O tym jak schudłam z Vitalią i czy warto zatracić siebie w pogoni za pięknem.

Na dowód, że waga nie zawsze jest wyznacznikiem dobrego wyglądu, trochę niżej wrzucam Wam moje zdjęcie po kolejnym miesiącu diety z Vitalia.pl. Dieta ponownie nie była stosowana przeze mnie 1:1, ale w tym miesiącu przestałam się już tym zadręczać.

Robiłam co mogłam łącząc bycie na diecie z byciem mamą, często zmęczoną, zapracowaną kobietą, która wieczorem wolała zwyczajnie rzucić się na łóżko i już nie podnosić, zamiast szykować sobie jedzenie na następny dzień, a następnego dnia o 5 rano musiała jeszcze umyć włosy (bo wieczorem nie miała na to czasu). Za to ćwiczyłam sumiennie, 3 razy w tygodniu i trochę tym nadrobiłam nie do końca trzymanie się diety. 😉 Ale słuchajcie, mimo to na moim brzuchu zarysowały się mięśnie! 🙂 W ogóle całe ciało się jakoś tak umięśniło, ujędrniło, uealastyczniło i w ogóle wszystko „U”! 🙂 Nawet mój pępek wygląda inaczej! ZOBACZCIE SAMI 🙂

 

xxx.jpg

i
Czy szczupli ludzie są szczęśliwsi?

Czy odnoszą sukcesy? Od razu odpowiem, że to kolejny mit. Pomimo, że gdzieś wewnętrznie utożsamiam (swój) dobry wygląd z byciem szczęśliwą, spełnioną, odnoszącą sukcesy to… nie do końca prawda. Może to oczywista oczywistość, ale inne rzeczy też są ważne. Jak na przykład zdrowie. I choćby dla zdrowia powinniśmy dbać o to, co wrzucamy do swojego żołądka i raz na jakiś czas pomyśleć, czy aby czasem nie traktujemy go jak śmietnik. Bo ja przez lata traktowałam, potrafiłam całymi dniami nie jeść i nadrabiać wieczorami (bo wszystko inne było ważniejsze), ale pisałam już o tym TUTAJ i TUTAJ. Wręcz chełpiłam się tym, że mogę jeść wszystko (byle co) i nie tyję. Dopóki robiłam maratony z tacą pracując jako kelnerka wszystko było ok. Ale! Do momentu, aż zaczęłam pracować przy biurku, zaszłam w ciążę, urodził się Aleks, „siedziałam” z nim w domu… Ruchu mi brakowało, a kilogramy zalegały. Pomimo przepełniającego mnie ogromu szczęścia z posiadania dziecka, czułam się jak wieloryb. Serio serio. Nie czułam się w ogóle atrakcyjna, nie odczuwałam potrzeby większego dbania o swój wygląd (w końcu nie wychodziłam z domu), a w naszym klimacie, za oknem panowała długa jesień i jeszcze dłuższa zima (i co, że bez śniegu). Jak oglądam swoje zdjęcia z wiosny ubiegłego roku, widzę zmęczoną życiem (a przecież młodą!) dziewczynę. Z ziemistą cerą i cellulitem, z wielką fałdą na brzuchu (przecież tyle się nasłuchałam, że przy karmieniu waga sama leci!).

Jakkolwiek prozaicznie to nie brzmi – życie mi się odmieniło odkąd wróciłam do pracy. Polecam każdej mamie! Nagle wszystko nabrało kolorów! Aleks zaczynał adaptację w żłobku, a ja wracałam do siebie. Czytałam, że po ciąży organizm potrzebuje roku (albo co najmniej tyle czasu, ile trwała ciąża), żeby wrócić do stanu sprzed ciąży. Ja dokładnie wtedy poczułam, że jeszcze coś mnie w życiu czeka.

