Ciąża,  Projekty,  Strefa Mamy

Moje tu i teraz: grudzień 2018 + podsumowanie.

Tak naprawdę dopiero co zdążyłam podsumować mój ostatni blogowy rok (TUTAJ), więc typowego “podsumowania” jak u innych – nie będzie 😉 O wiele bardziej podobają mi się te moje comiesięczne “tu i teraz” i właśnie w takim tonie utrzymam dzisiejszy tekst. Co się wydarzyło w grudniu? Co udało mi się zrealizować? Jak się czuję? Za co jestem wdzięczna? Nad czym aktualnie pracuję? Co czytam i oglądam, czego słucham? Za czym tęsknię, czego bym chciała? Nie mogę się doczekać, aż się tym wszystkim z Tobą podzielę! 🙂

 

Grudzień: najbardziej spokojny miesiąc w roku
(co ciekawe, w ubiegłym roku napisałam coś wprost przeciwnego)

 

CZUJĘ SIĘ… coraz bardziej ociężała 😉 Aktualnie leci mi 31 tydzień ciąży z Oliwką (to już 8 miesiąc!), a do porodu zostało nam tylko 58 dni. Niedawno pisałam Ci o tym, że czeka mnie cesarskie cięcie, ale wciąż jeszcze nie mam ustalonego jego terminu. Jednak już teraz czuję się coraz gorzej. Najbardziej doskwiera mi ustawiczny ból kręgosłupa, który nasila się po dłuższym staniu i siedzeniu oraz w miarę upływu dnia.

Myślę, że ma na to wpływ nie tylko sama ciąża, ale i moje wcześniejsze problemy z pogłębioną lordozą lędźwiową, kręgosłupem piersiowym oraz wypadniętym w przeszłości “dyskiem” (czyli krążkiem międzykręgowym). Podobno też wcześniejsze wkłucia w kręgosłup (w moim przypadku znieczulenie przed pierwszą cesarką) mogą mieć wpływ na odczuwanie bólu w kolejnych ciążach – i to nawet przez wiele lat.

Pojawiają się u mnie również coraz częstsze problemy ze snem. Brzuch jest już na tyle duży, że jest mi ciężko znaleźć komfortową pozycję do spania. Próbuję się jednak ratować nową poduszką ciążową, o której opowiem Ci więcej jeszcze w tym tygodniu 🙂 Do tego coraz ciężej mi się oddycha, poczucie zapchanego nosa towarzyszy mi praktycznie przez cały czas (ale nie mam kataru!), a naciskająca na pęcherz macica zmusza do częstszych wizyt w toalecie.

Podobnie jak na tym samym etapie ciąży z Aleksem mam wrażenie, że jest mi już tak ciężko z brzuchem, że nie wiem jak dam radę wytrwać przez jeszcze dwa miesiące! 😉

 

 

JESTEM WDZIĘCZNA… za to, że jak dotąd z moją ciążą jest wszystko dobrze. Oliwia rośnie prawidłowo (jej waga z USG III trymestru – 10 dni temu – szacowana była na 1455g!). Najbliższa wizyta u mojego ginekologa już za 4 dni i mam nadzieję, że wyjdę z niej z tylko dobrymi wiadomościami.

Jestem również bardzo wdzięczna za to, że Aleks przeszedł zabieg usunięcia trzeciego migdałka tak dobrze. Na szczęście obyło się bez jakichkolwiek powikłań i szybko wrócił “do siebie”.

Dlatego też grudzień (pomimo kilku dni stresu) zaliczam do najbardziej spokojnych miesięcy w roku. Nie przejmowałam się tak bardzo ciążą, bo całą swoją uwagę skupiałam na Aleksie. Wszystkie najważniejsze tematy blogowe, remontowe i wyprawkowe udało mi się domknąć jeszcze w listopadzie, więc grudzień był już mocno luźny. Dużo czasu spędzałam z Aleksem po zabiegu, później już nadeszły święta i Nowy Rok – także maksymalnie spokojny i rodzinny czas.

 

 

PRACUJĘ NAD… lepszą sobą. I nie mam tu na myśli idealną, perfekcyjną. Nie taką jak z wpisu o pragnieniu bycia lepszą wersją siebie. Lepszą – czyli uważniejszą. Potrafiącą cieszyć się nawet z najmniejszych rzeczy. Umiejącą mądrze ustalać swoje priorytety.

Sporo mi dał do myślenia grudzień i ten Aleksa zabieg. Myśli, że mogłabym go stracić, że mogłoby już go z nami nie być – owładnęły mną całkowicie. Towarzyszyły mi praktycznie przez cały czas, nawet na długo po zabiegu.

