Strefa Mamy

O tym, jak uciekłam chirugowi spod skalpela i co dzięki temu sobie uświadomiłam

Nie chciałam o tym pisać wcześniej, dopóki sama nie wiedziałam na czym stoję. Od ponad 2 tygodni nie opuszczał mnie stres, który swój upust miał wczoraj, w jednym z gabinetów prywatnej placówki medycznejHistoria jednak (tu spojler!) kończy się względnie dobrze, ale przecież nie musiała.

Zaczęło się od pierdoły

Podczas kąpieli wyczułam z tyłu prawego uda jakąś wypukłość. Kropka była mikroskopijna, ale wyczuwalna i czarna jak smoła i nijak nie przypominała pieprzyka. Początkowo myślałam, że to kleszcz, jednak nie widziałam odnóży, K. też zapewnił mnie, że to kleszcz nie jest. O temacie zapomniałam. Kilka dni później kropka się dość mocno powiększyła, cały czas była wypukła i nawet Aleks zaczął na nią zwracać uwagę. Poszłam zupełnie spokojnie do dermatologa, ale wyszłam z niczym. Miałam zmianę obserwować i wrócić na kontrolę po dwóch tygodniach. Wróciłam jednak szybciej. Kropka przestała być kropką, a stała się mocno odstającą czarną kulką, która dodatkowo rozlała się na boki (być może przez przypadkowe zadrapanie). Z dnia na dzień zmiana rosła. Dodatkowo pojawiło się zaczerwienienie naokoło kulki (taka czerwona „obrączka”, coś na kształt rumienia) i ból promieniujący na całe udo. Ciągle musiałam na zmianę uważać, by jej o nic nie zahaczyć, w spodniach uwierała, w krótszych spodenkach czy sukience łatwo było ją urazić. Ostatecznie zakleiłam ją plastrem. Po równo tygodniu byłam ponownie u dermatologa (ale innego) i tutaj padła pierwsza diagnoza:

Ziarniniak naczyniowy, łagodna zmiana nowotworowa proszę Pani

Ziarniniak to zlokalizowane i dobrze odgraniczone nagromadzenie komórek zapalnych, często o specjalnym charakterze – np. komórek olbrzymich lub nabłonkowatych). Niektórzy zaliczają ją do zmian o charakterze zapalnym, inni do nowotworów łagodnych. W 1/3 przypadków powstanie jest związane z urazem, dość często występuje w ciąży.

I choć w ciąży nie jestem, a ewentualnego urazu nie pamiętam (w szczególności w takim miejscu!) to nogi się pode mną ugięły. Niby coś łagodnego, ale tak do końca to nie wiadomo przecież. Dostałam skierowanie do chirurga onkologa na wycięcie tej zmiany na cito. Okazało się, że pomimo rozszerzonego pakietu w Lux Medzie koszt operacji skóry – radykalnego wycięcia zmiany do 1,5 cm ze wskazań medycznych to niebagatelna suma 400 zł. W cenie jest też histopatologiczne badanie wyciętej tkanki, tak by już na 100% wiedzieć co tam w środku siedziało. Za to termin bardzo szybki – i konsultacja i zabieg już za kilka dni i to w ramach jednej wizyty.

Kwota była jednak dość wysoka, więc próbowałam się zorientować jak to by wyglądało na NFZ. Jak obstawiacie?

Po pierwsze: nie honorują skierowania z prywatnego gabinetu, więc najpierw musiałabym się umówić do lekarza rodzinnego i poprosić o skierowanie do chirurga (co nie zawsze bywa proste, ale to temat na odrębną historię).
Po drugie: dopiero ze skierowaniem mogłabym zapisać się do chirurga onkologa, termin na cito nie był mocno przerażający bo ok. tydzień oczekiwania.
Po trzecie: musiałabym liczyć, że trafię na kompetentnego lekarza, który zakwalifikuje moją zmianę do wycięcia i da skierowanie na wycięcie na cito (do tego momentu jedną wizytą doszłam w LM).
No i czwarte: umówić termin na wycięcie na NFZ – terminy to od tygodnia do… roku! W zależności od tego, czy lekarz uzna moją sprawę za bardziej czy mniej poważną.

Bałam się i nie chciałam czekać

Tym bardziej, że zmiana cały czas rosła, niepokoiła i nie pozwalała o sobie zapomnieć. Bez głębszego zastanowienia, od razu zdecydowałam się na zabieg w LM. Termin – 21.08.2017, wczoraj. Cały dzień nie potrafiłam się na niczym skupić. Stres siedział głęboko i nie chciał odpuścić. I choć zaczęło mi się wydawać, że zmiana się nieco zmniejsza, to mimo wszystko wolałam jednak nastawić się na zabieg. Pod samym gabinetem już trzęsłam się jak osika. Autentycznie. Wchodziłam do niego z duszą na ramieniu. Bałam się cięcia, szycia, długiego oczekiwania na wyniki badań. Choć doświadczyłam znacznie poważniejszej operacji, jaką było cięcie cesarskie, to mimo wszystko autentycznie się bałam.

Diagnoza

Summa summarum okazało się, że trafiłam do chirurga w odpowiednim momencie i najprawdopodobniej jednak nie jest to ziarniniak. Zmiana przez te 5 dni oczekiwania zmniejszyła się, stała bardziej płaska i jakby „podsuszyła”. Podczas oględzin lekarza sama odpadła. Pod spodem został jednak ślad, który mam obserwować. Lekarz uznał, że najprawdopodobniej ślad powstał po ugryzieniu insekta (w ubiegłym roku po podobnym ugryzieniu doznałam silnej reakcji alergicznej na całych nogach), musiałam zmianę niechcący mocniej naruszyć (podczas uderzenia, którego nie pamiętam) bądź rozdrapać i wdała się reakcja alergiczna = infekcja = rumień. Na tą chwilę zmiana nie kwalifikuje się do wycięcia, ale mam ją obserwować i za 2 tygodnie stawić się na kontroli.

Mamo, czy Ty kiedyś umrzesz?

Przez ten czas moje myśli krążyły jak szalone wokół tematu choroby i śmierci. Częściowo poruszałam te wątki już kiedyś we wpisie Ile razy w życiu mój syn kogoś skrzywdzi?

Odkąd Aleks pojawił się na świecie, mój pogląd na życie zmienił się diametralnie. Bogu dziękuję, że mój syn jest zdrowy, tak samo mocno dziękuję za to, że My, jego rodzice jesteśmy przy nim, też w zdrowiu. Myślę sobie wówczas, że musimy żyć dla niego jak najdłużej, żeby wychować go na dobrego człowieka. Nie wyobrażam sobie innej możliwości i nawet nie chcę o tym myśleć. Musimy żyć. Musimy być.

Kiedyś koleżanka powiedziała mi, że ona to nie przeżywa tego tematu jak ja. Wie, że jest mąż, są dziadkowie i gdyby coś jej się stało i zeszłaby z tego świata szybciej niż planuje to bliscy na pewno dobrze zajmą się jej dziećmi. Że nie ma się co zadręczać tematem, na który nie mamy wpływu.

Ale ja chcę mieć wpływ

Dlatego uważam, że trzeba dbać o swoje zdrowie, tym bardziej, jeśli ma się dzieci. Nie wybaczyłabym sobie, gdyby Aleks stracił matkę, bo zagubiła się gdzieś w innych obowiązkach i na liście priorytetów własne zdrowie i życie uplasowała zbyt nisko. Trzeba obserwować swoje ciało. Często się oglądać, dotykać, by nie dać szansy czyhającym na nas nowotworom. Nowotwory to choroby niezwykle podstępne. Niektóre z nich rozwijają się nawet przez dziesiątki lat, w ogóle nie dając o sobie znać. Nawet wtedy, gdy wydaje się nam, że wszystko jest w porządku, warto co pewien czas poddać się badaniom profilaktycznym. Właśnie po to, aby nic nas nie zaskoczyło. A kiedy coś się dzieje – nie czekać, działać. Zdrowie i życie to najważniejsze, co możemy dać naszym dzieciom.

Ja nigdy na tym nie oszczędzam.

 

1 thought on “O tym, jak uciekłam chirugowi spod skalpela i co dzięki temu sobie uświadomiłam

  1. Jestem bardzo dumna z tego, że mam taką mądrą córkę. I z siebie, że udało mi się wpoić jej, że zdrowie jest najważniejsze. Zwłaszcza jak są dzieci, za które ponosimy odpowiedzialność. Jeśli je kochamy, to chcemy żyć dla nich jak najdłużej. A co do zdania koleżanki to nikt nigdy nie zastąpi dziecku rodziców, nawet najukochańsza babcia czy dziadek, choćby nie wiem jak się starali.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *