fbpx
Family

Jak najlepiej karmić swoje dziecko? Absolutnie wszystko, co musisz wiedzieć.

Dzisiaj biorę pod lupę kolejny z cyklu bardzo ważnych tematów, a mianowicie to, co i w jakich okolicznościach jedzą nasze dzieci. Opowiem Ci o tym, dlaczego tak istotne jest, by najpierw przyjrzeć się sobie, jakie błędy żywieniowe najczęściej popełniają rodzice oraz na przykładzie mojej rodziny przedstawię kilka złotych zasad prawidłowego karmienia. W tekście znajdziesz również link do nowego wideo na ten temat.

 i

Czynniki społeczne, a żywność i żywienie

Rodzaj spożywanej żywności, jej ilość, sposób przygotowania i spożywania zależy nie tylko od człowieka i jego cech indywidualnych, ale także od środowiska w którym żyje. Na kształtowanie zachowań żywieniowych najbardziej istotny wpływ ma przede wszystkim rodzina. To ona  w znaczący sposób oddziałowuje na sposób żywienia, poglądy i preferencje dziecka.

Jedną z grup uznawanych za szczególnie narażone na zwiększone ryzyko błędów żywieniowych oraz ich późniejsze konsekwencje są przede wszystkim niemowlęta, dzieci i młodzież. Mogą reagować wyjątkowo czule – zaburzeniami w rozwoju psychomotorycznym – nawet na małe błędy żywieniowe, a ich młody wiek sprzyja kształtowaniu i utrwalaniu zachowań, których konsekwencje mogą odczuwać przez całe życie.

U małych dzieci w wieku 1-3 lata najczęściej popełnianym błędem jest zbyt szybkie odejście od posiłków przygotowywanych specjalnie dla nich i korzystanie z tych ze „stołu rodzinnego”. Może to wpływać na jednostronny skład racji pokarmowej i sprzyjać jej niezbilansowaniu, a w konsekwencji niedoborom pokarmowym. Wiesz, co mam na myśli? To odbijanie piłeczki przez dumne matki-ekspertki w internecie pt. „Moje dziecko jadło fasolówkę od urodzenia i NIC MU NIE JEST!”. No jasne, teraz może nic mu nie jest, chwała Ci za to. Ale błagam – nie propaguj swojego zachowania jako dobry wzorzec dla innych.

 

Najczęściej powielane błędy?

Do głównych czynników sprzyjających błędom w odżywianiu małych dzieci zalicza się:

  • niedostateczną wiedzę żywieniową i niewłaściwe zwyczaje rodziny;
  • uleganie preferencjom dzieci i ich niechęci do poznawania nowych smaków;
  • kierowanie się reklamą, głównie telewizyjną (tutaj dobrą robotę robi Doktor Ania);
  • zły status społeczno-ekonomiczny rodziny.

Należy również pamiętać, że podstawę racji pokarmowych dzieci do drugiego roku życia stanowi mleko mamy (lub modyfikowane), mleko płynne i produkty mleczne. Mimo to, ryzyko niedoborów wapnia dotyczy prawie wszystkich dzieci w wieku do 3 lat. Skutki niskiego spożycia wapnia mogą być odczuwane przez dzieci bezpośrednio po okresie dzieciństwa (głównie jako opóźnienie wzrastania) i zaburzenia w mineralizacji szkieletu w wieku dojrzałym i podeszłym, jako zwiększona podatność na deformacje kręgosłupa i złamania osteoporotyczne.

Sposób żywienia dzieci w wieku przedszkolnym powiela większość błędów żywieniowych popełnianych w okresie poniemowlęcym. Maluchy w wieku 4-6 lat spożywają zbyt mało produktów mlecznych, przetworów zbożowych i warzyw, a zbyt dużo tłuszczów, mięsa i wędlin oraz cukru i słodyczy. Posiłki dla dzieci są często nadmiernie słodzone lub solone – zwykle w celu nadania im określonego smaku z powodu przyzwyczajeń dorosłych. Warto jednak pamiętać, że wczesny wiek jest okresem kształtowania się preferencji pokarmowych, dlatego nadmierne dosładzanie lub dosalanie potraw może wpływać na „zakodowanie” niepożądanych przyzywczajeń, sprzyjając późniejszym błędom żywieniowym w życiu dorosłym i rozwojowi chorób dietozależnych (takich jak otyłość, cukrzyca typu II, nadciśnienie tętnicze, miażdżyca).

