fbpx
Non classé

5 propozycji miejsc, do których możesz uciec z ojcem Twojego dziecka.

Przez długi czas po urodzeniu Aleksa myślałam, że ja i K. już nigdy nie wyjdziemy na żadną randkę, a już na pewno nie przed ukończeniem przez naszego syna pełnoletności. Jak tylko dziecko pojawiło się w naszym życiu, oboje przepadliśmy w nim bez reszty i przez wiele pierwszych miesięcy skupialiśmy się głównie na zaspokajaniu jego potrzeb, a nasze własne zepchnęliśmy gdzieś na dalszy plan. Bardzo dużo czasu musiało upłynąć, bym uświadomiła sobie, że nie muszę rezygnować z bycia w 100% z moim synem, by znaleźć też czas na siebie. Tak naprawdę stałam się z powrotem „sobą” (jeśli w ogóle mogę to tak określić) dopiero jak Aleks skończył 14 miesięcy, a ja poszłam do pracy. Pojawiło się nowe miejsce, do którego muszę się udać i jako tako wyglądać i w którym mogę porozmawiać na inne tematy niż związane z dzieckiem. Postanowiłam bardziej dbać o swój wygląd, zapisałam się na zajęcia jogi, wróciłam z pełną mocą do blogowania i… no właśnie. Zaczęłam znajdować czas na podejmowanie aktywności wspólnie z mężem. Z uwagi na to, że w tygodniu praktycznie się mijamy, to weekendy zawsze były dla nas wspólnym czasem „dla rodziny”. Było mi więc bardzo trudno zrezygnować choćby z kilku godzin we trójkę, na rzecz tych we dwoje. Tym bardziej, że Aleks nigdy jakoś specjalnie nam nie „przeszkadzał” i nauczyliśmy się naprawdę wiele robić razem. Przyszedł jednak taki moment, kiedy udało nam się lekko tą rodzicielską pępowinę poluzować i postanowiliśmy wyrwać się z domu. Po tym lekko przydługim wstępie chcę Cię zapewnić, że teraz już będzie znacznie ciekawiej: przedstawię Ci 5 propozycji miejsc, do których możesz uciec z ojcem Twojego dziecka i ja je szczerze rekomenduję.

 i
1. Escape Room

 

Te pokochaliśmy od razu i to z wzajemnością. Mamy już za sobą naprawdę sporo pokoi-zagadek, ale zawsze wybieraliśmy te straszne (z kategorii: horror). Poprzeczkę podnieśliśmy sobie wysoko, bo zaczęliśmy od jednego z trudniejszych escape roomów, poznańskiego Kolekcjonera.

 

To miał być miły weekendowy wypad. Był grill, muzyka, tańce. Teraz panuje cisza… przerażająca cisza… Nigdy byście nie przypuszczali, że coś takiego spotka właśnie Was… Obudziliście się w zimnym ciemnym miejscu. Czujecie zapach słodkawo-metaliczno-mdławy, a w ciemnej części pokoju widzicie tylko zarys postaci. Po chwili domyślacie się, że jest to poszukiwany od dawna seryjny morderca, nazwany przez media Kolekcjonerem. Nagle wychodzi, a Wy macie tylko godzinę na to aby uciec z jego pracowni…

 

Ten punkt jest trochę oszukany, bo nie spędzaliśmy go we dwoje, tylko zawsze z przyjaciółmi, ale uważam, że takie wyjście z jeszcze kimś może być naprawdę fajną odskocznią od codziennych trudów (ale też radości!) rodzicielstwa. Jako drugiego odwiedziliśmy Wampira i te dwa pokoje są dla mnie ścisłą czołówką tej kategorii w Poznaniu. Jednak jeśli nie lubisz się bać, to masz też do dyspozycji inne rodzaje pokoi, w całej Polsce: abstrakcja, przygoda, kryminał, fantasy, historyczny, fabularny i thriller. Są też takie dla dzieci, wspominam o tym bardziej w formie ciekawostki, bo przecież wyjście z dzieckiem nijak ma się do tematu dzisiejszego tekstu 😉 Podczas takiego wyjścia można się sprawdzić ze swoim partnerem i nauczyć współpracować w trudnej sytuacji, pobać się razem, a co najważniejsze – wspólnie coś przeżyć. Ja po każdym kolejnym escape room’ie już myślę o następnym!

i

 i
2. Restauracja

 

Mój kolejny ulubiony punkt. A wszystko to dlatego, że baaaaaaardzo lubię jeść i to tylko dobre jedzenie, a szczerze mówiąc rzadko kiedy mam czas i chęci na gotowanie pyszności. Zwykle łączymy wyjście w dwa, czyli np. po escape roomie idziemy na dobry obiadek, bo skoro Aleks jest pod opieką dziadków (zwykle w okolicach południa = czyli drzemki), to nie musimy się specjalnie spieszyć do domu 😉

Na mapie Poznania jest kilka moich ulubionych restauracji, do których często wracam z bardzo różnych pobudek i odmiennych okazji. Częstymi bywalcami jesteśmy w Restauracji Bierhalle z uwagi na ich bardzo obszerne menu i smaczne pozycje w nim się znajdujące (ja jestem fanką krewetek, pielmieni, a K. – golonki i piwa), przestronne i przyjemne wnętrze oraz fakt, że… w weekendy dzieci jedzą za darmo! No masz, kolejny punkt nie obszedł się bez wspomnienia o dzieciach, ale to prawda: w każdą sobotę i niedzielę przy zamówieniu przez rodzica dania głównego, dzieci do lat 12-u otrzymują gratis dowolne danie z „menu dziecięcego”. Brzmi zachęcająco, prawda?