Nie, żeby to „siedzenie w domu” było bezcelowe, bo są kobiety, które zajmując się domem czują się jak królowe wszechświata, no ale znowu… nie ja. Praca pochłonęła mnie bez reszty i paradoksalnie, zaczęłam mieć więcej czasu na wszystko inne. Im więcej zajęć upychałam do kalendarza, tym doba wydłużała się i wydłużała, no jak z gumy, powiadam Wam! Zaczęłam więcej wychodzić z domu, czy to sama czy z K., ze znajomymi, z Aleksem też oczywiście :), miałam powód, by malować się co rano, by uzupełnić swoją szafę, bo codziennie założyć coś innego, by rozmawiać w pracy o czymś innym niż dziecko (za którym jednocześnie bardzo tęskniłam) i w końcu przyszedł moment na… zmianę sposobu odżywiania naszej rodziny. Małymi kroczkami próbowaliśmy zaprowadzić jakiś przewrót w naszej kuchni. Otrzymaliśmy możliwość chudnięcia z Vitalią i w końcu poczułam jakiś bat nad sobą! Kupowaliśmy, gotowaliśmy, pakowaliśmy w pudełeczka i… chudliśmy. Chudliśmy oboje, choć więcej w centymetrach niż na wadze. Ale zapomnieliśmy w tym wszystkim, że…

i

Najważniejsza jest równowaga

Choć ponad miesięczny detoks od słodyczy bardzo dobrze nam zrobił, to trochę się zafiksowałam na punkcie diety. Czułam wyrzuty sumienia przez każdy opuszczony trening, który skutecznie uniemożliwiła mi choroba. Czułam wyrzuty, kiedy mieliśmy intensywny, obfitujący w morze spraw weekend i nie będąc w domu, jedliśmy na mieście. Wyrzuty były też ze mną, kiedy po ciężkim dniu pracy wolałam iść spać niż stać nad garami, bo nie miałam siły ruszyć nawet tym najmniejszym paluszkiem u nogi. Dopiero w tym trzecim miesiącu diety uświadomiłam sobie, że nie jest ważne przestrzeganie diety w 100% ani ubolewanie nad opuszczonym treningiem, by poleżeć w łóżku z własnym dzieckiem po raz kolejny oglądając ten sam odcinek Świnki Peppy. Znacie ten, gdzie Peppa z rodziną jest w supermarkecie i Tata Świnka mówi „Ciasto Czekoladowe? Czy było na liście?”? On też mnie wpędzał w poczucie winy! Cholerna Świnka przemycała ciasto, a ja nie mogłam zrobić odstępstwa od diety? Postanowiłam, że mogę. Większość przepisów z Vitalii znam już na pamięć, niektóre są tak świetne i proste, że na stałe weszły do naszego jadłospisu. Dalej trzymam się głównych postanowień, jem co 3 godziny, nie omijam posiłków, piję dużo wody, itepe, itepe. Ale…

i
Już jestem wolna

Wolna od wszystkich nakazów i zakazów. Odżywiam się zdrowo, stosuję dietę ułożoną przez dietetyka, ćwiczę regularnie BO CHCĘale… jestem tylko człowiekiem. Nie zawsze muszę mieć czas, siły i ochotę. Zdarza mi się choroba. I niemoc. Zdarza mi się nawalić, bo nie zrobię zakupów, bo nie ugotuję. Ale staram się utrzymywać równowagę w swoim życiu i zdarza mi się świadomie odpuszczać. Cieszę się, jeśli choć pewną część planu na dany dzień uda mi się zrealizować, bo plany robić warto! Cieszę się, że schudłam, cieszę się z każdego utraconego centymetra i każdego na nowo zarysowanego mięśnia na moim ciele. No ale… bez przesady. 😉

Dzisiaj zjem zdrową kolację, ale popiję schłodzonym Somersby i zagryzę nachosem z krótkim składem i też będzie ok. Najważniejsze, to co niewidoczne dla oczu… to co widzę w oczach męża i syna. I to mi wystarcza w zupełności 🙂

11 Comments

  1. Dobrze rozumiem to zatracenie się w diecie i treningach, ten powracający wyrzut sumienia. Jak wrzód na tyłku. Trzeba sporo w głowie przewartościować, to też jest długotrwały proces. Mnie się udało, Tobie się udało, więc to dowód na to, że równowaga istnieje. A ona jest mega ważna i potrzebna, żeby nie zwariować 🙂

  2. Prawda. Zapomniałam się pomierzyć. Dopiszę to w parametrach. Korzystałam z Vitalii lata temu, ale zabraklo mi samozaparcia. Uwielbiam takie wpisy – ludzkie bez ściemy konkretne pozytywne a jednak z dodatkiem wad 🙂 A Ty piękna kobieta jesteś!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *