fbpx
Lifestyle,  Mental Health

Marzenie o własnym domu

Od czasu do czasu, przychodzi taki moment, kiedy rozpiera mnie pragnienie o posiadaniu własnego domu. Mamy mieszkanie, choć jeszcze przez „kilka” lat na spółkę z bankiem, ale… to nie to. Może zabrzmi to prozaicznie, ale wszystko się zmienia, kiedy na świecie pojawia się dziecko. Układamy sobie na nowo w głowie pewne sprawy, które burzą nasz dotychczasowy sposób patrzenia na świat i nadajemy im nowe priorytety.

 

Dom to miejsce, gdzie dusza rozbiera się do naga. Dom to miejsce, gdzie można zdjąć maskę i dać się domowi pogłaskać po policzku. Dom kołysze do snu. Dom nie ocenia, nie rozlicza, dom kocha bezwarunkowo i bezinteresownie. Tylko dom tak kocha. Jeśli jest prawdziwym domem.

Agnieszka Kacprzyk

 

Każdy rodzic wie, że swój dom, mieszkanie, pokój wraz z narodzinami dziecka (a często nawet i grubo przed) od tego momentu dostosowujemy głównie (żeby nie powiedzieć: tylko i wyłącznie) pod nie. Chcemy, żeby miało swój kącik lub całkiem własny pokój. Szukamy w internecie informacji o antyalergicznych farbach do malowania ścian, o tym, jaki materac jest najlepszy do spania, badamy właściwości gryki i kokosa, kupujemy zabezpieczenia do gniazdek, bramki do drzwi, antypoślizgowe maty do wanny. Byłam tam, widziałam. Mogłabym tak jeszcze długo wymieniać. Nie tak dawno temu wymieniliśmy klamki w oknach na takie na kluczyk, przestawiliśmy narożnik w inne miejsce, żeby Aleks nie wchodził z niego na parapet, a nową szafkę pod telewizor zamontowaliśmy dosłownie w połowie wysokości ściany, żeby się na nią nie wspinał. Dla jednych może obraz nadwrażliwego rodzica, dla innych – wiadoma sprawa. Ja chyba jeszcze ze trzy lata temu popukałabym się w czółko. 😉 Teraz to dla mnie logiczne, że w kwestii rodzicielstwa cały czas coś mi się zmienia w głowie i nic mnie już nie zdziwi.

Myślę też, że to nie ostatni raz, kiedy zmieniam swój sposób myślenia, kiedy otwieram się na nowe tematy, kiedy uświadamiam sobie pewne rzeczy. Dotyka mnie to przeważnie w ważnych dla mnie momentach w życiu, gdy coś się kończy, a coś zaczyna.

Aktualnie jestem na takim rozdrożu myślowym, kiedy to bezustannie myślę o naszej przyszłości. Nigdy nie umiałam siedzieć w miejscu i choć bardzo lubię mieć poczucie stabilności i bezpieczeństwa, to co rusz wpadam na nowe pomysły (moja mama po dziś dzień zamiera na mój okrzyk pt. „mam pomysł!”), a od pomysłu do realizacji u mnie droga jest zwykle bardzo krótka.

Ostatnio wymyśliłam sobie zupełnie nowy projekt. Myśli o własnym domu są na tyle silne, że nie chcę ich już dłużej wypierać. Jeszcze nie wiem, jak to zrobimy, ale będziemy mieć dom. Marzę o takim rodem z przedmieścia willowego na Wisteria Lane, o przyjemnym sąsiedztwie, o ciszy i spokoju, wygrzewaniu się na słoneczku nie tylko przez 3 miesiące w roku i organizowaniu barbecue we własnym ogrodzie. Długo myślałam o potrzebach naszej rodziny, pomysły i inspiracje czerpię głównie od mojej przyjaciółki N., której budowa domu wciąż mnie zachwyca, a po trosze z seriali, które oglądamy. Już dokładnie widzę oczami wyobraźni, jak będzie nasz dom wyglądał, widzę siebie w przestronnej kuchni, przyrządzającą późny obiad, popijającą białe schłodzone wino i wyglądającą przez okno na swoich synów, grających w piłkę z tatą. Widzę siebie siedzącą na tarasie z przyjaciółkami i śmiejącą się wniebogłosy. Już jakby dotykam tych przyszłych chwil i momentów, które dopiero się wydarzą.

