fbpx
Projekty

Moja pierwsza książka – od pomysłu do realizacji

Aaaaa! TO JUŻ! Dokładnie dwa tygodnie temu miała miejsce premiera mojej pierwszej książki „50 lekcji zmieniających życie. E-book motywacyjno-rozwojowy dla chcących żyć lepiej”. Pierwsze emocje opadły, moce przerobowe wzrosły, a ja powoli wracam do swojej ukochanej rutyny. Czy zatem mógłby być lepszy moment, na podzielenie się z Tobą przeżyciami, jakie towarzyszyły mi podczas tego procesu? Nie wydaje mi się 😉 W dzisiejszym artykule opowiem Ci po krótce jak wyglądała moja praca nad książką – mam nadzieję, że droga jaką przeszłam, będzie dla Ciebie ciekawa i inspirująca. Zostań ze mną do końca!

 

Od czego się zaczęło?

 

O tym, że kiedyś napiszę książkę właściwie wiedziałam od zawsze. O mojej miłości do czytania pisałam już w 2017 roku w artykule „Pożeraczka książek”, a jeszcze wcześniej, przez lata byłam najlepszą uczennicą z języka polskiego. Miałam również niebywałe szczęście do niesamowitych nauczycielek z tego przedmiotu. Właściwie to fakt, że postanowiłam napisać książkę nikogo z moich bliskich specjalnie nie zaskoczył. To ja zapierałam się przed podjęciem się tego wyzwania dosłownie rękoma i nogami. Od ponad dwóch lat zbierałam notatki do mojej przyszłej książki, zapisywałam sobie przemyślenia, a nawet założyłam specjalny folder, w którym zapisywałam różnego rodzaju inspiracje. To właśnie wtedy, w czasie pandemii zaczął się boom na produkty cyfrowe (e-booki) i w związku z tym odłożyłam ten pomysł na dalszą przyszłość – nigdy nie chciałam płynąć z nurtem i robić tego „co wszyscy”. Postanowiłam, że przeczekam.

W końcu, kwestii, które pragnęłam zawrzeć w książce było tak dużo, i na tyle wartościowych, że wpadłam na tytuł, a chwilkę później miałam już pierwszy szablon spisu treści i nazwy wszystkich 50 lekcji.

Wciąż jednak praca nad pisaniem leżała odłogiem, ja nie mogłam się zmotywować do pracy i szczerze powiedziawszy – jej ogrom mnie przerażał. Myśl „Jeśli nie robisz czegoś dobrze, nie rób tego wcale” totalnie mnie zblokowała przed dalszym działaniem. Miałam poczucie, że mogę się za to wziąć, dopiero kiedy będę miała jakieś szczególnie błyskotliwe i pełne wartości przemyślenia, bo przecież nie powinnam zabierać czasu swoim czytelnikom czymś jedynie przeciętnym. Wciąż czekałam na „lepszy moment” do pisania, który nie wiedzieć czemu 😉 wciąż nie nadchodził.

Tak bardzo chciałam to zrobić doskonale, że nie zrobiłam wcale.

Ostatecznie, zmotywowała mnie pewna internetowa koleżanka, która ma na swoim koncie już kilka produktów – w tym książki. Teraz nazywam ją matką chrzestną mojego e-booka, ale nie uprzedzajmy faktów 😉  Tak czy inaczej, usiadłam i zaczęłam pisać. Pisałam każdego dnia, od rana do wieczora, non stop. Nie tylko ja dokonywałam poświęceń dla mojego „wyższego celu”, ale również cała nasza rodzina – w szczególności w ostatnich tygodniach.

Kiedy jednak z każdym kolejnym porankiem widziałam coraz to więcej NAJLEPSZEJ Z MOŻLIWYCH treści, narastała we mnie nie tylko duma z tego, co stworzyłam, ale też apetyt na więcej.

 

 

Skąd pomysł na książkę?

 

Dokładnie dwa lata temu poczułam, że nie radzę sobie ze swoim życiem i potrzebuję pomocy specjalisty. Szybko zostałam zdiagnozowana jako osoba mierząca się z epizodami depresyjnymi oraz zaburzeniami lękowymi. Właściwie to właśnie w książce napisałam o tym wprost po raz pierwszy. No dobrze, ale co ma ten fakt wspólnego z moją książką? Bo to właśnie wtedy dostałam taką pomoc, jakiej potrzebowałam, i moje życie z czasem zaczęło się odmieniać. Nic jednak nie zrobiło się samo ani nie zadziałało od razu. Zmiana mojego mindsetu dokonywała się poprzez ustawiczną pracę nad sobą, wdrażanie w życie technik poznanych w czasie terapii i poprzez tak zwaną pracę u podstaw.