Teraz jeszcze bardziej niż kiedykolwiek pragnę, żeby czuł tą moją miłość. Że jestem dla niego w 100%. Że to on jest zawsze dla mnie na pierwszym miejscu. By dorastał w poczuciu, że może się ze mną podzielić każdą swoją rozterką i problemem. Że jestem po pierwsze tylko mamą. Nie “matką polką”, ale jego mamą. I za chwilę też mamą Oliwki. 

Kiedyś słowo “mama” miało dla mnie dość pejoratywne znaczenie. Nie tak całkowicie, ale miało. Pomimo, iż doceniałam (i wciąż doceniam) mamy “siedzące w domu” ze swoimi dziećmi, uważałam, że idealna mama to taka, która jest też ambitna, osiąga zawodowe sukcesy, ma bogate życie towarzyskie, ale i czas dla męża. Oczywiście jest też mamą, praczką, sprzątaczką, kucharką, uprawia jogę i… potrafi łączyć to wszystko ze sobą.

I choć nigdy nie widziałam siebie jako mamy “zamkniętej w domu” i zawsze udowadniałam sobie (i innym), że dziecko nie musi być przeszkodą w niczym to… gdzieś się w tym wszystkim zaplątałam. Mój syn radził sobie beze mnie tak dobrze, że zaczęłam chcieć więcej i więcej. I dopiero przed tym jego zabiegiem zrozumiałam jak nikłe znaczenie ma to owe “więcej”… bez niego. Wtedy poczułam, że to przede wszystkim mamą chcę być. I staram się, każdego dnia. Być mamą, zawsze na pierwszym miejscu.

 

 

TĘSKNIĘ… już tylko do tego, co będzie! 🙂 A wierzę w to, że będzie pięknie! Praktycznie od początku ciąży, kiedy tylko dopadają mnie chwile zwątpienia mówię sobie “W marcu urodzi się moja córka, Oliwia”. Naprawdę. To taka moja mantra. Po kilku takich powtórzeniach, na głos – wiara w te słowa wraca, zawsze.

Od niedawna praktycznie cały czas rozmyślam, jak to będzie, kiedy przyjdzie na świat. Coraz częściej myślę o naszej rodzinie, jako takiej 2+2. Co się zmieni w naszym życiu, co Oliwka wniesie, jaka będzie…? Planuję możliwe rozwiązania, ale bez przesady. Wiem, że może być zupełnie inna niż Aleks i nie zamierzam na siłę stosować sposobów, które sprawdziły się u niego 😉 Będziemy podążać za nią, za jej rytmem. Za rytmem obojga naszych dzieci.

 

 i
Czytam, Słucham & Oglądam

 

Czytam: Znowu “Magię sprzątania” Marie Kondo – potrzebowałam właśnie takich inspiracji dotyczących uporządkowania najbliższego otoczenia, zmiany podejścia do życia i sposobu myślenia. Na liście Netflixa mam też nowość – “Sprzątanie z Marie Kondo” – serial, który z pewnością obejrzę niedługo (jak tylko skończę 6. sezon Plotkary!).

Słucham: W grudniu tylko i wyłącznie świątecznej playlisty na Spotify, ale muszę się w końcu “przełączyć” na inne klimaty 😉

Oglądam: Dużo, bardzo dużo! Ostatnimi nowościami podzieliłam się z Tobą w 4# wpisie z cyklu Dobry serial, ale jaki?, a już przygotowuję dla Ciebie kolejny! 🙂

 

 i
Czas teraźniejszy dokonany

 

Co udało mi się w tym miesiącu zrealizować?

Same zwieńczenia!

Już rozumiesz, skąd tak luźny blogowo grudzień? Wszystkie najbardziej pilne tematy były już dopięte, mogłam więc spokojnie “poświęcić się” Aleksowi i przedświątecznym przygotowaniom 🙂

 

 

CHCIAŁABYM… już tylko cudownego zakończenia mojej ciążowej przygody. Bez stresu, bez żadnych niespodzianek… Planowane cięcie, tak jak to sobie w głowie ułożyłam! Z Aleksem wszystko było dokładnie tak, jak miało być i życzę sobie tego samego stanu ducha i tym razem 🙂

A jak wyglądał grudzień u Ciebie? Co Ci się w nim udało, a co nie? Zaliczyłabyś go do najbardziej spokojnych, czy intensywnych miesięcy w roku? Natchnął Cię na zmiany, nowe postanowienia? Podziel się koniecznie w komentarzu 🙂

 


Autorem zdjęć jest Łukasz Roszyk Photography. Gorąco zapraszam Cię na jego profile na Facebooku oraz Instagramie.


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:
  • zostawisz pod nim komentarz
  • polubisz mój fanpage na Facebooku, tak, żeby być na bieżąco z nowościami
  • zaobserwujesz mój profil na Instagramie