Ciąża,  Strefa Mamy

Ogród Pamięci

Ten tekst miał powstać już dawno temu, ale dopiero teraz poczułam się na tyle silna, by w ogóle do niego usiąść. To co zaraz przeczytasz nie będzie ani łatwe ani piękne, jeśli więc tematyka śmierci Ci przeszkadza, a zdjęcia cmentarza uważasz za przesadę – proszę, żebyś nie czytała dalej. Bo najwidoczniej ta treść nie jest przeznaczona dla Ciebie i nic wartościowego dla innych tutaj nie wniesiesz. Dziś opowiem Ci o tym, w jaki sposób warto przedłużyć pamięć o swoim urodzonym przedwcześnie dziecku.

Ten moment, kiedy słyszysz, że “serce przestało bić” i kiedy już wiesz, że tych słów nie da się cofnąć ani czasu zawrócić sprawia, że przestajesz myśleć. Czujesz szok. Niedowierzanie. Rozpacz. Brak nadziei. Pustkę. Czujesz się pusta w środku, tracisz kontrolę nad swoim ciałem i umysłem. Masz wrażenie, że znalazłaś się właśnie w jakiejś zupełnie innej rzeczywistości, że to sen. Bo w końcu to nie może być prawda… prawda?

Niezależnie od tego, na jakim etapie straciłaś ciążę czujesz to samo. Ścisk w gardle i łzy w oczach. Oddech zatrzymany gdzieś głęboko i uczucie, jakby serce rozrywało Ci właśnie klatkę piersiową. Czasami na zewnątrz nie widać po Tobie emocji. Jesteś tak skamieniała, że nie masz siły wydać z siebie żadnego dźwięku. Nie rozumiesz. Dla świata to była tylko ciąża, jeszcze nie prawdziwe i namacalne dziecko. Nigdy nie będą w stanie nawet w ułamku zrozumieć tego, co wtedy czułaś. Co wciąż czujesz.

Tak czułam się ja, tracąc dwie ciąże, dwoje dzieci. Raptem w ósmym i dziesiątym tygodniu, odpowiednio prawie dwa i półtora roku temu. Mimo to, pisząc ten tekst, łzy lecą mi z oczu na klawiaturę jak oszalałe, a w gardle rośnie coraz to większa gula. Ze skupieniem ważę słowa, stawiam literkę po literce tak, by oddać wszystko to, co czuję – ale by jednocześnie nie pójść w przesadę, by nadmiernie nie epatować swoimi poglądami, uczuciami czy oryginalnością myśli. By wszystko, co dziś tu zostanie napisane sprawiło, że przestaniesz czuć się sama. Że poczujesz moją obecność blisko siebie i choć w minimalnym stopniu Ci to pomoże.

Tylko dwie utracone ciąże i to wczesne. Tylko albo aż. Mimo to, nie wyobrażam sobie co musisz czuć, jeśli straciłaś dzieci na późniejszym etapie. A utraty dzieci żyjących już na tym świecie dłużej, w ogóle nie umiem objąć swoim umysłem.

Niezależnie od tego, kiedy Cię ta strata dotknęła, uważam, że warto byś znalazła w sobie siłę na to, by się ze swoim dzieckiem pożegnać. By doprowadzić ten bolesny temat do końca po to, by później zaznać spokoju. A on kiedyś nadejdzie, wierz mi.

 

Ostatnie pożegnanie

 

Wiem, że to brzmi niewyobrażalnie, ale w momencie, kiedy utrata ciąży się rozpoczyna warto znać swoje prawa i możliwości. Gdy traci się dziecko w drugim i kolejnym trymestrze ciąży, rodzice mogą je zobaczyć i pożegnać się jeszcze w szpitalu. Kiedy jednak maleństwo ma kilka milimetrów, wszystkie tkanki zostają pobrane podczas zabiegu łyżeczkowania i nie ma możliwości spotkania się z nim.

Tutaj jeszcze zaznaczę, że na zabezpieczenie ciała i pochówek można zdecydować się w nawet bardzo wczesnej ciąży. Również wtedy może zostać pobrana kosmówka do badań genetycznych [więcej przeczytasz na ten temat TUTAJ]. O to, czy życzysz sobie, by materiał do badań został pobrany oraz co chciałabyś zrobić z ciałem swojego dziecka powinnaś zostać zapytana przez personel szpitala. Ja w tym celu musiałam wypełnić stosowne dokumenty.

Opcje są dwie. Albo zostawiasz ciałko  maluszka w szpitalu albo decydujesz się na pochówek za pośrednictwem zakładu pogrzebowego. Jeśli jednak wybierzesz pierwszą opcję, musisz wiedzieć, że często pozostawienie ciała w szpitalu nie wiąże się tylko z (nie umiem znaleźć innego słowa) utylizacją. Szpitale miewają podpisane umowy z zarządcą cmentarza i prochy mogą trafić do tzw. ogrodu pamięci. Mimo to, w takiej sytuacji nie masz już nadzoru nad tym, co dalej dzieje się z Twoim dzieckiem, nie wiesz, kiedy jego ciało zostało skremowane i pochowane oraz w jakim dokładnie miejscu. Nie możesz też brać w tym wszystkim udziału.

