Inspiracje,  Strefa Mamy

Moje tu i teraz: październik 2017

Dzisiaj postanowiłam napisać kolejny tekst z cyklu „Moje tu i teraz”. Dasz wiarę, że to już trzeci miesiąc podliczam? Naprawdę jestem zdumiona, jak szybko mija ten czas. Tym bardziej więc utwierdziłam się w przekonaniu, że warto takie cykle prowadzić, by móc raz w miesiącu zrobić sobie porządny rachunek sumienia i podsumować to, co dokonane (i nie).

 

Październik: dużo stresu

Co tu dużo mówić – skopał mnie ten miesiąc cholernie. Kiedy już liczyłam, że będzie lepszy niż wrzesień, bach, moje płonne nadzieje zostały zrównane z ziemią. Do tego, długotrwały stres jest nie bez znaczenia dla układu odpornościowego, co zaowocowało u mnie 5-tygodniowym (!!!) poważnym pogorszeniem stanu zdrowia. Zapalenie zatok, gardła… infekcja goniła infekcję. Ale już jest lepiej. Także psychicznie. Nie rozmyślam, nie zadręczam się – po prostu jestem oazą spokoju, ba, nawet tym sławetnym zajebiście wyciszonym kwiatem lotosu na spokojnej tafli jeziora. 😉 Wiesz, trudno mówić o szczęściu, kiedy jest się rozżaloną decyzjami podjętymi wczoraj i zatroskaną o jutro. Dlatego szczerze polecam te obawy odrzucić. Wiem, łatwo powiedzieć, a trudniej zrobić. Ale gwarantuję – jak już raz Ci się uda, będziesz przeszczęśliwa. Ja JESTEM SZCZERZE WDZIĘCZNA za tą walkę, ponieważ dzięki niej odnalazłam moją wewnętrzną siłę.

 

Ale tak to jest. Najpierw musi nastać ciemność, przyjść taki huragan, błoto pod nos podchodzić, żebyśmy zatęsknili za światłem, czystością, pokojem, za normalnością. Albo już nie zatęsknimy.

ks. Mieczysław Maliński

 

PRACUJĘ NAD swoim blogiem. Jak już ostatnio wspomniałam, to jest coś, co jest tylko moje i nikt mi tego nie zabierze. Chcę, by to miejsce było takie jak sobie wymarzyłam, by się rozwijało, a czytelników przybywało! Niby statystyki się nie liczą, ale miło wiedzieć, że komuś podoba się to, co tworzę. W tym miesiącu udało mi się:

Zrealizować jesienną sesję zdjęciową z Łukaszem, której efekty możesz podziwiać choćby w tym wpisie.

Nagrać z Agą drugi odcinek na nasz kanał YouTube (obejrzyj go tutaj). Rozmawiałyśmy o wyborze właściwej przychodni dla całej rodziny i odpowiedziałyśmy na pytania, kiedy wybrać przychodnię i gdzie jej szukać. Okazało się, że w przychodniach są organizacyjne rozwiązania, które doceniamy i zwyczaje, których nie rozumiemy i nie lubimy.

CZYTAM jak zwykle – inne blogi. Czytam Joasię (blog o slow fashion i slow life), zatrzymujacczas (inspirujący blog parentingowy) i niebałagankę (o organizacji, sprzątaniu i DYI). Mam też już w swoich rękach Lunatyków Jana Favre. Podobno mówi o tym, że jest tylko jedna rzecz gorsza od porażki… sukces, na który nie jesteśmy gotowi. Lunatycy to bezkompromisowa powieść o tym, co się dzieje, gdy nasze największe marzenie się spełnia, a my zaczynamy żałować, że w ogóle o nim pomyśleliśmy. To, że na sukces trzeba być gotowym, akurat wiedziałam. Ja jestem.

SŁUCHAM ostatnio bardzo dużo. Przede wszystkim tego, co na mnie wpływa, ale wiesz, tak naprawdę. Słucham tego, co mnie inspiruje i tego, co przywołuje wspomnienia. Na przykład Christina Perri.

 

i
OGLĄDAM niesamowity, choć ciężki serial Flesh and Bone. Nie ma tu pozytywnych postaci, każdy ma swoje tajemnice i chyba nikt nie jest szczęśliwy. Trochę się z nim utożsamiam, bo choć to kompletnie mi daleki świat baletu, to dość dosadnie pokazuje, jak wyboista droga prowadzi do osiągnięcia sukcesu. Pokazuje, jak wielkiej odwagi trzeba, by posłuchać swojej intuicji i że czasem warto pójść za głosem serca i że sukces nie polega na osiąganiu czegoś w przyszłości, lecz na robieniu tego, co kochasz – tu i teraz. Oglądałam też Botoks – spoko, pomimo wielu trudnych i szalenie różnorodnych wątków, cieszę się, że go obejrzałam. Bardzo poprawił mi też nastrój Home Again (z Reese Witherspoon). Cały czas oglądam też Diagnozę i czaję się na 4 sezon Suits na Neftlixie.

CHCIAŁABYM, żeby spełniło się choć jedno z moich ogromnych marzeń. I to najlepiej całkiem niedługo. Potwornie jestem niecierpliwa i naprawdę zmęczyło mnie już to czekanie. Ale wciąż nie tracę wiary.

TĘSKNIĘ za tymi, których nie ma już wśród nas. Myślę o tych, którzy są, a których życie w każdej chwili może zgasnąć.

 

Pamięć o tym, że wkrótce umrę, to najważniejsza z rzeczy, która pomaga w podejmowaniu ważnych decyzji. Wszystko… oczekiwania, duma, strach przed kompromitacją – wszystko to znika w obliczu śmierci. Pozostają tylko te rzeczy, które są naprawdę ważne. Pamięć o tym, że umrzesz, jest najlepszym sposobem na to, by nie dać się złapać w pułapkę myślenia, że masz coś do stracenia. Nie ma żadnego powodu, abyś nie podążał za głosem swojego serca.
Steve Jobs

 

POTRZEBUJĘ tylko albo aż: poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji. Szczerze wierzę w to, że dzień, który będzie obfitował w te uczucia nadejdzie i to całkiem niedługo.

Pamiętaj: bilet do przyszłości jest zawsze czysty. I ostatnia rada: nie przejmuj się tym, na co nie masz wpływu. Pewne rzeczy dzieją się obok nas, bez naszego udziału i jedyne, co możemy zrobić, to przyjąć to do wiadomości. Czy można przestać kochać niebo tylko dlatego, że czasem jest burza? Burza też ma swoje plusy… po niej zawsze świeci słońce, powietrze jest świeże i lekkie i zawsze jeszcze można poskakać po kałużach.

Ten miesiąc był jeszcze trudniejszy niż poprzedni. Ale podniosłam się, i absolutnie nie z pustymi rękami. Zaczął się listopad. Ufam, że to będzie mój czas. A jaki był ten miesiąc dla Ciebie? 


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:
  • zostawisz pod nim komentarz
  • polubisz mój fanpage na Facebooku, tak, żeby być na bieżąco z nowościami
  • zaobserwujesz mój profil na Instagramie