fbpx
Family

4 wartości, jakie przekazuję swoim dzieciom każdego dnia

W ostatnim czasie wielokrotnie poruszałam temat modelowania w kontekście tego, czego uczą się od nas (a właściwie to pośrednio przez nasze postępowanie) nasze dzieci. Niestety często zapominamy, że to właśnie nie tym co mówimy, ale tym CO ROBIMY dajemy im przykład do naśladowania. Z biegiem lat i macierzyństwa, coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że nasze pociechy nie tylko każdego dnia obserwują i CHŁONĄ nasze zachowanie, ale później w dorosłym życiu przyjmą je jako jedyne słuszne podejście. Dziś zapraszam Cię więc do artykułu o tym, jakimi wartościami warto kierować się w życiu, gdy mamy dzieci. A może nie tylko wtedy?

 

4 wartości, jakie przekazuję swoim dzieciom każdego dnia

Czego uczę nasze dzieci?

 

Że mama nie jest robotem

 

Chcę, by nasze dzieci dorastały w świadomości tego, że jestem tylko jedna, a ich jest dwoje. Nie epatuję pracą i obowiązkami na prawo i lewo – by nie funkcjonowali w poczuciu, że to jest w życiu najważniejsze – ale zależy mi, by zwyczajnie wiedziały, że mama jest tylko człowiekiem – i ma prawo być smutna, zmęczona, chora czy mieć gorszy czas.

Nie ukrywam, że sama dorastałam w środowisku, w którym te proporcje były nieco zaburzone. To dzieci były na pierwszym miejscu. Moja mama poświęcała się dla nas ponad miarę, spełniała wszystkie zachcianki i marzenia oraz była zawsze, na każde zawołanie. Oczywiście bardzo jestem jej wdzięczna za trud, jaki włożyła w moje wychowanie, natomiast nie mogę się oprzeć wrażeniu, że gdzieś w tym wszystkim zatraciła siebie.

Bazując więc na swoich doświadczeniach z dzieciństwa, tak bardzo zależy mi, by znaleźć w swoim życiu ten wymarzony balans. Nie ukrywam więc swoich emocji przed dziećmi, choć oczywiście komunikaty na ten temat dostosowuję do ich wieku. Wiedzą, że mamę coś boli, mama musi odpocząć bo dużo pracowała, mama przyjdzie za chwilę bo teraz właśnie usiadła. Bardzo mnie więc ucieszyło, kiedy podczas ostatniej rozmowy z moją 3,5-letnią córką o tym, kogo mamusia kocha, powiedziała: „Mnie, Aleksa, tatę i… siebie”.

To zaskakujące, jak świetnymi obserwatorami są nasze dzieci i jednocześnie niesamowite, że już w takim wieku wiedzą, że trzeba kochać również siebie. Bardzo bym chciała, by taki mój szacunek do siebie i swojego zdrowia/samopoczucia (wypracowany z biegiem lat i procesu terapii) sprawił, że w przyszłości nasze dzieci będą stawiały właśnie siebie na pierwszym miejscu.

 

 

Że bycie mamą to tylko jedno z moich „żyć”

 

Ten punkt to właściwie naturalna konsekwencja pierwszego, ale dokładnie tak jest. Dla moich dzieci to coś zupełnie normalnego, że chodzą do przedszkola i szkoły, że przebywają czy nocują u dziadków czy zapraszają do siebie kolegów. Staram się pokazywać im, że podobnie jak oni – ja również pełnię różne role i potrzebuję do tego odpowiedniej przestrzeni.

Wiedzą, że rodzice potrzebują mieć również czas dla siebie, że wychodzą razem lub osobno – ze swoimi przyjaciółmi, że mają czas na pracę, pasję czy chwilę dla siebie. Rodzice mogą spełniać swoje marzenia oraz mieć swoje własne „dorosłe” sprawy. Pokazujemy siebie naszym dzieciom w tych różnych rolach w takich sposób, że dla nich to już coś kompletnie oczywistego, że czas spędzamy na różne sposoby. Nie wszystkie z nich muszą zawierać w sobie przebywanie z nimi i jest to jak najbardziej ok! – w końcu one również nie przebywają z nami przez cały swój czas (nawet będąc w domu).

Zależy mi, by w przyszłości nasze dzieci potrafiły mądrze i z dbałością o swoje potrzeby rozgraniczać czas na najważniejsze rzeczy w swoim życiu. Bez poczucia, że coś „muszą”, czy że czegoś „nie powinny”. Że obserwując moje codzienne postępowanie zobaczą nie tylko mamę spełnioną, pełną pasji i mającą czas – nie na wszystko, ALE NA TO, CO JEST DLA NIEJ NAJWAŻNIEJSZE (a nie cierpiącą z powodu poświęcania się kosztem siebie i swoich potrzeb) – ale również same takimi dorosłymi się staną.

 


Przypominam, że jestem na Instagramie! @blondpanidomu – zachęcam do obserwacji 🙂


Że praca z domu nie jest gorsza czy mniej ważna niż praca na etacie

 

Zdaję sobie sprawę, że moje dzieci nie do końca rozumieją, na czym polega moja praca. Nic w tym dziwnego, biorąc pod uwagę, że wiele dorosłych bliskich mi osób, też nie do końca ma tego świadomość 😉 Tak samo jednak jak zdarza mi się tłumaczyć pewne kwestie rodzinie czy przyjaciołom, poświęcam również czas na opowiadanie o swojej pracy naszym dzieciom. Nie jest to łatwe, tym bardziej, że w mojej branży granice między pracą a czasem prywatnym naprawdę mocno się zazębiają (a wręcz nakładają).

Nasze dzieci wiedzą, że mama dużo pracuje – że sesje zdjęciowe, różnego rodzaju aktywności poza domem czy oczywiście – praca przed komputerem czy telefonem to wszystko praca. A nawet jeśli nie wiedzą, to na bieżąco bardzo szybko im to wyjaśniam 😉 Jednak w myśl zasady: „Fake it, till you make it” tak często nazywam swoje aktywności związane z prowadzeniem firmy PRACĄ, że faktycznie kiedy ja uwierzyłam, że WYKONUJĘ WŁAŚNIE PRACĘ, to nasze dzieci również 🙂

Ale przechodząc już do wartości z nagłówka – zależy mi, by nasze pociechy nie deprecjonowały pracy z domu. Niezależnie, czy to praca na swoim, na pół etatu, czy „tylko” zajmowanie się domem i sprawowanie opieki nad dziećmi. Każda praca jest ważna, może być wyczerpująca, ale na pewno nie jest gorsza od innej. Nie tylko etat i wyjście do biura to coś, po czym ma się prawo być naprawdę zmęczonym.

 


Może zainteresuje Cię jeszcze: Na czym polega praca blogera?


 

Że tata to równorzędny rodzic jak mama

 

Oczywiście ten punkt nie miałby racji bytu bez tożsamego podejścia drugiego rodzica 😉 Jakoś tak zupełnie naturalnie, już od narodzin Aleksa przyszło mi nie tyle delegowanie obowiązków dotyczących opieki nad nim, co uświadamianie mojego męża, że to również jego obowiązki. Owocuje to dziś tym, że robi on w domu i „przy dzieciach” absolutnie wszystko.

Oczywiście są takie rzeczy, w których jedno czy drugie z nas czuje się lepiej czy angażuje bardziej, ale wciąż – wyjeżdżając na weekend, nie muszę spisywać swojemu mężowi listy „to do” i uczyć go podstaw. Nasze dzieci wiedzą, że mama nie mówi tacie, co powinien zrobić, ani nie przekazuje wskazówek czy poleceń, kiedy wychodzi z domu. Oraz, że tata jest równorzędnym rodzicem i partnerem mamy, a nie jej gorszym zastępcą.

W wielu rodzinach niestety wciąż pojawiają się sytuacje, kiedy to żona/matka zajmuje się wszystkim, a mąż/ojciec łaskawie jej w tym „pomaga” – właśnie dlatego staram się poprzez modelowanie pokazywać naszym dzieciom, że wszyscy jesteśmy sobie równi. Córce – że nie musi godzić się na branie na swoje barki zbyt wiele, synowi – że to NORMALNE, że ojciec w tym domu faktycznie JEST.

Myślę, że takie podejście znów wraca do tego „o-się-dbania”, uczy zaradności życiowej i bezproblemowego odnajdywania się w różnych sytuacjach, a także tłumaczy, że wcale nie trzeba harować ponad swoje siły. A nawet się nie powinno – tym bardziej mając oparcie w postaci kochającego partnera. Mam nadzieję, że w efekcie nasze dzieci będą wiedziały co to partnerstwo, wspieranie się nawzajem czy gotowość niesienia pomocy.

***

 

Mam świadomość, że czasem taka chwila refleksji i spojrzenia na swoje życie z boku może być trudna. Ale uświadomienie sobie problemu, to pierwszy krok do zmiany! Bardzo jestem ciekawa, jak Ci się spodobały moje dzisiejsze przemyślenia. Czy sama starasz się wpajać swoim dzieciom podobne wartości? Koniecznie podziel się ze mną swoimi doświadczeniami w komentarzu poniżej 🙂

 


Przeczytaj jeszcze: Żyć swoim najlepszym życiem


Zdjęcia: More for Family Fotografia


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:
  • zostawisz pod nim komentarz,
  • polubisz mój fanpage na Facebooku,
  • zaobserwujesz mój profil na Instagramie.