Dopiero po tych dwóch latach mogę powiedzieć, że najdłuższą drogą w moim życiu była droga prowadząca do mnie samej. Wszystko jednak z czasem wskoczyło na właściwe tory, a ja zrozumiałam, że to wewnątrz naszej głowy spędzamy większość życia i warto, by właśnie ta głowa była przyjemnym dla nas miejscem.

Moim celem było, żeby ten e-book zainspirował inne osoby do tego, by wprowadziły pewne zmiany do swojej codzienności – polepszając dzięki temu jakość swojego życia. Wiele z nas poszukuje swojej ścieżki w życiu albo nie wie, czy w ogóle potrzebuje wsparcia, a jeśli tak, to jakiego. Ta książka od początku miała być poparta konkretnymi przykładami z mojej codzienności i wypełniona przemyśleniami i technikami, które ułatwiają mi życie każdego dnia. Takie było główne założenie i cieszę się, że udało mi się doprowadzić ten projekt do końca.

Podczas moich niespełna dziesięciu lat pracy w branży social media, tworząc treści dla mam, bardzo często dostawałam feedback, że najczęściej to właśnie poczucie bycia niewystarczającą, myślenie, że inni mają lepiej, i brak czasu dla siebie w codziennej gonitwie są naprawdę realnymi problemami. Badania mówią jasno – prawie połowa z nas zmaga się z brakiem czasu na co dzień, a przeciętna kobieta ma dla siebie jedynie 17 minut(!) wolnego czasu w ciągu dnia. I teraz pytanie: czy to wszystko tylko kwestia organizacji i podejścia chcieć, to móc? Moim zdaniem to bardziej kwestia wyboru. Sama od lat kierowałam się podejściem dopóki nic mi się nie dzieje, to jest okej. Odkąd na świecie pojawiły się nasze dzieci, to już tylko one i ich potrzeby uplasowały się na pierwszym planie, spychając mnie do tła we własnym życiu. Jestem pewna, że z takim podejściem nie byłam odosobniona.

W miarę kolejnych zmian, które we mnie zachodziły, w końcu jednak zaczęłam stawiać siebie i swój dobrostan na pierwszym miejscu.

 

Tak prezentuje się spis treści:

 

(kliknij, żeby powiększyć)

 

Dlaczego e-book?

 

Wyszłam z założenia, że e-book od książki papierowej różni się jedynie formatem, a przecież zawiera tę samą treść. Sprzedawany przeze mnie produkt jest dostępny w formacie elektronicznym PDF, dzięki czemu można mieć go zawsze ze sobą, zabrać w podróż i czytać na kilku różnych urządzeniach – do czytania można wykorzystać telefon, tablet czy komputer.

Sama, pomimo, że kupuję książki, to jednak znacznie częściej korzystam z treści cyfrowych. W takiej książce łatwiej można coś wyszukać czy zaznaczyć sobie fragment tekstu. A jako twórca, w każdej chwili mogę edytować albo dodać aktualizację do książki, a wszystko dzieje się w sposób w pełni zautomatyzowany i natychmiastowy. Szczerze? Nie miałabym gdzie trzymać książek fizycznych i kiedy zajmować się ich pakowaniem i wysyłką. Książka musiałaby też więcej kosztować, a cenę podniosłyby jeszcze koszty wysyłki. E-book „50 lekcji zmieniających życie. E-book motywacyjno-rozwojowy dla chcących żyć lepiej” można kupić dla siebie lub bliskiej osobie na prezent (po prostu wpisując jej dane) i mieć go u siebie natychmiast po zakupie. Dla mnie to ogromna wygoda, oszczędność czasu, a także zmniejszona emisja CO2 do atmosfery.

A dlaczego taki, a nie inny koszt e-booka? Bo podobnie jak coraz więcej autorów, wyceniłam książkę na podstawie jej merytorycznej wartości.

Nie wiem jak Ciebie, ale mnie nic nie wkurza bardziej, jak twórcy wydający książkę np. za 99 zł, po to by zaraz przecenić ją na 49 zł 😉 Rzeczywiście, oferta życia! I’m not like the other girls – u mnie nie będzie przecen co tydzień, kodów rabatowych z okazji Dnia Świstaka czy obniżek po -50%. Ten produkt jest wart dokładnie tyle, ile wynosi jego cena regularna. A nawet znacznie więcej! Moim zdaniem wiedza zawarta w tym e-booku znacznie przekracza zawartość pełnego kursu o wartości kilkuset złotych. Zresztą – czy w ogóle da się przeliczyć coś takiego, jak poprawa jakości życia?

Obecna cena premierowa to wyłącznie cena na start. Z szacunku do osób, które zaufały mi jako pierwsze, cena tego produktu już nigdy nie będzie tak niska. Cena premierowa 59,99 zł obowiązuje tylko do 24.12.2023 roku i nigdy nie wróci. Potem cena wzrośnie do kwoty regularnej, tj. 79,99 zł.

 

Jak pracowałam nad książką?

 

Przede wszystkim, książka stała się dla mnie priorytetem i pisałam ją praktycznie każdego dnia. Musiałam kompletnie przewartościować swoje pierwotne założenia i „chwilowo” skupić się tylko na pisanie. Było to trudne o tyle, że podążanie swoją wcześniej ustaloną ścieżką trzymało mnie w naprawdę dobrym stanie psychicznym (lekcja 7 z mojej książki: „Zidentyfikuj swoje cele”), ale wówczas byłam zdecydowana ten koszt ponieść. Ale, co było super, pisałam o rzeczach, które wciąż wykorzystywałam w realnym życiu!

Zaczęłam od spisu treści, a później zajmowałam się lekcjami, które były dla mnie najprostsze i/lub najprzyjemniejsze do stworzenia. Początkowo, jeszcze we wrześniu rozpisałam sobie Metodą SMART cechy mojego celu, zaplanowałam, by pisać co najmniej jedną lekcję dziennie, dałam sobie deadline (Black Friday), a także zaplanowałam szczegółowe etapy prac. Przy metodzie wydawniczej, jaką wybrałam (self-publishing), było na mojej głowie nieco więcej niż samo pisanie.

Z czasem moja praca ewoluowała i już nie musiałam narzucać sobie codziennego minimum – musiałam narzucić sobie max. ilość znaków na jeden rozdział (jedną lekcję), a i tak skończyłam z 224 stronami A4 na koncie 😉 Na tym etapie ogarniałam już absolutnie wszystko! Zaczęłam od rzeczy, którą powinnam zrobić już dawno, czyli przeniesieniem firmy pod inny adres, co wiązało się z nowymi umowami, całką sporą papierologią, ale UFF, udało się. Do tego w międzyczasie zrobiłam casting na redakcję i znalazłam przecudowną redaktorkę, która te moje niespełna 150 tysięcy znaków przetworzyła 😉 Wyszłam z założenia, że o ile pewnymi rzeczami chcę zająć się sama, to część rzeczy powinno się (a nawet trzeba) delegować. Zależało mi, by tekst był poprawny, przystępny i by czytało się go płynnie.

 

 

Jak tylko skończyłam tekst, zrobiłam wstępną korektę i wysłałam go do redakcji, mogłam zająć się kolejnym combo projektem, a mianowicie – postawieniem sklepu. Nigdy wcześniej tego nie robiłam, ale była to rzecz, którą bardzo chciałam zrobić sama. Swoją stronę postawiłam sama, więc było to dla mnie naturalną koleją rzeczy.

Wcześniej jednak nie miałam świadomości JAK DUŻO TEGO JEST.

Dobrze, że dałam sobie zapas czasu na kwestie techniczne, no ale plany planami, a życie życiem 😉 W końcu nie żyłam w idealnym świecie, tylko miałam dzieci, ich choroby, pozostałe obowiązki, TRENINGI (które w ostatnim miesiącu musiałam mocno ukrócić) oraz POZOSTAŁĄ PRACĘ. No bo wiesz, świat się nie zatrzymał na ten czas pracy nad książką. W międzyczasie miałam inne zlecenia i to takie dość mocno pochłaniające czas i siły. 

Dostałam tekst po redakcji i musiałam zaprowadzić w nim swoją redakcję autorską, czyli sprawdzić całą treść i zaakceptować (lub nie) wszystkie poprawki w trybie śledzenia zmian. Moją dumą było, że na ponad 4 tys. poprawek nie miałam ani jednego błędu ortograficznego i raptem chyba ze dwie literówki. Miałam więc pewność, że co jak co, ale moja książka to będzie w pełni dopieszczona – nic mnie nie wkurzało bardziej, jak kupowanie e-booków i później znajdywanie błędu na błędzie 😉

Później jeszcze tylko „kilka” kwestii technicznych, takich jak newsletter, znak wodny, regulamin sklepu, polityka prywatności, nadanie ISBN książce i podpisanie umowy z obsługą płatności. Oj, było tego trochę. A jak już ogarnęłam, co najważniejsze to mogłam przystąpić do składu. Skład postanowiłam zrobić sama, ale dedykowany szablon wybrałam płatny, na komercyjnej licencji – chciałam, by był taki mój i w klimacie jaki sobie wymyśliłam 🙂 Zrobienie składu zajęło mi jakieś 1,5 tygodnia pracy non-stop.