Nowym problemem żywieniowym staje się częste podjadanie między posiłkami, które dotyczy ponad 90% dzieci. Nasze pociechy najczęściej jadają wówczas owoce, chrupki, frytki, batony, ciastka i kanapki. Niestety, nie jest to dobry nawyk, a wykształcenie zwyczaju podjadania i jego utrwalanie może w przyszłości sprzyjać przekarmieniu i jego negatywnym konsekwencjom dla zdrowia (j.w.).

 

Niewystarczające urozmaicenie racji pokarmowych małych dzieci i zbyt rzadkie spożywanie produktów o wysokiej wartości odżywczej sprzyjają niezbilansowaniu racji pokarmowych i zwiększają ryzyko chorób z niedoboru.

 

No dobrze, wiemy już to wszystko i teraz nasuwa się najważniejsze pytanie: jak najlepiej karmić dziecko? Jak zadbać o to, by jadły wartościowo, ale i… prawidłowo? Z tym tematem rozprawiamy się z Agnieszką w naszym nowym odcinku na kanale ProbleMatki. Tutaj możesz szybko się do niego przenieść.

 

Kilka „prostych” zasad

Przejdźmy jednak do zasad prawidłowego karmienia, które po krótce omówiłyśmy w filmie. Podstawowa zasada mówi: rodzic decyduje co i kiedy dziecko zje, a dziecko decyduje czy, jak i ile zje. U nas faktycznie tak to wygląda, ale z pewnymi odstępstwami. Przede wszystkim ta zasada pozwala na przekazanie dziecku poczucia kontroli nad jedzeniem. Kiedy Aleks był mały, bardzo przeżywałam, że nie chce czegoś zjeść i wręcz zadręczałam się tym, że będzie głodny. Dużo czasu upłynęło, zanim zorientowałam się, że tak właściwie to on nigdy głodny nie był, bo to czego nie zjadł – uzupełnił sobie moim mlekiem. Często je samodzielnie (szybko nauczył się tego w żłobku), czasem jednak pojawia się u mnie syndrom nadgorliwej matki (na szczęście rzadko) i kiedy chcę, żeby zjadł więcej próbuję go „dokarmić” (z różnym skutkiem). To zachowanie pojawia się niezależnie od mojej wiedzy i przekonań, tak więc doskonale Cię zrozumiem, jeśli miewasz podobnie.

Pamiętaj jednak, że warto szanować sygnały sytości dziecka. Nie chce, to niech nie je. Jak będzie bardzo głodne, to na pewno da Ci o tym znać. Nie proponuj mu również iluś tam potraw i nie pytaj: „Co chciałbyś zjeść?”, ale do wyboru dawaj tylko dwa posiłki („to albo to”). Mam jednak świadomość, że nie zawsze jest to możliwe: bo na przykład jest dziś na obiad tylko jedna potrawa lub z prozaicznego powodu, jak ograniczenia czasowe.

Podczas karmienia powinna panować miła i spokojna atmosfera – staram się, żeby tak było i w większości przypadków faktycznie tak jest. Niestety od czasu do czasu pojawia się u nas włączony telewizor… ale dla mnie najważniejsze jest, że Aleks JE. Czasem nie tak szybko, jak bym tego chciała, bo skupia swoją uwagę na bajce, ale taki lajf. 😉 Zasady mówią, że powinno się wyraźnie oddzielać posiłek od zabawy – nie chcę, by zabrzmiało to jako wymówka, ale ten punkt chyba nie ma racji bytu w dzisiejszych czasach. Warto jednak do niego dążyć, kiedy to możliwe. Mnie jednak najczęściej kłuje w serce moje wykształcenie. Boli mnie to, że mam wiedzę, świadomość i poukładane w głowie na tyle, by umieć rozróżnić dobro od zła, ale od tego wszystkiego do realizacji jest do pokonania zbyt daleka droga. W większości przypadków przełożenie tych informacji na życie codzienne przychodzi mi bardzo bardzo trudno. Staram się jednak pamiętać (i to moja osobista rada dla Ciebie!), że kiedy siadam z Aleksem do stołu jestem przede wszystkim jego mamą. A nie specjalistą od żywienia.

Unikaj podawania „przekąsek” między posiłkami. O tym punkcie już mówiłam dość obszernie na początku, ale uważam, że co jak co, ale o problemie podjadania szczególnie warto pamiętać (mówię z autopsji). Pomiędzy posiłkami dozwolona jest wyłącznie woda i to w dowolnej ilości. Nasz synek na szczęście od urodzenia pije tylko ją. Uważam to za nasz duży sukces, bo mam świadomość, że wytworzenie nawyku picia wody u dzieci jest bardzo trudne. Mogłabym to porównać do jazdy tyłem Aleksa w foteliku samochodowym, co wciąż budzi zdziwienie wielu osób. Sądzę, że nigdy się nie buntował i nie mieliśmy z tym większych problemów, bo zwyczajnie nie poznał czegoś innego. Tak samo z piciem – od zawsze pił tylko wodę i tylko ją znał. Może dlatego inne rzeczy (jak słodkie napoje) nie są dla niego kompletnie interesujące.

