cesarskie cięcie polna poznań
Ciąża

Szpital na Polnej w Poznaniu – cięcie cesarskie bez tajemnic

Nie jestem w stanie zliczyć od jak długiego czasu leży u mnie w szkicach ten wpis i ile miesięcznie dostaję pytań o to, jak wygląda poród i cesarskie cięcie w szpitalu “na Polnej” w Poznaniu. W końcu jednak postanowiłam się zebrać i odpowiedzieć na najczęściej zadawane pytania przez pryzmat własnych doświadczeń. Pamiętaj tylko, że ten wpis będzie bardzo subiektywny – zebrałam tu moje oczekiwania, przeżycia i emocje. Trudno więc, by każda opisana sytuacja była zbliżona do Twojej. Liczę jednak, że natrafisz tutaj choć w małej części na to, czego szukasz.

Zacznijmy od początku.

 

2015

 

Niespełna 5 lat temu w tym szpitalu na świat przyszedł mój syn. Pierwsza ciąża, książkowa i pierwszy poród – poprzez cesarskie cięcie. Co może być dla Ciebie istotne – planowane cięcie. Jego termin miałam ustalony z lekarzem prowadzącym moją ciążę (i pracującym w tym szpitalu) już na kilka miesięcy przed rozwiązaniem. Czułam się dzięki temu spokojna, byłam pewna, że wszystko będzie dobrze i że dotrwam do terminu cięcia. Nie załatwiałam wcześniej ze szpitalem żadnych formalności. Miałam przygotowaną w domu kartę ciąży, zaświadczenie od lekarza okulisty ze wskazaniem do cięcia oraz skierowanie do szpitala.

Dzień przed planowanym cięciem zostałam przyjęta na oddział. Co bardzo istotne – nie na porodówkę, ale do KGO (Kliniki Ginekologii Operacyjnej). To o tyle ważne, że nikt mnie nie kwalifikował do cięcia, nie podważał zaświadczenia ani skierowania tylko dla każdego było jasne, że ja tu przyszłam “do operacji”. Z pewnością na plus zadziałał też fakt, iż mój lekarz prowadzący pracował na tym oddziale, ale nie wykonał on u mnie cięcia ani w ogóle przed czy po cięciu nie był obecny w szpitalu.

 

planowane cięcie polna

 

Tego dnia musiałam być na czczo (pobrano mi krew do badań), wypełniłam stos różnego rodzaju dokumentów i przydzielono mi łóżko. Spędziłam w nim cały dzień z krótkimi przerwami na KTG, badanie ginekologiczne i konsultację z anestezjologiem. Wstępnie ustalono godzinę cięcia na kolejny poranek (okolice 7 rano), ale to nigdy nie jest pewne. Plan operacji jest tylko pewnego rodzaju zarysem, a ten z różnych przyczyn może ulegać zmianie – chociażby z powodu nagłych cięć.

U mnie jednak wszystko poszło planowo 🙂 Rano musiałam wziąć prysznic, później umyć się odkażającym płynem oraz założyć papierową koszulę i czepek. Przewieziono mnie na salę operacyjną, pod której drzwiami mógł siedzieć mój mąż. Niestety pomimo uiszczenia opłaty za poród rodzinny nie jest możliwa obecność ojca dziecka (ani żadnej innej osoby) bezpośrednio na sali operacyjnej jak to czasami widać na filmach. Podano mi znieczulenie podpajęczynówkowe (w kręgosłup) i przygotowano do operacji.

 

cięcie polna

 

Dalej już nie było zbyt przyjemnie i od razu tutaj chciałabym uciąć wszelkie spekulacje, jakoby cięcie cesarskie nie bolało. Owszem, jeśli znieczulenie zostanie podane prawidłowo, to później nie czuć bólu. Czujesz jednak wszystko inne – dotyk, nacisk, rozpieranie i szarpanie. Czujesz wszystko to, co lekarze robią, ale nie odbierasz tego jako bólu. Stopień i rodzaj odczuć to kwestia bardzo indywidualna. Samo podanie znieczulenia naprawdę nie boli, podobnie jak założenie cewnika – odbywa się to już po podaniu znieczulenia.

Wtedy jednak o tym nie wiedziałam i samo cięcie zniosłam bardzo źle. Wydawało mi się, że znieczulenie zostało podane nieprawidłowo lub w zbyt małej dawce i jestem cięta “na żywca”. Nie wiem czy na szczęście, czy na nieszczęście ale uznano, że panikuję (co być może mogło stwarzać niebezpieczeństwo podczas operacji) i bardzo szybko podano mi krótko działające znieczulenie ogólne (dożylnie).

