Ciąża,  Dziecięcy Świat

„Dlaczego Twoje dziecko chodzi do przedszkola, skoro jesteś w domu?”

Też zdarzyło Ci się kiedyś usłyszeć tego typu pytanie? Z pozoru miłe i całkowicie pozbawione drugiego dna, ale wciąż jakby lekko… uszczypliwe? Oceniające? Ja usłyszałam je nie raz i nie dwa i za każdym razem mocno mnie wkurzało. W zależności od „rangi” osoby je zadającej starałam się odpowiadać zgodnie z prawdą, żartem lub wymijająco. Chyba nigdy nie zdarzyło mi się nie odpowiedzieć wcale. Zostań ze mną, a opowiem Ci szczerze jak na spowiedzi 😉 dlaczego moje dziecko chodzi do przedszkola, pomimo, że jestem w domu. I w bonusie: dlaczego dalej będzie chodzić, skoro ja dalej będę w domu 😉

 

Bo tak!

 

Sorry, ale na głupie pytanie zwykle jako pierwsza nasuwa mi się głupia odpowiedź 😛 (czyli jednak istnieją głupie pytania i odpowiedzi 😉 ). Jako rodzice podejmujemy wiele różnych decyzji, ale nikomu nic do tego po i co i dlaczego. My tak zdecydowaliśmy i koniec. Widocznie owe rozwiązanie było dla nas najlepsze. Nie musimy się usprawiedliwiać, tłumaczyć i wyjaśniać powodów swoich decyzji. W końcu osoba po drugiej stronie też nie konsultuje z nami całego swojego życia 😉

 

Bo nie chcę, żeby się cofał w rozwoju

 

Aleks chodził do żłobka przez 2 lata, a obecnie do przedszkola od 5 miesięcy. Dlaczego teraz nagle miałby „być skazany” na siedzenie ze mną w domu? W przedszkolu ma świetnie zorganizowany czas, bardzo dużo atrakcji i zajęć – sama nie byłabym w stanie zapewnić mu ich tylu. Przebywa też z kolegami, uczy się relacji z nimi i dyscypliny pod okiem pań… Z resztą, czy nie czułby się odcięty od ważnej dla niego części dnia, gdyby nagle miał siedzieć w domu – jak za jakąś karę?

I powiedzmy sobie szczerze: ile czasu w ciągu dnia taki rodzic „siedzący w domu” jest faktycznie w stanie poświęcić swojemu dziecku? Ile zostanie po odliczeniu go na obowiązki domowe, takie jak sprzątanie czy gotowanie? Na szybki prysznic czy ciepłą kawę? 30%? Wychodzę z założenia, że lepiej krócej, ale w 100%. A nie z doskoku.

 

 

Bo jestem na zwolnieniu lekarskim, a nie na urlopie

 

Zwolnienie lekarskie należy wykorzystywać zgodnie z jego celem – przeczytaj więcej o plusach i minusach zwolnienia lekarskiego w ciąży. Choć temat jest dość trudny do zrealizowania, kiedy ma się już dziecko w domu i pracującego drugiego rodzica – to wciąż możliwy! Ja traktuję ciążę z Oliwią poważnie i od kiedy stała się taką „pod specjalnym nadzorem” to robiłam i cały czas robię wszystko z myślą o niej. Odpoczywam, dbam o siebie, dużo leżę (teraz chyba nawet jeszcze więcej niż na początku). Kiedy mój organizm wysyła mi sygnały dające wyraźnie do zrozumienia, że muszę zwolnić – to ja za nimi podążam.

Żeby nie było – Aleks nie siedzi w placówce cały dzień, ale na ten moment niezbędne minimum. Zwykle jest to 6 lub w porywach 7 godzin dziennie. Zadeklarowaliśmy jednak całodniowy pobyt (10 godzin) i za taki płacimy – właśnie po to, gdyby z jakiegoś powodu (jak to w ciąży bywa) sytuacja nam się nagle zmieniła.

 

Bo nie wiem, co przyniesie nam kolejny dzień

 

Często rodzice dzieci uczęszczających do placówek publicznych, a z różnych przyczyn „siedzący w domu” są oceniani jako Ci blokujący miejsce dzieciom rodziców pracujących. Po raz kolejny jednak powiem, że czasem warto jednak spojrzeć nieco dalej niż za czubek własnego nosa. Może (tak jak w moim przypadku) jest to sytuacja nagła (zwolnienie lekarskie) i jednocześnie przejściowa?

Przecież przechodząc na zwolnienie lekarskie nie miałam pojęcia, czy w ogóle ta moja ciąża się utrzyma. Czy ją stracę i szybko wrócę do pracy? A może za miesiąc okaże się, że wszystko jest super i również mogę wrócić do pracy? A później znów nie przejdę na zwolnienie? Kto mógł to wszystko przewidzieć? Kto mógł wiedzieć, że (jak dotąd) do 8 miesiąca ciąży wciąż jeszcze będę w dwupaku, a nie pod kroplówką i przykuta do szpitalnego łóżka? I wówczas będziemy potrzebować tego rodzaju opieki dla Aleksa praktycznie z dnia na dzień?