 

 

To jeszcze na koniec…

 

Dlaczego self-publishing?

 

Być może wydanie książki z wydawnictwem byłoby prostsze, szybsze i bardziej prestiżowe (nie powiem, kusiła mnie wizja książki stojącej na półce w Empiku), ale przede wszystkim wychodząc z założenia „Umiesz liczyć, licz na siebie” chciałam napisać i wydać książkę przede wszystkim na własnych zasadach.

Uznałam, że wolę działanie na własną rękę, nawet jeśli zysk będzie mniejszy. Bo oczywiście, nie ma co ukrywać, że przy dużych nakładach zysk przy wydawaniu książki samodzielnie może być bardziej opłacalny, ale to też duże ryzyko, bo po pierwsze – za całość płaci się z własnej kieszeni, a po drugie – wszystko jest na jednych barkach.

W przypadku wydawania książki z wydawnictwem, to właśnie ono pokrywa wszystkie koszty, w tym promocję książki (dzięki czemu potencjalnie może ona dotrzeć do większej liczby odbiorców), ale też bierze na siebie ryzyko, że książka się nie sprzeda (i nie zwrócą się nawet koszty), także coś za coś.

Oczywiście, to wszystko ZALEŻY, ale nie uśmiechało mi się również zgarnianie 1-2 zł od egzemplarza wydanego z wydawnictwem, w sytuacji, gdzie włożyłam w ten produkt całe swoje serce i mam pełną świadomość jego wartości 😉

 

50 lekcji zmieniających życie – dlaczego warto?

 

Mówiąc kompletnie szczerze, ten e-book moim zdaniem będzie wsparciem absolutnie dla każdego. Niezależnie od tego, czym się zajmujesz, ile masz lat i na jakim etapie życia się aktualnie znajdujesz – zachęcam Cię do tego, by go po prostu wypróbować.

Dzięki temu e-bookowi:

  • dowiesz się, jak świadomie budować swoją codzienność,
  • nauczysz się wyznaczać granice i stawiać czoła wyzwaniom,
  • przestaniesz przedkładać potrzeby innych ponad swoje własne,
  • uwierzysz w swoje możliwości i zainspirujesz się do zmian,
  • w namacalny sposób poprawisz jakość swojego życia.

Niektóre teksty dadzą Ci do myślenia, inne strategie praktycznie natychmiast zmienią Twój pogląd na pewne sprawy, a kolejne w namacalny sposób ułatwią Ci życie. Przed Tobą 50 lekcji na całe życie i wartości, którymi moim zdaniem warto się kierować, by po prostu żyć lepiej.

Zależy mi, by moja społeczność wzrastała razem ze mną. Byś i Ty była szczęśliwa, bardziej usatysfakcjonowana ze swojego życia i byś zaczęła mieć lepsze relacje ze sobą i z innymi. Żebyśmy się dobrze zrozumiały – nie rozwiążę wszystkich Twoich problemów, ale dam Ci narzędzia, dzięki którym skutecznie zrobisz to sama. Jeśli więc czujesz, że chcesz popracować nad sobą i zmienić swoje podejście do życia, by móc przeżywać je bardziej, doświadczać go pełniej i po prostu poczuć się lepiej – ten e-book będzie dla Ciebie.

Jestem przekonana, że moja wiedza i doświadczenie podane w formie samej esencji – usystematyzowanej w kompletny i logiczny schemat działania – dodadzą Ci wiatru w żagle, umilą czas, zmotywują, w jakimś stopniu pomogą i co najważniejsze: ZAINSPIRUJĄ do wprowadzenia zmian. Głęboko w to wierzę. Wierzę w Ciebie! 😊

 

 

Podsumowując: ten e-book to totalny mindchanger! Z każdym słowem będziesz widziała, ile przekonań masz do przepracowania, ale AŻ BĘDZIE CI SIĘ CHCIAŁO z nimi pracować! Jeszcze trochę przed Tobą, ale czuję, że to będzie dla Ciebie cudowny czas zmian 🙂


Zdjęcia: More for Family Fotografia


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:
  • zostawisz pod nim komentarz,
  • polubisz mój fanpage na Facebooku,
  • zaobserwujesz mój profil na Instagramie,
  • dołączysz do mnie na TikToku.