Wtedy poczułam się, jakby ktoś odłączył mi wtyczkę. Ocknęłam się dopiero jak Aleks już był na świecie, za co mam spory żal o to, że byłam nieobecna w tym ważnym momencie. A tak w pełni poczułam się sobą dopiero późnym wieczorem, kiedy mogłam w końcu stanąć na własnych nogach.

Bezpośrednio po cięciu przewieziono mnie do “sali wybudzeń”, gdzie po chwili dołączył do mnie Kuba z Aleksem w “wanience” (takim łóżeczku na kółkach). Podawano mi leki dożylnie, monitorowano akcję serca i stymulowano uciskiem skurcze macicy. To bardzo ważne, by macica odpowiednio szybko zaczęła się obkurczać. Oczywiście wcześniej, jeszcze podczas operacji są podawane leki naskurczowe – ale macica musi się też zacząć oczyszczać. Uciskanie dopiero co zszytego brzucha boli, ale jest do wytrzymania. Powoli zaczyna wracać czucie – warto wtedy zacząć się obracać na boki, by jak najszybciej wrócić do siebie.

 

cięcie cesarskie poznań polna

 

Po kilku godzinach zostałam przewieziona już do właściwej sali. Na Polnej nie ma jedynek, nawet odpłatnie – ja ostatecznie trafiłam do czwórki. Kuba mógł być ze mną do wieczora. Pojechał o około 17, a ja miałam jeszcze okazję się zdrzemnąć, bo Aleks też cały czas spał. Po 12 godzinach przyszedł czas na pionizację – u mnie wypadła o około 19. Pani położna asekurowała mnie, kiedy wstawałam. Wyjęła mi cewnik (bardziej dyskomfort niż ból) i mogłam skorzystać z toalety oraz wziąć prysznic.

Przed porodem naczytałam się w internecie, że to ważne, by cały czas się mobilizować w głowie do ruchu. Potwierdzam po stokroć! Dzięki temu, że pomimo bólu ciągle wstawałam, ruszałam się, chodziłam, schylałam – to z godziny na godzinę było coraz lepiej.

Kolejnego dnia nie potrzebowałam już żadnych środków przeciwbólowych, poprosiłam o zdjęcie wenflonu i sama zajmowałam się Aleksem. Obserwowałam jednocześnie mamę bliźniąt, która do ostatniego dnia (po cięciu trzymają 5 dni) nie wstawała samodzielnie, bardzo narzekała na ból, a dziećmi opiekował się jej mąż. Oczywiście każda sytuacja jest inna, ale ja uważam, że nastawienie naprawdę może działać cuda!

I w drugą stronę – nie nastawiałam się na żadne niesamowite warunki… w końcu przyjechałam do szpitala, a nie na wczasy pod palemką 😉 i dobrze!

Nie oczekiwałam żadnego roztkliwania się nade mną, rozumiałam, że to wszystko są procedury medyczne i nikt mi nie robi na złość, a położne przychodzą do pracy i wykonują ją najlepiej jak potrafią. Dzięki takiemu podejściu naprawdę żyło mi się tam lepiej.

Poza tym, że byłyśmy w 4 kobiety z 5 płaczących dzieci, krwawiących, próbujących karmić, walczących z upałem (lipiec!), zmęczeniem i… co tu dużo mówić, połogiem było naprawdę w porządku. Na Polnej odwiedziny odbywają się bezpośrednio na salach, co było dość uciążliwe przy pełnym obłożeniu, ale nikt specjalnie tego nie nadużywał (poza tatą bliźniąt, który był przy nich przez cały czas).

Mimo to, odetchnęłam z ulgą, kiedy w końcu wyszliśmy do domu 🙂

 

planowane cięcie cesarskie


Przeczytaj jeszcze: Dzień, w którym urodził się mój syn


 

Po tym porodzie miałam naprawdę dobrą opinię o Polnej. Uważam, że pracuje tam świetny personel, który zna się na rzeczy.

Zauważ jednak jedno – ja od ponad połowy ciąży wiedziałam, że czeka mnie cięcie cesarskie. Miałam ustalony termin porodu i przez te miesiące zdążyłam się do tej myśli przyzwyczaić. Wiedziałam, że idę na operację, że będzie boleć w trakcie i po. Nastawiałam się, że będę musiała zagryzać zęby i nie będzie łatwo. Szłam jednak z bojowym nastawieniem i wiedziałam, że dam radę. I myślę, że taka osoba z cięciem tam sobie poradzi. Nie miałam żadnych oczekiwań wobec personelu – i tak, to prawda, że wszystko odbywa się tam jak w fabryce i raczej nie ma mowy o wyjątkowym traktowaniu. Co chwila rodzą się kolejne dzieci i przychodzą kolejne pacjentki. Jeśli podejdziesz do tego, że masz tylko tam odpękać i dojść do siebie, bo za moment wracasz do domu – dasz radę! 🙂

Tak czułam, że ten wpis to będzie kobyła… Masz siłę na jeszcze?