Idąc dalej: kto wie, co będzie w kolejnych tygodniach? Czy po porodzie szybko wyjdziemy ze szpitala, czy jednak później? Odpowiedź jest jedna – skoro nie wiem tego nawet ani ja, ani mój lekarz – to tym bardziej osoby kierujące do mnie tego typu pytanie.

 

Bo nabór do przedszkola odbywa się tylko raz w roku

 

Kiedy składaliśmy wniosek o przyjęcie Aleksa do przedszkola publicznego – pracowałam. Kiedy dostał się do tego przedszkola – pracowałam. Nie byłam wtedy jeszcze w ciąży, nie wybiegaliśmy myślami do przodu w związku z tym, co będzie za pół roku.

Dostał się do przedszkola i do niego poszedł – praktycznie prosto ze żłobka. Poprzedni nabór miał miejsce w marcu ubiegłego roku, obecny jeszcze nawet nie ruszył. I co by było wtedy? Co by było teraz? Sytuacja u nas zmieniała się dynamicznie, jednak wtedy na tamten czas taka była nasza potrzeba.

Gdybym jednak po przejściu na zwolnienie lekarskie zrezygnowała z przedszkola – po urodzeniu Oliwii mielibyśmy problem. Jeśli jakimś cudem Aleks dostałby się do przedszkola w tym roku, poszedłby do niego dopiero we wrześniu, czyli za 7 miesięcy. A gdyby się nie dostał?

 

 

Bo nie chcę wprowadzać zmian po tym, jak Oliwia przyjdzie na świat

 

Jestem za tym, żeby dziecko od początku uczyło się swojej roli w rodzinie. Kiedy tylko mogę – usiłuję być konsekwentna. Myślę mocno o tym, co będzie kiedy nasza rodzina się powiększy i o tym, jak ta sytuacja wpłynie na Aleksa. Uważam, że im mniej zmian zostanie zaprowadzonych w tym czasie – tym lepiej.

Dlatego, kiedy zgłoszę się na przyjęcie do szpitala – Aleks będzie w przedszkolu. Kiedy zostanie przeprowadzone cięcie – będzie w przedszkolu. Kiedy jeszcze będę kilka dni w tym szpitalu wraz z Oliwią przebywać – będzie w przedszkolu. Uznałam nawet, że nie ma sensu by mój mąż brał urlop na ten czas ani dla mnie i Oliwii (oczywiście poza momentem narodzin), ani tym bardziej dla Aleksa – żeby „siedzieć” z nim w tym czasie w domu. Wiem doskonale, że Aleks znacznie bardziej by o mnie dopytywał i szczerze za mną tęsknił, spędzając cały dzień w domu w którym mnie nie ma, niż świetnie się bawiąc w przedszkolu przez 2/3 dnia.

Kiedy już wrócimy z Oliwią do domu – też chciałabym, żeby chodził normalnie do przedszkola. Chcę za wszelką cenę uniknąć mieszania mu w głowie. Oczywiście będzie w dniu naszego powrotu i najprawdopodobniej odbierze nas wraz z tatą ze szpitala, a później oprowadzi Oliwię po nowym lokum 😉 (taki plan), ale w kolejnych dniach nie będzie „taryfy ulgowej”. Obawiam się, że kilka dni spędzonych z nami w domu może sprawić, że nie będzie chciał już chodzić do przedszkola. A więc zamysł jest z grubsza taki, że wracamy do normy tak szybko, jak to tylko będzie możliwe 🙂

A teraz pomyśl sobie: jak Aleks by się czuł, gdyby siedział ze mną całą ciążę w domu, a tu nagle po urodzeniu Oliwii miałby zacząć chodzić do przedszkola? Odpowiem Ci: jak niepotrzebny mebel. Pomyślałby sobie: „Kiedy nie było siostry, mogłem być z mamą w domu. Pojawiła się – i już nie mogę”. 

 

Bo ja mam swoją robotę!

 

Oczywiście z przymrużeniem oka, bo obowiązki i potrzeby matki są zawsze na końcu, ale istnieją!!! – taka prawda i nie ma co udawać, że nie 😉

Dzięki temu, że Aleksa nie ma, mogę zrobić wszystkie najważniejsze rzeczy przed jego powrotem, a później już „nic nie musieć”. To właśnie do południa umawiam wszystkie badania i wizyty lekarskie – a w czasie tej ciąży miałam i wciąż mam ich wprost niezliczoną ilość! Do tego od jakiegoś czasu korzystam z „usług” osoby, która odwiedza mnie w domu (napiszę Ci o tym więcej na pewno jeszcze w lutym!), piszę wpisy na bloga, kąpię się albo zwyczajnie… odpoczywam. I wciąż zachodzę w głowę, jak to możliwe, że nie można się wyspać na zapas 😉 ?

Kiedy więc po raz kolejny ktoś Cię zapyta, dlaczego Twoje dziecko nie może siedzieć z Tobą w domu – bo przecież „te potencjalne oszczędności” (!), albo „przecież Ty i tak nic nie robisz!” to podeślij mu ten tekst. Czasem po prostu nie ma sensu tracić nerwów na bezcelowe dyskusje.

 

 


Zdjęcia: Łukasz Roszyk Photography


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:
  • zostawisz pod nim komentarz
  • polubisz mój fanpage na Facebooku
  • zaobserwujesz mój profil na Instagramie