Niedługo na blogu opowiem Ci więcej o tej restauracji, gdyż to od niej rozpocznę nowy cykl (który swego czasu prowadziłam na instagramie) – #Recenzja Resto. Takich recenzji jest wiele (tak pewnie sobie teraz myślisz), jednak mój cykl będzie niszowy i jedyny w swoim rodzaju, gdyż skupi się głównie na podejściu i udogodnieniach dla rodzin z dziećmi. Ale ćśśś! Już za dużo tych dzieci w tekście o uciekaniu od nich 😉

Tymczasem w tym punkcie chciałam Ci zaproponować jeszcze inne miejsca: Manekin (stanie w kolejkach wynagradzają przystępne ceny i dobre jedzenie), Pekin (moje nowe odkrycie, niebo w gębie, koniecznie weź jedną porcję na dwie osoby. wystarczy!), pozostając w tematach orientu: Taj India (fenomenalna ryba Chilly Fish!), a na jakąś większą okazję (jak na przykład walentynki czy rocznica ślubu) z pewnością nada się Nifty no.20 (przy hotelu PURO): pyszne jedzenie, świetny wystrój i kameralna atmosfera warta każdej złotówki (a trochę trzeba będzie ich tam zostawić). Dobra, koniec tego punktu, bo zrobiłam się głodna 😉

 

 

3. Kino

 

Nie, to wcale nie jest banał! Jeśli lubicie oglądać filmy tak bardzo jak my, to wyjście do kina będzie dla Was znakomitą rozrywką! Ja co rusz wyszukuję promocje na grouponie i kupuję dwa bilety w cenie jednego, a nawet i powiększony zestaw z nachosami w dużo niższej cenie niż na miejscu (cóż za antyreklama…) 😉 Dla mnie kino = nachosy, więc wspominam o tym, bo to ważny dla mnie temat. Wiadomo, każdy relaksuje się inaczej. I choć uwielbiam też aktywne formy spędzania czasu (patrz punkt pierwszy) to jako wyprana fizycznie pracująca mama lubię też… odpoczynek. Chyba nic w tym złego? Gdzie indziej mogę siedzieć w wygodnym fotelu, jeść i raczyć się nowymi pozycjami filmowymi niż w kinie? 😉 A dlaczego z partnerem? By… poczuć się na chwilę jak nastolatka (wtedy kino to był częsty i często jedyny wybór), by mieć okazję ładnie się ubrać i w y j ś ć, by móc współdzielić emocje związane z oglądaniem filmu z mężem, by wywołało to późniejszą (często też w trakcie) dyskusję… Powodów jest wiele, a słów przeciw – żadnych. Spróbuj i oceń sama. 

 

 

4. Uciec naprawdę

 

To wersja ekstremum, choć dla mnie fantastyczna! Jeśli Wasz maluch już nie jest takim mega bobasem, to może nadszedł moment, żeby rozważyć wyjazd na 1-2 noce we dwoje? Nie musi być to jakaś niesamowicie daleka destynacja, ale ja swego czasu byłam mistrzynią wynajdywania okazji, może też byś mogła? W internecie roi się od ciekawych ofert i konkretnych pakietów pobytowych. Będziecie mieli łóżko całe dla siebie, wypijecie ciepłą kawę, a śniadania nie będziecie jeść na raty. Może pobyczycie się w basenie czy spa, trochę pozwiedzacie, a i będzie okazja założyć te szpilki, o które partner ciągle Cię męczy, ale na załatwianie spraw z maluchem jednak lepiej się sprawuje płaskie obuwie? Obudźcie w sobie czasy „młodości” (haha) i Wasze uczucia z początku związku, kiedy byliście tylko we dwoje. Chcieć = móc!

 

 

5. Zamknąć się w domu

 

Bez dziecka. Też jest to jakieś wyjście i jak mu się dłużej przyjrzeć to wcale nie najgorsze! Dzięki temu możecie robić to co lubicie najbardziej: oglądać filmy i seriale zza oceanu (np. na Netflixie – nasze ostatnie odkrycie), a jeśli brakuje Wam tego typu inspiracji, zajrzyjcie do mojego rankingu! Możecie zaszyć się pod kołdrą, zamówić dobre jedzenie z dostawą do domu, zaliczyć drzemkę (a nawet kilka), wyprosić u partnera masaż, ba, nawet możecie sobie urządzić domowe spa! Kiedy ostatnio mieliście okazję zrobić sobie słit-selfi? No właśnie! Zapalcie sobie świeczki, przygotujcie popcorn, dwie lampki wina, zgaście światło w pokoju i…gotowe! Podpowiem, że możecie nawet całować się bez świadków! (ale liczę, że aż tak zupełnie nie zdziadzieliście, że ta rada będzie Wam faktycznie potrzebna… 😉 ) Po prostu rozkoszujcie się swoją obecnością i celebrujcie każdą daną Wam minutą bez dziecka. Ba, może nawet uda Wam się całkiem zapomnieć, że je macie 😉

Podobają Ci się moje propozycje „ucieczek”? A może masz swoje, lepsze, o których pojęcia nie mam, że istnieją? Podziel się koniecznie w komentarzu!

 

 

Zdjęcia: wszystkie w dzisiejszym wpisie zrobił Łukasz Roszyk Photography. Łukasz wykonuje sesje ślubne, narzeczeńskie & romantyczne. Jeśli organizujesz ślub, znasz kogoś kto taki planuje lub po prostu marzy Ci się sesja, jak nasza – Łukasz będzie najlepszym możliwym wyborem. Zajrzyj również na jego stronę internetową: lukaszroszyk.pl lub napisz maila na kontakt@lukaszroszyk.pl


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • zostawisz pod nim komentarz
  • polubisz mój fanpage na Facebooku, tak, żeby być na bieżąco z nowościami
  • zaobserwujesz mój profil na Instagramie