 

Każdy z nas ma dwa domy – jeden konkretny, umiejscowiony w czasie i w przestrzeni; drugi – nieskończony, bez adresu, bez szans na uwiecznienie w architektonicznych planach.

Olga Tokarczuk

 

To nie tak, że w życie w mieszkaniu tak nie może wyglądać. I że 70-metrowe mieszkanie nigdy nie da takiego poczucia, jakie mógłby dać dom. Ja uwielbiam nasze mieszkanie, pomimo, a może właśnie poprzez jego mankamenty. Generalny remont łazienki robiliśmy przez narodzinami Aleksa, w maju 2015. I po dziś dzień mamy sterczące nad lustrem kable, bo jakoś wciąż nie możemy znaleźć czasu na kupienie pierwszej lepszej lampy w jakimkolwiek sklepie. Przyzwyczailiśmy się już do życia bez dużego lustra w korytarzu. Mimo wszystko, mam cudowne wspomnienia związane z tym mieszkaniem. Pamiętam czasy, kiedy to mieliśmy współlokatorów, a sami mieszkaliśmy w salonie, jakby to było nie dalej niż wczoraj. Poznań, to osiedle i nasze mieszkanie już na zawsze będzie miało specjalne miejsce w moim sercu.

Jednak coraz to bardziej natarczywe myśli ostatnio wciąż i wciąż przewijały się przez moją głowę… Do tego stopnia, że zaczęłam przeglądać projekty domów. I jakoś tak, przeglądając projekty w internecie, zupełnie intuicyjnie natrafiłam na -> Projekt Dom przy Cyprysowej 47 KRK1406, który spełniłby wszystkie oczekiwania i potrzeby naszej rodziny.

Wypisałam je sobie w punktach, żeby niczego nie pominąć. To tak „na zaś”.

 i

Nasz nowy dom /przy Cyprysowej 47/

 

Zdjęcie: extradom.pl

 

  • powierzchnia użytkowa – 141,11 m²;
  • dom parterowy z poddaszem użytkowym;
  • garaż na 2 samochody;
  • spiżarnia przy kuchni – super sprawa! Bardzo pomogłoby mi to w planowaniu zakupów i robieniu zapasów… a kto wie, może i zabrałabym się za własne konfitury? 😉
  • zamknięta kuchnia i przestronna część dzienna z jadalnią;
  • kominek w salonie – chyba marzenie każdej kobiety ;);
  • w piwnicy pralnia z suszarnią – to moje największe z największych marzeń. 🙂 Już oczami wyobraźni widzę brudne ciuchy, które wrzucam do zsypu na górze, a wlatują do pralni w piwnicy wprost do kosza na pranie. Chyba tylko to zmotywowałoby K. do nie rozrzucania swoich rzeczy po całym domu 😉
  • duża piwnica, w której moglibyśmy przechowywać wszystkie nasze rzeczy znajdujące się obecnie w pomieszczenie gospodarczym;
  • na dole dodatkowy pokój – który mógłby w przyszłości być moim biurem;
  • na górze 4 sypialnie – dla dzieci/ gości, a jedna dla mnie i K., która dodatkowo jest też z GARDEROBĄ (!) i ŁAZIENKĄ W POKOJU (!);
  • dwie osobne łazienki (na dole i na górze) – nigdy więcej kłótni o łazienkę!
  • taras – bez dwóch zdań, to doskonałe miejsce do wypoczynku.


    Home, sweet home…

 i

Koszt budowy domu

 

Orientacyjny koszt budowy na podstawie kosztorysu /stan surowy zamknięty/: to 250 602,14 zł. Czyli o połowę mniej niż po spłacie kredytu wyniesie nas 3-pokojowe mieszkanie w bloku 😉 Sprawa warta rozważenia, no nie? Ja pozytywnie nakręcona tym pomysłem, udam się niezwłocznie do kolektury Lotto. 😉

 

To nie sztuka wybudować nowy dom, sztuka sprawić, by miał w sobie duszę.

Tomasz Misiak

 

A Wy, jak mieszkacie? Jesteście w trakcie budowy domu? Na co jeszcze warto zwrócić uwagę w fazie projektu? Które rozwiązania się sprawdzają, a które są kompletnie od czapy? Wszystkie porady i opinie chętnie przyjmę 🙂


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:
  • zostawisz pod nim komentarz
  • polubisz mój fanpage na Facebooku, tak, żeby być na bieżąco z nowościami
  • zaobserwujesz mój profil na Instagramie