fbpx
Non classé

Moje tu i teraz: marzec 2019

Trochę późno się wzięłam za to marcowe tu i teraz, ale wierz mi, że ostatnio doba skróciła mi się niesamowicie! I to nie tylko dlatego, że mamy nową domowniczkę, również nie dlatego, że dwójka dzieci to nie to samo co jedno… Najbardziej we znaki dał mi się strajk nauczycieli – który żeby nie było – popieram, ale totalnie to nie ten czas u mnie, kiedy mogę pozwolić sobie na zamknięcie przedszkola (już 11 dni!). Nastrój mi nieco siadł i wypatruję tylko kawałka normalności… Jednak z najnowszych doniesień z tv – nie zanosi się na to. Tymczasem więc – co działo się u mnie w marcu?

 

Marzec: I nic mnie tak nie leczy jak to

 

CZUJĘ SIĘ… rozdarta. Na każdej płaszczyźnie. Drugie dziecko zmieniło w moim życiu wiele i nie zrozum mnie źle – jakby nie było, to to jest coś na co tak bardzo czekałam! Wiem, że wiele kobiet marzy o takim życiowym przewrocie i zamieniłoby się ze mną w każdej chwili. To, że Oli i posiadanie dwójki w domu jest spełnieniem moich marzeń nie podlega żadnej dyskusji, mam więc nadzieję, że w tej kwestii mamy już jasność 😉

Marzec był jednak dla mnie ciężki z uwagi na rozstanie z Aleksem, strach przed cięciem, trudne chwile w szpitalu związane z żółtaczką i spadkiem wagi Oliwki i… powrót do szpitala, kolejne rozstanie z Aleksem, stresujące momenty w których drżałam o zdrowie i życie naszej córeczki.

Kolejne tygodnie mijały mi w napięciu i takim jakby poczuciu, że jestem gdzieś „poza”. Że czas leci, że nasza malutka jest już na świecie, a ja przez te wszystkie okołochorobowe tematy nie umiem się tym cieszyć. Że przecież miało być inaczej! Że te wszystkie stresy miały się skończyć wraz z porodem. Dlaczego więc się nie kończą? Dlaczego ja wciąż nie mam tej szarej, nudnej codzienności w swoim życiu?

Długo zadawałam sobie te pytania, aż w końcu przestałam.

I wtedy przyszedł bunt naszego 3,5-latka. Objawiły się jego tęsknota i niezrozumienie i zaczął domagać się mnie bardziej niż kiedykolwiek. Trudno go za to winić – w końcu to ja zbyt szybko potraktowałam go jako dorosłego, który to wszystko przecież „ogarnie”. Pomyliłam się.

Na to wszystko spadł mi na głowę strajk nauczycieli… W tak trudnym dla mnie momencie w życiu – podczas pierwszych tygodni z noworodkiem, z dwójką dzieci, podczas nieudolnych prób udowodniania starszakowi, że cały czas jest dla mnie ważny. Jak na złość. Już od 11 dni próbuję dać radę. W większości przypadków przegrywam. I choć ustalam sobie priorytety na dany dzień i to takie całkowicie prozaiczne (jak śniadanie Aleksa czy jego inhalacje) to realizacja wcale nie jest tak prosta. Bo drugie dziecko trafiło nam się trudniejsze niż pierwsze – auto jest złe, wózek jest zły, nawet chusta jest zła. Łóżeczko parzy. Jak tylko Oli nie jest na rękach albo przy piersi to drze się jak opętana. Tylko czekam, aż któryś z sąsiadów wezwie odpowiednie służby z myślą, że pewnie tu dzieciaka katujemy.

Serio, ten strajk mógłby się skończyć. Dla mojego zdrowia psychicznego. Żebym w końcu przestała się zadręczać, że nie ogarniam ani trochę. 

 

 

JESTEM WDZIĘCZNA… za każdy dzień. Każdy dzień tego chaosu, zmęczenia, nieogarniania rzeczywistości i wkurwiania się na każdym kroku. Nie wróciłabym do poprzednich dni ani „poprzedniej mnie”. Choć mam cellulit i wciąż lekko ciążowy brzuch, dwa złamane paznokcie i kręgosłup, który mam wrażenie pęknie mi w każdej chwili to nie żałuję. Nie lamentuję i nie przeżywam.

Dlatego, że wiem, że to wszystko to tylko chwila. Że ten czas kiedyś upłynie i prawdopodobnie o wiele szybciej, niż się tego spodziewam. Zaraz Oli będzie starsza, a ja zatęsknię do tych dni. Tymczasem jestem wdzięczna za ten czas spędzony z nią – i z obojgiem moich dzieci. Kocham ich na zabój, co bardzo często im powtarzam.

Moje dzieci to moje największe spełnione marzenie.

 

 

PRACUJĘ NAD… wieloma rzeczami. I wcale nie mam na myśli tych zawodowo-blogowych 😉 Pracuję nad poprawą wagi Oliwki, nad jej współpracą w karmieniu piersią, nad jej rozwojem. Nad tym, żeby Aleks nie czuł się pominięty, żeby potrzeby O. były zaspokojone, ale by jednocześnie nie były zawsze pierwszymi nad jego potrzebami. By była zachowana domowa równowaga i bym miała jak najmniej momentów, w których mam ochotę palnąć sobie w łeb 😉

I w sumie to tyle z moich bieżących działań. Wciąż nie mam większych planów związanych z rozwojem bloga. Jeśli pojawiają się jakieś współprace, to mocno wyselekcjonowane. Nie odczuwam potrzeby rozmieniania się na drobne. Na ten moment na pierwszym miejscu wciąż jest moja córka i nie sądzę, by miało się to szybko zmienić 🙂

 

 

TĘSKNIĘ… naprawdę nie tęsknię. Nic, co działo się w moim życiu wcześniej nie było tak dobre, jak to co mam teraz. I jednocześnie tak trudne.

Nie mam za czym tęsknić. No dobra – może za swoim brzuchem sprzed pierwszej ciąży 😉

 

Czas teraźniejszy dokonany

 

Co udało mi się w tym miesiącu zrealizować?

 

 

CHCIAŁABYM… by wszystko wróciło już do normy. Po pierwsze zdrowie Oliwki (na zdjęciach w tym tekście widać, jaka była żółta), po drugie Aleks – chciałabym by poczuł się bezpiecznie w naszej nowej 2+2 rodzinie, a ja… nie mam chwilowo żadnych potrzeb. Nie potrzebuję ani więcej snu, ani więcej czasu.

Tylko spokoju od tego co nieoczekiwane.

 

 


Kokon niemowlęcy 3w1 – znajdziesz na kokonik.com. Jeśli chcesz poznać moją opinię o tym produkcie przeczytaj sobie wpis na ten temat lub obejrzyj wideorecenzję TUTAJ.


Zdjęcia: Łukasz Roszyk Photography


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:
  • zostawisz pod nim komentarz
  • polubisz mój fanpage na Facebooku, tak, żeby być na bieżąco z nowościami
  • zaobserwujesz mój profil na Instagramie