Projekty,  Strefa Mamy

Walcząc z Alzheimerem. 2# Perfekcyjny spontan (czyli o suchych majtkach na dnie oceanu).

Do tego wpisu zbierałam się od bardzo dawna, ale tak całkiem to popchnęła mnie do niego dwa dni temu przyjaciółka, wpadając na oksymoron, którego użyłam w tytule. Uświadomiła mi tym samym kilka rzeczy: że perfekcjonizm to wciąż moje drugie imię, że warto czasem postępować mu na przekór i co więcej, warto się tego typu doświadczeniami dzielić z innymi. To dla mnie niesamowicie cenne kwestie, bo jeśli jest choć jedna taka osoba, której ten wpis pomoże nawet w niewielkim stopniu sobie coś uświadomić – to mam kolejną zbawioną duszę na koncie. Tymczasem jednak, bezustannie walczę o swoją.

O moim problemie po raz pierwszy tak na poważnie napisałam w tym tekście. Myślę, że warto, byś od niego zaczęła. Jeśli już go znasz, to możesz spokojnie czytać dalej mając poczucie ciągłości tematu.

 

Dlaczego perfekcjonizm jest dla mnie tak ważny?

Nie tak dawno temu miałam okazję zajrzeć w głąb siebie i pod okiem psychologa biznesu wypełnić ściśle pode mnie skrojony test na perfekcjonistę. Każde jedno pytanie i każda jedna moja odpowiedź potwierdzały to, co sama już u siebie wcześniej zdiagnozowałam, ale nie byłam pewna na sto procent: jestem perfekcjonistką. Szczerze powiedziawszy zupełnie nie wiem w jakim kontekście to zdanie powinno wybrzmiewać. Czy powinnam się cieszyć z tego, kim jestem, czy nad tym faktem ubolewać? 

Nie umiem myśleć inaczej, jak w sposób „czarno–biały”. Istnieje dla mnie tylko jeden właściwy wybór czy sposób postępowania i jeśli ktoś zrobi coś inaczej niż moja „jedynie słuszna” decyzja, to z góry określam jego jako „kompletnie błędną”.

Tak napisałam niespełna 4 miesiące temu. Logicznym więc było, że skoro miałam okazję poznać siebie lepiej, to postarałam się uzmysłowić sobie plusy i minusy tego mojego aspektu istnienia.

 

 i

Dlaczego cieszę się z bycia perfekcjonistką? 

Jestem zorganizowana w każdym aspekcie życia i bardzo zmotywowana, jeśli mi na czymś zależy (np. na osiągnięciu jakiegoś celu). W takim wypadku wyznaczam sobie wysokie standardy pracy, którymi kieruje moja ambicja. To dla mnie szalenie istotne pojęcie, bo czuję, że to właśnie ambicje kierują moim życiem, a nie ja sama. Nie pozwalam sobie na popełnianie błędów, a jeśli już się zdarzą, traktuję niepowodzenia jako okazję do wyciągnięcia wniosków, a co za tym idzie – nauki na przyszłość. Jeszcze z takich pozytywnych rzeczy: mam wysoką samoocenę. Mało co i kto jest w stanie tak na mnie wpłynąć, bym poczuła się gorsza lub że to co robię jest niewłaściwe. Tutaj wrócę po raz kolejny do moich słów z poprzedniego tekstu: istnieje dla mnie tylko jeden właściwy wybór czy sposób postępowania, a więc jak się mówi potocznie „moja prawda jest najmojsza”. Nie boję się krytyki, która się z tym wiąże. Tutaj jednak moje cechy zdrowego perfekcjonizmu się kończą. Zerknij jednak niżej, bo a nóż w Tobie znajduje się ich więcej.

Perfekcjonizm pozytywny cechują: pozytywne emocje, bardziej przystosowawcze myśli i niski poziom stresu. Jeśli zaliczasz się do tej grupy perfekcjonistów, to raczej rzadko zwlekasz z podjęciem decyzji i korzystnie postrzegasz siebie i innych. Kierujesz się pozytywną motywacją i jesteś pełna entuzjazmu. Oprócz tego, że istotne są dla Ciebie wartość pracy, wysokie standardy i porządek to dbasz również o relacje międzyludzkie.

 

 i

W czym mi perfekcjonizm przeszkadza?

Perfekcjonizm negatywny wiąże się z większym poziomem odczuwanego stresu, nadmiernym samokrytycyzmem i tendencją do zniekształconego myślenia. Cechy negatywnego perfekcjonisty przyczyniają się do braku zdecydowania, problemów z podjęciem decyzji i nadmiernego krytycyzmu. Możesz być również podatna na depresję, obsesję i inne zaburzenia.

Na całe szczęście nie mam absolutnie wszystkich cech niezdrowego perfekcjonizmu, ale całkiem sporo (choć w moim odczuciu nie są to takie tylko złe cechy). Dla przykładu wyznaczam sobie cele irracjonalne i niemożliwe do osiągnięcia. Dla mnie nie jest to nic negatywnego, bo tylko motywuje mnie do działania i pozwala skoncentrować się na zdobyciu jak najlepszego wyniku. Nie boję się porażki, bo wiem jakie są moje cele i że prędzej czy później je zrealizuję i to one są dla mnie najważniejsze. Ale jest kilka takich aspektów, które mi bardzo życie utrudniają. Nie cieszy mnie sam proces dochodzenia do celu, ani nawet jego osiągnięcie. Oceniam to jako coś oczywistego, bo często myślę, że pomimo, że mi się z czymś udało, to przecież mogłam zrobić to lepiej. Rzadko jestem z siebie zadowolona, a duma to dla mnie totalnie nieznane pojęcie. To raczej bliscy są ze mnie dumni, ale ja sama z siebie – nigdy (choć mocno nad tym pracuję). Poczucie zmęczenia: zmęczenia życiem, zmęczenia realizacją zbyt wysoko postawionych celów, zmęczenia spełnianiem oczekiwań innych, zmęczenia psychicznego i fizycznego to coś co towarzyszy mi każdego dnia. Najtrudniejsze jednak zostawiłam na koniec.

 

 i

Za co go najbardziej nienawidzę?

Przede wszystkim za to, że niszczy moje więzi z innymi ludźmi. A właściwie to moje drugie „ja” za jego pośrednictwem je niszczy. Bardzo często porównuję się z innymi. Czasami działa to na mnie motywująco, a czasami czuję, że „przecież ja zrobiłabym to lepiej” albo „przecież to moje zdanie jest tym właściwym”. Niestety (a może stety) nie wszyscy się ze mną w tym zgadzają, co często budzi konflikty. I o ile mój mąż nauczył się już z tą moją cechą żyć, o tyle dla niektórych osób dłuższe przebywanie ze mną stało się niemożliwym. A może to mi z nimi.

Denerwują mnie osoby, które nie stawiają sobie poprzeczki tak wysoko jak ja. Nie myślę o tym co inni o mnie sądzą ani jak mnie oceniają, ale za to mam poczucie chęci zbawiania świata. Każdemu chcę pomóc, każdego uświadomić i każdego życie poprawić. Wiąże się to z tym, że wyznaczam innym nierealne standardy i nagradzam ich tylko wtedy, gdy się do nich dostosują. Sama od siebie wymagam maksymalnie dobrego wykonania, więc nie rozumiem dlaczego inni nie widzą tego w taki sam sposób jak ja. Jest to dla mnie co najmniej nielogiczne.

Moje wnioski? Oswajać perfekcjonizm, rozmawiać o nim i pogodzić się z myślą, że nie na wszystkie jego negatywne cechy mamy wpływ – myślę, że te kwestie będą kluczowe na drodze do szczęśliwego życia perfekcjonisty.

 

 i

Czym jest perfekcyjny spontan?

Przede wszystkim, idealnie skrojonym oksymoronem. Jest odmianą paradoksu o znaczeniu metaforycznym, takim samym jak „żywy trup” czy „zimne ognie”. Dla mnie to paradoks szczególnego rodzaju, bo wymyślony pode mnie osobiście. Wpisując w wyszukiwarkę „perfekcyjny spontan” nie zobaczysz żadnego innego wyjaśnienia, poza moim oczywiście. W tym ujęciu rozpatruję siebie jako pioniera, który w sposób tylko sobie znany odkrywa przed Tobą nowe.

Perfekcyjny spontan to dla mnie niedościgniony ideał, w którym chciałabym żyć. Wiesz, takie poczucie, że mam wszystko pod kontrolą, ale nie do końca i zupełnie mi to nie przeszkadza. W tej chwili brzmi to dla mnie przerażająco, ale wierzę, że jest możliwe. To tak jak z jednoczesnym kochaniem i nienawidzeniem zmian, o którym pisałam tutaj. Ten paradoks, że tym, czego naprawdę chcemy jest sytuacja, kiedy wszystko pozostaje takie samo, ale w tym samym czasie idzie do przodu i staje się coraz to lepsze. Takie świadome odpuszczanie i rezygnowanie z obowiązków i znalezienie dla siebie momentu w ciągu dnia tylko i wyłącznie dla siebie. Kiedy bałagan w domu nie spędza snu z powiek, ba, totalnie nie przeszkadza w tym, by usiąść z książką i gorącą kawą i nie zaburza odczuwania radości z małych przyjemności.

Czy perfekcyjnie zaplanowany spontan jest możliwy? W teorii nie (w końcu to oksymoron, czyli coś na pozór niemożliwego i wykluczającego się), ale głęboko wierzę, że tak naprawdę wszystko jest możliwe. Jeśli tylko zapodamy sobie w głowie inne niż dotychczas myślenie, to kto wie, czy cokolwiek będzie w stanie je ograniczać.

 

Czy jesteś perfekcjonistką? A może osoba w Twoim otoczeniu? Jak sądzisz, jakie jeszcze cechy mogą go wyróżniać, a jakie są nie do przeskoczenia w codziennym życiu?


Zdjęcia wykonał: Łukasz Roszyk Photography. Gorąco zapraszam Cię na jego fanpage.

SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • zostawisz pod nim komentarz
  • polubisz mój fanpage na Facebooku, tak, żeby być na bieżąco z nowościami
  • zaobserwujesz mój profil na Instagramie