Styl życia

Tylko fasolka, aż fasolka

Dziś chciałabym poruszyć temat, który w ostatnim czasie stał się bliski mojej głowie i sercu. Smutny dla pań, które poroniły. A mianowicie moja bardzo dobra koleżanka, z którą miałam okazję wejść w temat starań i ciąży, która również nie tak dawno temu w ciążę zaszła dziś poinformowała mnie, że niestety już w tej ciąży nie jest. Ciąża okazała się być bardzo młodziutką, biochemiczną. I choć ktoś mógłby powiedzieć, że przecież nie dotyka to mnie bezpośrednio – a jednak. Cały dzień chodzę z tym czymś z tyłu głowy i jakąś gulą w gardle.

Niestety w naszym społeczeństwie wciąż jest to jakiś temat tabu i powiem szczerze, iż odkąd nie weszłam głębiej w temat starań nie zdawałam sobie sprawy ze skali problemu. Wydawało mi się, że poronienie zdarza się bardzo, bardzo rzadko, u jednej na milion kobiet, a na pewno nie przydarzy się to ani mnie, ani żadnej osobie z mojego otoczenia. W końcu dalsi znajomi co rusz zarzucają nas zdjęciami brzuszków, a nawet fasolek na usg na facebooku (u mnie to ostatnio nawet jakieś baby boom), a o tym co się nie udaje nikt nie pisze ani nie mówi – może stąd ten mój pogląd, że problem jest rzadki? Niestety okazuje się, że poronienia zdarzają się częściej niż nam się wydaje i wg. danych choćby z wikipedii 10-15% ciąż kończy się poronieniem. Swego czasu prowadziłam kalendarzyk na ovufriend i powiem szczerze, że przeglądając wątki na tamtym forum powiedziałabym nawet, że „aniołkowych mam” jest znacznie, znacznie więcej, często nawet z utraconym więcej niż jednym aniołkiem. Do tego stopnia, że zaczęłam się zastanawiać, czy wśród mojej rodziny, kuzynek, cioć, babć, koleżanek nie ma kobiet z takimi przejściami, tylko o „tym” się głośno nie mówi.

Jednak wracając do przypadku mojej koleżanki – niektórzy lekarze mówią, że najwięcej ciąż jest ronionych przed implantacją (nawet 50% ciąż), ponieważ często kobieta doświadcza tego, jeszcze nie wiedząc, ze była w ciąży – bo na przykład okres spóźnił jej się o kilka dni, a było to właśnie poronienie. Może więc jednak czasem lepiej nie wiedzieć i czekać dłużej na potwierdzenie radosnej wieści. No ale jak tu czekać jak para się stara i zwykle „testuje się” już pierwszego możliwego dnia? Dlatego moja rada: Nie chwalimy się ciążą nikomu. Trzeba być dojrzałym i mieć świadomość, że działa to jak głuchy telefon i już na nic nie mamy wpływu. My powiemy komuś, on „poda dalej” i informacja idzie w świat. A później jest ból i żal, bo jak się obwieszcza dobrą nowinę, to potem niestety trzeba w razie niepowodzenia oznajmić tę złą i radzić sobie z ludzkimi męczącymi pytaniami. My zamierzamy przekazać dobre wieści rodzicom w Wigilię, w ostatni dzień przed wejściem w 13 tydzień ciąży i uważam, że to jest ok. A dalej nie będę nikogo zasypywać na wallu zdjęciami z usg, tylko powiem dopiero kiedy ktoś zapyta.

Osobiście z całego serca trzymam kciuki od rąk i stóp za wszystkie starające się kobiety, za aniołkowe mamy i za kobiety już w ciąży i im dedykuję dzisiejszy wpis.

0 thoughts on “Tylko fasolka, aż fasolka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *