Ciąża,  Projekty,  Strefa Mamy

Moje tu i teraz: styczeń 2019

Kolejny miesiąc za mną i został już tylko jeden do naszego spotkania z Oliwką! Choć sądziłam, że będzie mi się dłużyć, to styczeń jakoś tak przyspieszył ponad normę 😉 Dopiero co odliczałam do świąt i mówiłam, że „do nowego roku to już jakoś zleci”, a tu nagle luty? Ale jak to? Skąd? Przecież ja jeszcze tyyyyyyle mam do zrobienia 😉 A co zrobiłam? Co wyszło, a co nie? Jaki jeszcze był dla mnie styczeń? O tym wszystkim w dzisiejszym wpisie, zapraszam Cię więc na niego gorąco.

 

Styczeń: Zaczęło się dziać!

 

CZUJĘ SIĘ… całkiem w porządku 🙂 Chyba już się przyzwyczaiłam, że pobolewa mnie tu i tam, a od godzin popołudniowych nie jestem w stanie samodzielnie podnieść się z kanapy 😉 Odkąd przestałam się tym przejmować, to jakoś tak mi lżej na sercu. Nawet nie wchodzę już na wagę, co by sobie więcej stresów nie fundować 😉 Staję na niej tylko wtedy, kiedy muszę – czyli na wizytach lekarskich.

Do tej pory odbywały się co 4 tygodnie, a najbliższą mam już jutro! Bardzo jestem ciekawa, ile Oliwka już waży – obstawiam jakieś 2,5 kg, ale wszystko dopiero się okaże 🙂 Z uwagi na to, że zaczęłyśmy już 36 tydzień ciąży, przed badaniem lekarskim czeka mnie moje pierwsze KTG, a częstotliwość wizyt zwiększy się do takich co 2 tygodnie. Właściwie, to poza jutrzejszą wizytą czeka mnie już chyba tylko jedna bo… wyznaczono mi w końcu termin przyjęcia do szpitala na planowane cięcie! 🙂 Muszę się więc w nadchodzącym miesiącu nieco bardziej niż zwykle oszczędzać – by wytrwać! 🙂

 

 

JESTEM WDZIĘCZNA… za to, że nie muszę leżeć w szpitalu. I to całkiem poważnie mówię. Zarówno w przeszłości jak i obecnie mam w swoim otoczeniu kobiety, które znaczną część ciąży (albo jej ostatnie miesiące) spędzają w szpitalu. Cieszę się bardzo, że mnie to nie spotkało i mam nadzieję już do końca mojej ciążowej przygody dotrwać w domowych pieleszach. Wiadomo – kiedy trzeba to trzeba, ale mnie osobiście szpitale przerażają i staram się ich unikać jak ognia. Tym bardziej, że kiedy taka wizja pojawia się na horyzoncie, a mamy już dziecko (lub dzieci) w domu to rozłąka z codziennością jest z pewnością o wiele bardziej odczuwalna.

Na ten moment nie doświadczam niczego, co wymagałoby wcześniejszej hospitalizacji. Niestety, co jakiś czas ponownie dają o sobie znać moje lęki. Im bliżej porodu, tym bardziej myślę o tym, jak będzie przebiegał. Czy czekają mnie (lub nas) jakieś komplikacje, z którymi przyjdzie mi się zmierzyć? Czy wyjdziemy z nich bez szwanku? Coraz częściej przypominam sobie, że cięcie cesarskie to prawdziwa operacja, odtwarzam w głowie sceny z serialu The Knick i czasy, kiedy każda cesarka kończyła się śmiercią zarówno matki, jak i dziecka. Spisuję formalności i najważniejsze sprawy do załatwienia po porodzie, tak by w razie czego K. wiedział co robić, gdyby mnie już tutaj nie było. I to nie jest czarnowidztwo, ale przezorność. A chyba wiesz, że ja zawsze jestem przezorna, prawda?

 

 

PRACUJĘ NAD… ostatnimi projektami przed porodem. Wciąż jeszcze kompletuję wyprawkę, składam ostatnie zamówienia i pakuję torbę do szpitala. Obiecałam sobie, że w lutym już MUSZĘ zrobić kilka fotoksiążek, bo później już na pewno nie będę miała na to czasu 😉

Cały czas zdrowo się odżywiam z Marago Fit i zbieram komplementy za całkiem niezłą figurę w ciąży 😉 Niedługo opowiem Ci więcej o ich nowej propozycji, a już po porodzie planuję wziąć udział w pewnym evencie. Na razie jednak nie zdradzam więcej szczegółów – marzec to dla mnie naprawdę totalna ENIGMA.