 

2019

 

W międzyczasie, w roku 2018 miałam kolejną styczność z tym szpitalem, kiedy to straciłam trzecią ciążę. W dzisiejszym wpisie nie będę jednak o tym opowiadać – w końcu chciałam mówić o cięciu cesarskim, a to miałam jeszcze jedno, z Oliwką.

Była to ciąża czwarta, zagrożona i poród drugi. Również poprzez planowane cięcie – z tego samego wskazania, co poprzednio. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, przeczytaj wpis o tym, jakie były moje wskazania do cięcia cesarskiego (myślę, że on wyczerpuje temat).

Tym razem z umówieniem terminu na cięcie było trochę inaczej. Mój lekarz prowadzący nie pracował na Polnej, ale w św. Rodzinie i generalnie nie był za tym, by cięcie odbyło się w sposób planowy. Wystawił mi oczywiście skierowanie do szpitala (na św. Rodzinę), ale rekomendował, bym udała się tam dopiero wtedy, gdy pojawią się skurcze porodowe. Ja z wielu względów zdecydowałam inaczej (pisałam o tym szczegółowo TUTAJ). Ze względu na posiadane prywatne ubezpieczenie medyczne jednocześnie prowadziłam również ciążę u innej pani doktor, która pracowała kiedyś na Polnej i bez problemu wypisała mi skierowanie do szpitala na cięcie planowane (również zaświadczenie o wskazaniach od okulisty musiałam mieć “świeże”).

Ze skierowaniem próbowałam umówić się na termin poprzez poradnię przyszpitalną na Polnej i tego rozwiązania nie polecam. Pani doktor była bardzo niemiła, o żadnym ustalaniu terminu nie chciała słyszeć, nie akceptowała moich wskazań do cięcia (kilku), a na dodatek podważyła termin rozwiązania wyznaczony z USG prenatalnego. Na jednej z lokalnych grup na Facebooku natrafiłam jednak na informację, że ze skierowaniem można spróbować umówić się na cięcie mailowo i tak też zrobiłam.

W 33 tygodniu ciąży napisałam maila z prośbą o wyznaczenie daty przyjęcia do KGO w celu wykonania planowanego cięcia cesarskiego. Nakreśliłam w nim wskazania do cięcia i termin porodu oraz załączyłam skany skierowania, zaświadczenia z informacją o wskazaniach do cięcia oraz wynik badania I trymestru, który wskazuje termin porodu wg USG prenatalnego. 5 dni później otrzymałam maila zwrotnego, w którym wyznaczono mi termin przyjęcia do szpitala na konkretną datę i godzinę. Dalej jednak wszystko poszło nieco inaczej niż za pierwszym razem 🙂

 

planowane cięcie cesarskie

 

Przede wszystkim, jestem wdzięczna, że po raz kolejny udało mi się dotrwać do tego terminu – głównie dlatego, że termin porodu miałam wyznaczony na 6 marca, a datę przyjęcia do szpitala ustalono mi na… dzień wcześniej. Dla porównania, z Aleksem termin przyjęcia miałam ustalony na tydzień przed terminem porodu. Już samo to mnie trochę stresowało, ale ostatecznie udało mi się wytrwać 🙂 Początek wyglądał tak samo, przyjęcie o godz. 7 rano, odprawiłam Kubę do pracy, bo mylnie sądziłam, że cięcie odbędzie się kolejnego dnia (jak poprzednim razem).

Tym razem przyjęcie na oddział przebiegło ekspresowo, ba, odniosłam wrażenie, że cały oddział był praktycznie pusty! Poprzednio nie było gdzie usiąść i czekałam ze dwie godziny na przydzielenie pokoju, a tutaj zostałam “obsłużona” praktycznie od ręki.

Wypełniłam dokumenty, a położne poprosiły mnie o przebranie się w piżamę. Nie miałam jednak kiedy tego zrobić, bo już za chwilę miałam badanie ginekologiczne. Zdążyłam dosłownie na minutę wejść do pokoju i… już się w tą piżamę nie przebrałam. Po chwili do pokoju weszły dwie położne i jedna z nich jak gdyby nigdy nic rzuciła “Pani wie, że ma Pani dzisiaj cięcie?”. Nie wiedziałam. Rozpłakałam się z emocji i niedowierzania. Bo jak to tak, przecież ja miałam rodzić jutro?