 

Stworzyć wspomnienia

 

Wiem, że w tej bolesnej chwili możesz być tak zagubiona, że zwyczajnie nie będziesz w stanie podjąć decyzji o pochówku – ale pamiętaj, że czasu już nie zawrócisz.

Z własnego doświadczenia wiem, że naprawdę warto mieć na tym świecie miejsce, w którym możesz swoje dziecko odwiedzić. W każdej chwili, o każdej porze i na każdym etapie życia. W którym spokojnie możesz wrócić myślami do tego, co się stało. Porozmawiać, pomodlić się, podziękować.

Oczywiście nie istnieje jeden “właściwy wybór” dla każdego, ale ostatnie spotkanie z własnym dzieckiem – jakkolwiek by nie wyglądało – z całą pewnością będzie bardzo pomocne w przepracowaniu żałoby. Pomimo cierpienia, pamięć ludzka wytwarza wspomnienia, które będą Ci towarzyszyły w całym procesie akceptacji straty oraz w Twoim późniejszym życiu*.

 

Organizacja pogrzebu

 

Udałam się do zakładu pogrzebowego pierwszy raz w życiu, całkiem sama. Uznałam, że mojemu dziecku się to należy, a ja w tym momencie po prostu muszę być dla niego silna. W zakładzie unosił się spokój, w tle leciała przyjemna muzyczka, a ja usiadłam na skórzanej kanapie i zaczęłam przeglądać ulotki leżące na stole. Bardzo szybko pani w średnim wieku poprosiła mnie do siebie.

Wtedy miałam wrażenie, że jestem głupia, a sprawa, z którą przychodzę zbyt błaha, żeby w ogóle komukolwiek zawracać nią głowę. Później przekonałam się, w jak wielu sytuacjach w życiu musimy się przełamać i wyjść ze swojej strefy komfortu, by zrobić coś, co uważamy za słuszne. Tym bardziej, jeśli chodzi o nasze dziecko. Dla niego matka jest w stanie zrobić absolutnie wszystko, nawet jeśli czuje wstyd czy skrępowanie.

Zostałam przyjęta naprawdę ciepło. Bez zbędnego rozczulania się nad stratą, ale jednocześnie z należnym jej szacunkiem. Mimo to, nie wspominam tego spotkania jako “urzędowego”. Pani okazała mi naprawdę szczere zrozumienie, opowiedziała o sytuacji ze swojego życia, co jeszcze bardziej mnie pokrzepiło. Wbrew pozorom naprawdę dzięki rozmowie z nią poczułam się lepiej. Ustaliłyśmy wszystkie szczegóły związane z zamówioną usługą. Chciałam, by tkanki zabezpieczone przeze mnie w domu (jeszcze przed wyjazdem do szpitala) zostały skremowane i pochowane razem z ciałkiem, które zakład miał odebrać. Nie było z tym żadnego problemu. Został wyznaczony termin kremacji – bez naszego udziału. Mogliśmy go wziąć, ale nie chcieliśmy. Zdecydowaliśmy się natomiast na obecność przy samym pochówku, ale bez żadnej ceremonii. Nie zniosłabym księdza, ani nikogo innego poza nami w tym momencie i w tym miejscu.

Na miejsce spoczynku naszego synka wybraliśmy Cmentarz Komunalny na poznańskim Miłostowie. Jeśli jesteś z Poznania to szczerze i od serca mogę Ci go “polecić”. Jest położony w ogromnym lesie, a sam ogród pamięci jest utrzymany naprawdę pięknie. Już podczas spaceru w stronę ogrodu naprawdę można sobie wiele rzeczy poukładać w głowie. Zobacz sama jak to wygląda na zdjęciach od momentu wejścia:

 

 

Ogród Pamięci

 

Czym właściwie jest? To miejsce, w którym rozsypywane są prochy ludzkie, które uprzednio zostały poddane kremacji. Najczęściej jest to wydzielona część trawnika lub gruntu na terenie cmentarza, która posiada ogólną informację o przeznaczeniu, bez nagrobków lub innej formy indywidualnego oznaczenia. Istnieje też forma umieszczania epitafium z danymi osoby, której prochy rozsypano.

Na Miłostowie ogrodem są dwa wydzielone okręgi. Mniejszy, przy którym znajduje się jedna kamienna płyta wraz z tabliczkami upamiętniającymi i większy, z trzema takimi płytami. Nasz synek leży na “terenie” tego większego. Jak sama nazwa wskazuje, miejsce to jest ogrodem “pamięci”, a więc według mojej wiedzy nie trzeba grzebać prochów, by móc umieścić na płycie epitafium z danymi ukochanej osoby.

Z tego, co też zdążyłam zauważyć, znajdują się tam również tabliczki dorosłych osób, żyjących wiele lat. Może to świadczyć o tym, że ich prochy również znajdują się w tym zbiorowym grobie, albo że z różnych przyczyn członek rodziny umieścił tu samą tabliczkę, żeby “pamiętać”.

 

 

Jak wygląda pochówek?

 

Tak, jak sobie życzysz, żeby wyglądał. Tak jak wspomniałam wcześniej, my nie chcieliśmy pogrzebu z księdzem, ceremonii ani obecności bliskich. Pochówek Danielka był bardzo krótki. Już idąc z daleka widzieliśmy niewielki transparent Zakładu Pogrzebowego – myślę, że po to, byśmy wiedzieli, gdzie dokładnie się udać i kto na nas oczekuje. Procedura jest taka, że ciałko wkłada się do trumny z surowego drewna, a następnie kremuje. Prochy z kremacji umieszczane są w papierowej torbie, a następnie w wysuwanym kartoniku, który jest taką jakby podstawową urną. Prawdziwa urna jest w tym przypadku niepotrzebna, z uwagi na to, że prochy są grzebane w ziemi bez możliwości późniejszej ekshumacji.

Kiedy podeszliśmy, dół był już wykopany. Do dziś mam przed oczami ten maleńki, ale jednocześnie bardzo głęboki kwadracik. Zastanawiałam się wtedy, jak udało im się wykopać tak równy dół. Idealnie “zdjęty” z góry kawałek trawnika leżał obok, przygotowany, by później przykryć to miejsce. Co było bardzo smutne, wykopane w ten sam sposób dołki były dwa. Wiedzieliśmy więc, że bezpośrednio po nas to samo przeżycie czeka jeszcze innych rodziców.

Pan, który na nas czekał w skrócie opowiedział nam, jak pochówek będzie wyglądał. Wręczył nam dokument, potwierdzający kiedy i o której godzinie kremacja się odbyła. Pokazał kartonik i wyjaśnił, że umieszczenie prochów w dole, będzie polegało na wysunięciu z niego “szufladki”. Spytał, czy jesteśmy gotowi. Po wszystkim spokojnie zaczął zasypywać dół, a ja myślałam tylko o tym, jak w przyszłości rozpoznam miejsce pochówku. Pamiętam, że próbowałam oszacować odległość od płotu i bardzo się wtedy na tym skupiałam.

Zostawiliśmy czerwoną różę na grobie i wróciliśmy do domu.

 

 

Czas przynosi ulgę

 

Ale nie tylko. Może nie pocieszy Cię to, co powiem, ale największą ulgę przynosi dopiero kolejne, żywe i zdrowe dziecko sprowadzone na ten świat.

To ono jest takim domknięciem tego co było, pisze następny rozdział naszego życia i odkreśla grubą kreską te wszystkie ciemne dni przed swoimi narodzinami. Nie mam tu na myśli tylko wcześniejszej straty, ale również okresu ciąży po poronieniu. Stresu, że sytuacja się powtórzy. Że znów będę stać na cmentarzu, chowając kolejne przedwcześnie urodzone dziecko. Ten strach, który mnie wtedy ogarniał był totalnie nie do przeskoczenia, nawet dzięki wsparciu bliskich i psychoterapeuty. To uczucie, którego nie życzę nikomu.

Jedna z czytelniczek zapytała mnie ostatnio “Kiedy był moment, że przestałaś na swoje dziecko czekać? Ja ciągle na swoją córkę czekam, nie potrafię i nie chcę przestać”.

To bardzo trudne pytanie i chyba nie da się na nie jednoznacznie odpowiedzieć. Mi bardzo pomógł pochówek. To właśnie wtedy poczułam, że dopełniliśmy wszystkiego, co tylko mogliśmy. A przestałam czekać dopiero wtedy, kiedy na świecie pojawiła się Oliwka. Wtedy też uświadomiłam sobie, że nie byłoby jej, gdyby był on… I poczułam, że spadł mi z serca ogromny ciężar, który nosiłam w sobie przez zdecydowanie zbyt długi czas.

Przestałam czekać. Nie czekam już na syna. A kiedy tylko chcę, zawsze mogę go odwiedzić. Te odwiedziny u niego z Oliwką na rękach były dla mnie momentem przełomowym. W końcu poczułam, że pożegnałam się tak naprawdę i w pełni. Moje serce jest już wolne od smutku, a w głowie na dobre rozgościł się spokój.

 

* G. Cozza, Przerwane oczekiwanie, Warszawa 2014, s. 149


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:
  • zostawisz pod nim komentarz
  • polubisz mój fanpage na Facebooku, tak, żeby być na bieżąco z nowościami
  • zaobserwujesz mój profil na Instagramie