: Matko, zwolnij, bo się zajedziesz!


Zdjęcia: More for Family Fotografia


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:
  • zostawisz pod nim komentarz,
  • polubisz mój fanpage na Facebooku,
  • zaobserwujesz mój profil na Instagramie.