Dalej wszystko poszło już błyskawicznie. Szybko dokumenty, pobranie krwi, wenflon, KTG i USG. Konsultacja z anestezjolog prawie, że “na kolanie” bo w gabinecie do pobierania krwi. W międzyczasie telefon do męża, żeby wziął urlop i wracał. Nie miałam pojęcia, że na tak wariackich papierach może się to wszystko odbyć 😉

 

cięcie cesarskie

 

Przewieziono mnie na salę operacyjną w samo południe. Bardzo się stresowałam operacją, na pewno bardziej niż za pierwszym razem. Byłam świadoma jak to wszystko wygląda, nie mniej jednak ta wiedza jakoś specjalnie nie pomagała.  Tym razem trafiłam jednak na lepszą “ekipę” podczas operacji. Anestezjolog cały czas mówił mi co się dzieje i reagował na każde słowo czy pytanie. Znieczulenie zostało podane w sposób bezbolesny, cewnikowania nawet nie poczułam, a o tym, że samo cięcie zostało już wykonane dowiedziałam się po fakcie.

Wszystko jednak trwało strasznie długo, na pewno dłużej niż przy cięciu z Aleksem (tym razem około godziny). Myślę, że przy kolejnym cięciu trzeba usunąć starą ranę i zrosty, więc stąd to przesunięcie czasowe. Cały czas jednak wszystko czułam i choć nie odbierałam tego jako ból nie do wytrzymania to czuć było ucisk, rozwieranie, szarpanie do tego stopnia, że zapierało mi dech, zaciskałam zęby, a momentami było mi nawet niedobrze. Najbardziej nieprzyjemnym momentem było chyba “wydobycie” Oliwki, ale o każdym ruchu uprzedzał mnie anestezjolog i to dzięki niemu byłam przygotowana na to, co zaraz nastąpi.

Co najważniejsze, w momencie narodzin naszej córeczki byłam w pełni świadoma – w związku z czym mogłam usłyszeć jej pierwszy krzyk. Położna z oddziału neonatologii położyła ją przy mojej głowie i przez kilka minut mogłam ją dotykać, wąchać i całować.

 

poród polna poznań

 

W międzyczasie niestety okazało się, że w trakcie mojego planowanego cięcia wyskoczyły dwa nagłe i skończyły się na chwilę przede mną, w związku z czym nie było dla mnie miejsca na “sali wybudzeń”. Przewieziono mnie więc na salę pooperacyjną przy OIOMie, gdzie niestety ze względów higienicznych (inne piętro) nie mogłam być z Kubą i Oliwką. Wiedziałam, że on czekał na nas za drzwiami sali operacyjnej, więc miałam pewność, że będzie z nią od razu (wcześniej ustaliliśmy, że będzie ją kangurował), ale i tak byłam zrozpaczona.

Pozbawiona kontaktu skóra do skóry i możliwości przystawienia do piersi. Pozostawiona całkiem sama (w ogromnej sali nie było nikogo poza mną), bez telefonu i możliwości poinformowania kogokolwiek o tym, co właśnie zaszło. Kiedy usłyszałam, że będę tam leżeć sama (bez dziecka) przez kolejne kilka godzin do momentu, aż nie zwolni się dla mnie już docelowe łóżko zrobiłam prawdziwą scenę. Na szczęście ktoś się w końcu nade mną zlitował i jakoś “ogarnął” miejsce w sali wybudzeń. Niespełna godzinę później byliśmy już razem.

W tym wypadku na tej sali byliśmy jakoś tak krócej niż poprzednio, łóżko dostałam w trójce i tam leżałam do wieczora. Kubę odesłałam do domu – w końcu czekało tam jeszcze jedno dziecko. Co prawda opiekę sprawowała nad nim babcia, ale co rodzic to rodzic 🙂 Pionizowana byłam około północy (po 12h, podobnie jak po pierwszym cięciu). Procedura taka sama jak za pierwszym razem: zdjęcie cewnika, toaleta, prysznic i czysta koszula. Położne były miłe i pomocne. Po jakimś czasie mogłam wziąć kilka łyków wody, kolejnego dnia zjeść kleik, a następnego sucharki 🙂

 

planowane cięcie polna


Przeczytaj jeszcze: Dzień, w którym urodziła się moja córka


 

I choć “aktywowałam” się do ruchu praktycznie od razu (jak po pierwszym cięciu) to tym razem bolało mnie bardziej i znacznie dłużej niż wtedy. Praktycznie do samego końca nie odmawiałam leków przeciwbólowych podawanych dożylnie, co więcej – wzięłam też receptę na czopki do domu i faktycznie ich używałam. Myślę, że to dlatego, że nie miałam zbytnio możliwości na oszczędzanie się później. O ile mąż wyręczał mnie praktycznie we wszystkim, to oboje dzieci chciały być tylko z mamą i nic w tym dziwnego.