Rzutem na taśmę realizuję chyba już mój ostatni pomysł przed przyjściem Oliwki na świat – kurs angielskiego online na platformie eTutor. Aktualnie leci mi pierwszy tydzień wyzwania, które podjęłam i sama jestem ciekawa jak to wszystko potoczy się dalej (możesz poczytać więcej na ten temat tutaj) 🙂

Poza tym – próbuję wyegzekwować od męża zrobienie wielu rzeczy w domu. Drobnych, upierdliwych, ale na które nigdy nie ma czasu. Znasz to? Bo ja aż za dobrze… 😉

 

 

TĘSKNIĘ… za malutkim Aleksem. Przypominam sobie, jaki był maleńki, kiedy się urodził i taki mocno zdany na nas. Myślę o tym, jak wrastał w naszym domu, jak mijały nam pierwsze dni i tygodnie po urodzeniu i… trochę mi smutno, że tak szybko robi się coraz starszy. Ma już 3,5 roku i rośnie wprost na naszych oczach. To nasz mały – ale już tak duży chłopczyk. Inteligentny i przeuroczy! Czasem samodzielny, ale często wciąż potrzebujący naszej pomocy. Już nie nadążam za jego zachowaniami i słownictwem, a jednocześnie duma rozpiera mnie każdego dnia.

W ubiegłym tygodniu, przez dwa dni z rzędu, kiedy odbierałam go z przedszkola witał mnie tak: „Mamo, jak dobrze, że jesteś! Tak się o Ciebie martwiłem…” – nie dowiedziałam się dlaczego, ale mimo to mocno chwyciły mnie te słowa za serce. Dzieje się to również wtedy, gdy przytulamy się we trójkę i Aleks mówi, że tak bardzo lubi „nas kochać”.

Z kolei w weekend chyba w końcu zdał sobie sprawę z tego, że Oliwia naprawdę istnieje. Leżał blisko mnie, tyłem i nagle poczuł mocne kopnięcie w plecy. Ja oczywiście też je poczułam, ale zachowywałam się, jak gdyby nigdy nic – żeby mu nie sugerować, co się właśnie wydarzyło 😉 Na to Aleks odwrócił się i powiedział obruszony „Mamo, Oliwia mnie kopnęła!” (przysięgam, wybrzmiało to z taką oczywistością, jakby była już na zewnątrz brzucha 😀 ) i dodał z powagą już jakby sam do siebie: „Ona naprawdę się rusza…”.

Tak bardzo nie chcę, żeby to minęło. Chcę czerpać z każdej chwili z nim, mieć to cały czas i na wyciągnięcie ręki. I nie musieć nigdy za tym tęsknić.

 

 i
Czytam, Słucham & Oglądam

 

Czytam: Nie mam czasu na czytanie. Wiem, że gdybym chciała, to by się znalazł, ale widocznie moje priorytety są na ten moment inne 😉

Słucham: Słówek, zwrotów i wierszyków wypowiadanych przez lektora podczas kursu angielskiego online z eTutor 😉

Oglądam: O moich styczniowych wyborach opowiedziałam Ci we wpisie „Co nowego oglądałam na Netflixie? (Dobry serial, ale jaki? 5#)”

 

 i
Czas teraźniejszy dokonany

 

Co udało mi się w tym miesiącu zrealizować?

Całkiem sporo:

 

 

Do tego wszystkiego:

 

 

CHCIAŁABYM… zdążyć w lutym ze wszystkim! Luty to krótki miesiąc, co więcej – mamy już za sobą pierwszy jego tydzień! Chciałabym wyrobić się ze wszystkimi projektami i planami, tak, by ostatnie dni przed cięciem spędzić już na luzie, bez niczego z tyłu głowy 🙂 Może w końcu znajdę czas na czytanie? 😉 Choć znając mnie – do ostatniego momentu pewnie będę jeszcze wszystko dopinać… 😉

A jak wyglądał styczeń u Ciebie? Minął równie szybko, czy ciągnął się niemiłosiernie? Udało Ci się rozpocząć nowe projekty? Zacząć realizować noworoczne postanowienia? Może zaliczyłaś jakiś wyjazd? A może styczeń był całkowicie depresyjny i nie miałaś na nic ochoty? Koniecznie daj znać w komentarzu!

P.S. Kolejny wpis z tego cyklu napiszę już chyba w szpitalu 😀

 

 

Autorem zdjęć jest Łukasz Roszyk Photography. Gorąco zapraszam Cię na jego profile na Facebooku oraz Instagramie.


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:
  • zostawisz pod nim komentarz
  • polubisz mój fanpage na Facebooku, tak, żeby być na bieżąco z nowościami
  • zaobserwujesz mój profil na Instagramie