Dziecięcy Świat

Hospitalizacja dziecka a pobyt rodzica w szpitalu

Dzisiejszy wpis jest pewnego rodzaju kontynuacją wątku o pobycie Oliwki w szpitalu w ostatnim czasie. Chciałam rozwinąć go o szczegóły dotyczące hospitalizacji dziecka w kontekście pobytu rodzica. Czas jest o tyle trudny, gdyż znajdujemy się aktualnie w rzeczywistości, którą jest epidemia koronawirusa. Mimo to, choroby nie wybierają i może się zdarzyć, że akurat i Tobie przyjdzie zmierzyć się z pogorszeniem stanu zdrowia Twojego dziecka i oboje wylądujecie w szpitalu.

Jak się wtedy zachować? Co warto wiedzieć? Czy będziesz mogła być przy dziecku przez cały pobyt? Na co się przygotować, na jakie warunki do egzystencji? Jak wygląda pobyt rodzica z dzieckiem w szpitalu przy ul. Szpitalnej w Poznaniu?

Mam za sobą dość duże doświadczenie, bo „leżałam” tam na różnych oddziałach z moimi dziećmi aż trzy razy – w tym raz podczas epidemii.

Zacznijmy jednak od najważniejszego:

Czy rodzic ma prawo być z dzieckiem w szpitalu?

 

Czy w obecnej sytuacji szpital nie robi problemów i czy rodzic może zostać w nim z dzieckiem?

Obecność rodzica podczas hospitalizacji dziecka jest bardzo istotna. Chodzi nie tylko o zapewnienie potrzeb emocjonalnych – może to się również przyczynić się do procesu zdrowienia i skrócenia okresu terapii.

Prawo pacjenta do obecności osoby bliskiej reguluje ustawa z 6 listopada 2008.

Według niej w przypadku wystąpienia zagrożenia epidemicznego lub ze względu na bezpieczeństwo zdrowotne innych osób odwiedziny w szpitalach mogą zostać ograniczone. Nie może to jednak stwarzać rzeczywistego zagrożenia dla więzi pacjentów i ich bliskich.

 

Jak to wygląda w praktyce?

 

Kiedy dwa tygodnie temu Oliwka była przyjmowana do Szpitala Klinicznego im. Karola Jonschera w Poznaniu (szerzej znanego jako „Szpitalna”) nie miałam pojęcia co nas czeka.

Mogę Cię jednak uspokoić – nikt nie robił problemów ani nawet nie sugerował, że z jakiegoś powodu miałabym nie móc z nią zostać. Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie, że miałabym zostawić zaledwie roczne dziecko, karmione piersią na tydzień w szpitalu – jestem przekonana, że zarówno dla niej, jak i dla mnie byłaby to ogromna trauma.

Zgodnie jednak z sytuacją epidemiologiczną związaną z możliwością zakażenia koronawirusem (SARS-CoV-2) wprowadzono całkowite wstrzymanie odwiedzin na wszystkich oddziałach. Opiekę nad małym pacjentem może sprawować tylko jedna osoba bez oznak infekcji pozostająca z nim w szpitalu przez cały pobyt.

Niestety nie ma więc możliwości by rodzice wymieniali się, co osobiście było dla mnie dość trudną kwestią. Choćby dlatego, że po kilku dniach spania na podłodze czy braku możliwości skorzystania z łazienki szczerze marzyłam o tym, by zmienić się z mężem i na kilka godzin pojechać do domu się ogarnąć. Rodzic jednak dla swojego dziecka jest w stanie znieść wiele, a więc mimo wszystko cieszyłam się, że w ogóle w obecnej sytuacji możemy być razem.

Nie jest powiedziane, że w miarę rozprzestrzeniania się koronawirusa szpital nie wprowadzi dodatkowych obostrzeń, ale na dzień dzisiejszy (11.04.2020) rodzic może wciąż sprawować osobistą opiekę nad dzieckiem przebywającym w szpitalu przy ul. Szpitalnej w Poznaniu.

 

Jak wygląda przyjęcie na oddział szpitalny?

 

Szpital jest podzielony na dwie części, oddział zakaźny i pozostałe oddziały.

Zanim personel zdecyduje o przyjęciu dziecka na jakikolwiek oddział przeprowadzi z Wami szczegółowy wywiad. Ja mocno zdziwiłam się kiedy podjęto decyzję o przyjęciu Oliwki na oddział zakaźny – jej jedynym objawem „zewnętrznym” była gorączka, a dwa dni wcześniej lekarz rodzinny stwierdził u niej anginę ropną.

Nie ukrywam, że ogarnął mnie strach na myśl o tym, że będziemy w samym epicentrum walki z koronawirusem. W chwili obecnej na tym oddziale znajduje się 12 dzieci – 10 z podejrzeniem zakażenia SARS-CoV-2 oraz dwoje z rozpoznaniem COVID-19.

Informację o sytuacji epidemiologicznej w szpitalu przy ul. Szpitalnej można znaleźć na ich stronie internetowej w zakładce „ogłoszenia” – jest aktualizowana na bieżąco. Podczas mojego pobytu w szpitalu z Oli było 8 dzieci z podejrzeniem zakażenia oraz 0 dzieci z rozpoznaniem.

Jak wygląda samo przyjęcie już na docelowy oddział?

Opisywałam to szczegółowo w poprzednim wpisie, więc zachęcam Cię do przeczytania go w pierwszej kolejności, jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś (TUTAJ).

Na oddziale zakaźnym mały pacjent szybko zostaje umieszczony w izolatce, a „odwiedziny” personelu medycznego ogranicza się do absolutnego minimum. Wszelkie czynności wykonuje się za jednym razem, tak by możliwie jak najbardziej zminimalizować ryzyko zakażenia oraz zużycie odzieży ochronnej.

 

 

Jakie warunki panują na oddziale szpitalnym?

 

Wszystko zależy od konkretnego oddziału i zasad na nim panujących.

Oddział VIII (zakaźny) to właściwie dwa oddziały składające się na Klinikę Chorób Zakaźnych i Neurologii Dziecięcej. Jednak od czasu epidemii koronawirusa cały został przekształcony tylko na miejsce diagnostyki i leczenia dzieci z podejrzeniem i rozpoznanym koronawirusem, a pacjentów neurologicznych i z innymi chorobami zakaźnymi umieszcza się na innych oddziałach szpitalnych.

Jeśli chodzi o warunki na oddziale zakaźnym:

 

  • Oddział jest po remoncie, a więc warunki są tam najlepsze z możliwych (w porównaniu z innymi oddziałami),
  • Znajdują się tam izolatki, a więc przebywasz w pokoju sama z dzieckiem,
  • Pokój posiada własną łazienkę z prysznicem, przewijakiem i wanienką dla dziecka,
  • W pokoju znajduje się rozkładany fotel (niestety nie do końca na płasko, ale nogi można wyciągnąć) oraz stół przy którym można zjeść posiłek,
  • Na oddziale zakaźnym otrzymywałam posiłki zarówno dla Oliwki jak i dla siebie.

 

 

Reasumując, warunki były tam naprawdę dobre.

Pokój był czysty i naprawdę przestronny, znajdował się na parterze i posiadał duże okno przez które realizowaliśmy „widzenia” z Kubą i Aleksem jednocześnie rozmawiając przez telefon 🙂

Lekarze i pielęgniarki kontaktowali się ze mną głównie przez telefon pytając o różne rzeczy związane z Oliwką oraz o moje potrzeby. Wchodzili tylko wtedy, kiedy była naprawdę taka konieczność załatwiając kilka rzeczy za jednym razem, uprzedzali o swoim przyjściu przez telefon i przed nim pytali czy czegoś nie potrzebuję (np. leków na gorączkę dla Oli).

Pod względem prywatności było naprawdę „fajnie” 🙂 Mogłam spać w ciągu dnia kiedy tylko Oliwka poszła na drzemkę i robić co chciałam (wziąć prysznic wieczorem itp). Jeśli czegoś potrzebowałam z zewnątrz, Kuba dostarczał to pod drzwi oddziału i było mi to podawane przy najbliższej okazji.

Z minusów mogłabym wskazać tylko jeden – brak możliwości otwarcia okna i chodząca 24h/dobę klimatyzacja, która w nocy powodowała zimno prawie nie do wytrzymania (spałam w długim rękawie i pod dwoma grubymi kocami). Niestety nie można było jej samodzielnie regulować.

Po 3,5 dniach, otrzymaniu wyniku negatywnego na obecność koronawirusa oraz przeprowadzeniu dodatkowych badań zostałyśmy przeniesione na Oddział IV – Nefrologiczny, Kardiologiczny i Pediatryczny.

Umieszczono nas w 3-osobowym pokoju, w którym na szczęście poza Oliwką było jeszcze tylko jedno dziecko (3-miesięczny chłopczyk z zapaleniem płuc). Tutaj już zasady były zupełnie inne, rodem z PRL i szczerze się cieszyłam, że w noc przed przeniesieniem zdążyłam się wykąpać i umyć włosy 🙂

 

Czym się charakteryzował pobyt na oddziale pediatrycznym?

 

  • Maleńka sala z trzema łóżeczkami w środku i trzema zwykłymi krzesłami

Spanie tylko na podłodze pomiędzy nimi. Personel był nieczuły na prośbę wywiezienia pustego łóżeczka z sali oraz na samowolne przesunięcie go o parę cm tak, by nieco zwiększyć powierzchnię spania.

  • Brak prywatności i spokoju

W trudnych momentach brak możliwości rozmowy przez telefon bez świadków, większe zmęczenie (wybudzanie przez płacz drugiego dziecka), częstsze „odwiedziny” personelu, pobudki o 6 rano, często niezrozumiałe zachowania personelu (kąpiel dzieci rano) itp.

  • Brak łazienki – to był dla mnie ogromny minus

Do dyspozycji rodziców była znajdująca się na korytarzu jedna na cały oddział toaleta z jedną tylko umywalką. Przez kolejne 3,5 dnia nie miałam możliwości nawet obmycia się, a z WC mogłam korzystać jedynie podczas dwóch drzemek Oliwki i podczas jej snu w nocy (inaczej zanosiła się od płaczu).

Nie wyobrażam sobie dłuższego pobytu na tym oddziale, tym bardziej, że nie było możliwości zmiany przez drugiego rodzica (i np. pojechania do domu po to, by się wykąpać).

 

 

  • Brak posiłków

Co ciekawe na tym oddziale już nie było wydawania posiłków dla rodzica, nie było też możliwości zakupu czegokolwiek w szpitalnym bufecie (został zamknięty ze względu na epidemię) ani nawet zamówienia jedzenia z dostawą (dostawcy nie są obecnie wpuszczani w ogóle nawet na szpitalny parking).

Jedyną opcją jest dostarczenie czegoś do jedzenia przez bliskich pod główne wejście szpitala, ale trzeba do nich po to wyjść i zostawić dziecko na ten czas samo (nie można opuszczać z dzieckiem oddziału).

Co ciekawe – jest możliwość wyjścia do sklepu i kupienia sobie czegoś do jedzenia. Czyli mąż nie może podejść z jedzeniem pod drzwi oddziału, ale ja mogę wyjść do Lidla po zakupy 🙂 Nie skorzystałam z tej opcji bo nie zostawiłabym Oliwki samej.

  • Spanie na podłodze i konieczność zwijania wszystkiego o 6 rano, a przez kolejne 14h konieczność spędzania czasu siedząc na krześle albo chodząc z dzieckiem na rękach.

Po jednym dniu myślałam, że pęknie mi kręgosłup. Kiedy rozłożyłam na podłodze podwójnie złożony gruby koc (by móc usiąść z Oli i się z nią pobawić) otrzymałam reprymendę, że jest zakaz sadzania dzieci na podłodze i że zostanie to umieszczone w raporcie. Dla mnie trzymanie przez cały dzień i noc biegającego dziecka w łóżeczku było całkowicie nierealne.

 

 

Mogłabym tak jeszcze wymieniać, ale nie chciałabym Cię całkowicie zniechęcić 🙂 Na koniec jeszcze mogę dodać, że uważam, że jest to świetny szpital dziecięcy z niesamowitymi fachowcami w swojej dziedzinie. Wcześniej leżał tam Aleks (na oddziale zakaźnym i gastroenterologii) i za każdym razem trafiałam na empatycznych i dociekliwych lekarzy.

Mam nadzieję, że choć trochę przybliżyłam Ci jak wygląda pobyt z dzieckiem w szpitalu przy ul. Szpitalnej w Poznaniu w czasach epidemii koronawirusa i dzięki temu będziesz mentalnie przygotowana, jeśli zdarzy Wam się do niego trafić. Trzymam jednak kciuki żeby tak się nie stało, bo powiedzmy sobie szczerze – w obecnej sytuacji to tylko dodatkowy stres. Trzymaj się więc zdrowo i #zostańwdomu!

 


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:
  • zostawisz pod nim komentarz,
  • polubisz mój fanpage na Facebooku,
  • zaobserwujesz mój profil na Instagramie.