Warto jednak na wstępie ustalić z lekarzem, jakie leki przyjmujesz na stałe. Ja miałam taką sytuację, że przez całą ciążę przyjmowałam m.in. Clexane w zastrzykach i zgodnie z zaleceniami mojego lekarza prowadzącego (do którego miałam pełne zaufanie) miałam je brać jeszcze przez 8 tygodni po porodzie. W związku z powyższym wzięłam zastrzyki ze sobą do szpitala i powiedziałam lekarzowi na obchodzie, że mam takie zalecenie, by je dalej brać.

Lekarz na obchodzie stwierdził jednak (bezpodstawnie), że to jakiś wymysł i nic brać nie muszę, a co więcej nie wolno ich sobie podawać (leków, które sama sobie kupiłam i przywiozłam). Ostatecznie po kolejnej scenie, którą zmuszona byłam zrobić łaskawie zgodził się na wydanie zaleceń na ten lek. Zaproponowano mi w końcu zamiennik (którego nie chciałam), bo Clexane jest trudno dostępny (i droższy). Lekarz zgodził się jednak, żeby szpital przyjął w depozyt mój lek i później co określoną ilość godzin mi go wydawał do samodzielnego zrobienia zastrzyku (śmieszne). Co jeszcze lepsze na sam koniec “zgubili” mój lek, ponownie proponując zamiennik – pomimo, że przekazałam im dokładnie odliczoną ilość ampułkostrzykawek. Mówię Ci, co się tam nastresowałam to moje.

Tym razem również trzymano nas w szpitalu przez pełne 5 dób. Co ciekawe, inne pacjentki, które miały cięcie tego samego dnia wypisywano po 3 dobach. Lekarz na obchodzie powiedział mi wprost, że jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze 😉 Wyjątkowo nie mieli tłumów w szpitalu, w związku z czym trzymali pacjentki możliwie jak najdłużej – te co wychodziły po 3 dobach, wcześniej leżały np. na porodówce, w związku z czym wyrobiły już swój limit… taka ciekawostka 😉

Później mieliśmy jeszcze zawirowania zdrowotne u Oliwki, żółtaczkę, która przerodziła się dwa tygodnie później w żółtaczkę patologiczną, a do tego znaczny spadek wagi w związku z czym była ponownie hospitalizowana. Jeśli interesuje Cię ten temat, przeczytasz o nim więcej TUTAJ.

 

cesarskie cięcie

 

Również po tym porodzie miałam bardzo dobrą opinię o tym szpitalu. Jeśli jednak nie masz ciąży zagrożonej, wskazań do cięcia cesarskiego i chcesz urodzić naturalnie – wybierz inny. Celuj raczej w miejsce, gdzie są cudowne położne, które przeprowadzą Cię przez poród w przyjemnej atmosferze, a po porodzie otoczą Cię rodzinną opieką.

Tutaj faktycznie skupiają się bardziej na operacjach i trudnych przypadkach. I dobrze – w końcu to szpital o III stopniu referencyjności! Nie jedzie się tam więc na książkowy poród naturalny i w takim wypadku chyba nawet nie ma sensu zajmować miejsc innym, którzy bardziej ich potrzebują.

Daj znać, jeśli dobrnęłaś do końca tego wpisu 🙂 Jestem ciekawa, jak Ci się podobał i czy okazał się być dla Ciebie choć w niewielkim stopniu przydatny? Może masz swoje doświadczenia z tym lub innym poznańskim szpitalem? Miałaś cesarskie cięcie czy rodziłaś naturalnie? Koniecznie podziel się historią swojego porodu w komentarzu poniżej 🙂

 

cięcie cesarskie polna poznań


Przeczytaj jeszcze: Szpital na Polnej – co zabrać do porodu


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:
  • zostawisz pod nim komentarz
  • polubisz mój fanpage na Facebooku, tak, żeby być na bieżąco z nowościami
  • zaobserwujesz mój profil na Instagramie