Tradycja wspólnego jedzenia przy stole to nasza największa bolączka. Pomimo, że stół i krzesła mamy to bardzo rzadko z nich korzystamy 😉  W ciągu tygodnia przygotowuję Aleksowi właściwie tylko kolację, ale generalnie rzadko jemy posiłki w tym samym czasie. Ja zwykle czekam ze swoim na męża i jem z nim, albo to on przygotowuje kolację dla nas dwojga. Ze względu na dietę eliminacyjną Aleksa, my i nasz syn jemy różne rzeczy. Mocno nas w tej kwestii odciąża żłobek – je tam 4 posiłki (śniadanie, zupę, II danie i podwieczorek). Nie mam więc wówczas dużych wyzwań, ale jednak pozostają weekendy, którym daleko do tygodniowej rutyny.  Wtedy dużo się dzieje, pojawiają się wyjścia, wyjazdy, jemy u kogoś, na mieście, w restauracji…

Marnowanie jedzenia to kwestia, która może tak mocno nie łączy się z żywieniem naszego dziecka, ale z punktem powyżej już jak najbardziej. Ten temat u nas leży i kwiczy. Niby planuję posiłki, robię zakupy, mam przygotowane produkty pod konkretne przepisy, ale ich nie robię bo nie mam czasu, coś się zdąży już przeterminować i trafia do kosza. Drugie tyle ($$$) wydaję na kolejne zakupy, bo przecież coś musimy zjeść i kółko się zamyka. Z tego, co słyszę od innych mam – to dość powszechny problem. A od marnowania jedzenia już niedaleka droga do problemu z regularnością posiłków, w życiu dziecka bardzo ważnych. Ono tą regularność (w tygodniu ma), a my…? Regularnie chodzimy do pracy i regularnie mamy rozwalone weekendy. 😉

I na tym właśnie etapie powiedziałam dość, a z pomocą przyszedł nam catering dietetyczny od rodzinnej firmy Magellan Podróże Kulinarne. Nie chcę kreować tego pomysłu jako jedyny i słuszny, ale w naszym trybie życia – okazał się po prostu konieczny. Na instagramie (i instastories) codziennie pokazuję nasze posiłki, które mam nadzieję zainspirują Cię do przyjrzenia się sposobowi żywienia całej swojej rodziny. Ja pierwszy dzień diety rozpoczęłam zważeniem i zmierzeniem się i choć liczę na namacalne efekty w tej materii, to i taki w postaci zdrowo odżywionego organizmu mi w zupełności wystarczy.

A Ty, jakimi zasadami dotyczącymi żywienia kierujesz się przy wychowaniu swojego dziecka? Które punkty są dla Ciebie najważniejsze, a jakie odpuszczasz? Że jedzenie zawsze razem przy stole? Że póki wszyscy nie skończą to nie odchodzimy od stołu? Że zjadamy wszystko, co jest na talerzu? A Ty, kiedy jesz – razem z dzieckiem, czy dopiero jak ono zje to przychodzi kolej na Twój posiłek? Czy może raczej opcja, że dziecko przybiega do stołu, dostaje kawałek kabanosa w rękę czy łyżkę spaghetti do buzi i wcina, chodząc z zabawką po pokoju? Co w przypadku Twojej rodziny najlepiej zdaje egzamin?

Jeśli ten artykuł w Twoim odczuciu nie wyczerpał tematu w całości, będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz swoje pytanie w komentarzu. W niedługim czasie planujemy z Agnieszką nagrania do kolejnych odcinków ProbleMatek oraz wspólnego live’a – będzie to okazja na odpowiedź i tym samym rozwianie Twoich wątpliwości.

 

>>> ODCINEK 5. MOŻESZ OBEJRZEĆ NA NASZYM KANALE PROBLEMATKI <<<
 i
Jeżeli nie chcesz przegapić kolejnego odcinka, to przy okazji koniecznie zasubskrybuj nasz kanał. A jeśli chcesz dowiedzieć się, jak sprawić, by dziecko odzyskało apetyt zapoznaj się również z artykułem Agnieszki na ten temat.
 i

SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • zostawisz pod nim komentarz
  • polubisz mój fanpage na Facebooku, tak, żeby być na bieżąco z nowościami
  • zaobserwujesz mój profil na Instagramie