Strefa Mamy

O pragnieniu bycia lepszą wersją siebie.

Chyba każda z nas zna to uczucie, kiedy przychodzi myśl, że mogłyśmy zrobić coś lepiej. Dać z siebie więcej. Że zawsze jest pole do poprawy. Że inne kobiety, żony i mamy starają się jakby trochę bardziej niż my. Że wychodzi im to lepiej, a przy mniejszym wkładzie. Że są w stanie wykrzesać z doby więcej. I choć niby rozumiemy, że nie da się być idealną na każdym polu, że przecież zawsze któryś aspekt ucierpieć musi (bo nie ma takiej siły, żeby było inaczej) to i tak uparcie dążymy do tego niedoścignionego ideału. Do lepszej wersji siebie.

Ja mierzę się z tym problemem praktycznie od zawsze. Wciąż próbuję zgłębić jego pochodzenie, no bo kiedy właściwie się taka stałam? Ukierunkowana na lepiej, więcej i szybciej? Jasne, że fajnie jest być ambitną i zdeterminowaną, fajnie jest mieć jasno określone cele i wiedzieć do czego się dąży.

Ale kiedy przychodzi taki moment, że jedyne co robisz to robisz… albo myślisz o tym, co zaraz zrobisz, czego jeszcze nie zrobiłaś, a musisz zrobić i co się stanie, jeśli odpuścisz i nie zrobisz… to już przestaje być tak fajnie.

Zaczynasz żyć w spirali planowania i odhaczania wykonanych zadań. Do wszystkiego podchodzisz zadaniowo, do wszystkiego absolutnie. I w pewnym momencie zaczynają przerastać Cię nawet te najdrobniejsze i w sumie nie aż tak ważne zadania – samym tym, że po prostu SĄ. Są w Twojej głowie, są zapisane na kartce czy w kalendarzu i nie możesz przestać o nich myśleć. Choćbyś bardzo chciała, nie jesteś w stanie wyrzucić ich z głowy nawet na chwilę.

Żeby nie było – zdajesz sobie sprawę, że jak będziesz tak dalej żyć to się tylko zajedziesz. Że prędzej czy później przestaniesz sobie z tym radzić. Rozumiesz swój stan i starasz się nad nim pracować. Postanawiasz zacząć odpuszczać i odpuszczasz faktycznie. Potrafisz się położyć i obejrzeć serial. Potrafisz już czegoś zwyczajnie NIE ZROBIĆ. Ale nie umiesz przestać o tym myśleć. Wewnętrznie wciąż nie dajesz sobie przyzwolenia na nicnierobienie. Dla Ciebie czas spędzony w sposób bezproduktywny to czas stracony. Myślisz sobie (jakkolwiek paradoksalnie to brzmi): „To takie żałosne, że nic teraz nie robię. Wstyd mi za to. Mogłabym spożytkować ten czas lepiej. Mogłabym w tym czasie zrobić cokolwiek, co mogłabym odhaczyć.” Brzmi znajomo? Właśnie tak myślą skrajni perfekcjoniści. Tacy jak ja.

Wykonujesz wszystkie swoje zadania, odnosisz sukcesy. Tylko co z tego, skoro nie umiesz się z nich cieszyć? Skoro pomimo, że otoczenie mówi Ci „Podziwiam Cię, że potrafisz coś takiego zrobić, bo to naprawdę duża sprawa”, Ty reagujesz jedynie wzruszeniem ramion? Oceniasz to jako coś oczywistego, banalnego, z czym każdy poradziłby sobie tak samo dobrze, ba, nawet lepiej niż Ty? No właśnie: bo przecież mogłaś zrobić to jeszcze lepiej. I choć inni myślą, że pewnie udajesz skromną i się przekomarzasz – Ty w głębi serca nie umiesz znaleźć dla siebie krzty zadowolenia, a duma to już dla Ciebie totalnie abstrakcyjne pojęcie. Ot, kolejna sprawa odhaczona.

Twoje życie to wieczna huśtawka. Jeden dzień uważasz za całkiem udany, bo udało Ci się zrealizować wszystko z listy, a drugi to totalna klapa, bo się pochorowałaś i nie zrobiłaś totalnie nic. Potrafisz myć naczynia o 3 nad ranem, byle tylko obudzić się z poczuciem „Mam czystą kuchnię”. Myślisz, że skoro dziś zrobisz więcej niż planowałaś, to jutro będziesz miała mniej do zrobienia.

Ja dopiero niedawno zrozumiałam, że takie myślenie to pułapka – bo wciąż nie ma w nim miejsca na reset. Myślisz: dziś zrobię więcej, to jutro będę miała mniej, ale finalnie kiedy nadchodzi jutro, zaczynasz myśleć „Super, że mam więcej czasu, to zrobię więcej, żeby mieć mniej jutro”. Tyle tylko, że to jutro nigdy nie nadchodzi.

Ciągle pojawia się coś nowego, czym musisz się zająć. I jedyne, co przychodzi na pewno i za każdym razem to frustracja i poczucie zmęczenia. Czujesz się zmęczona wszystkim, co sobie narzuciłaś. Ciągłym dążeniem do realizacji zbyt wysoko postawionych celów. Nie rozumiesz, jak inni mogą być tak zadowoleni, skoro w Twoim odczuciu „zrobili mniej”. Pomyślałaś jednak, że może dla nich to „mniej” to takie optimum? A Twoje „więcej” jest już wysoko poza skalą? Że postanawiasz zrobić więcej, niż jesteś w stanie i to właśnie ten fakt Cię wpędza we frustrację i ciągłe niezadowolenie?

Męczy Cię też więcej kwestii, choćby spełnianie oczekiwań innych. Sądzisz, że inni widzą, jak wiele masz na głowie, a i tak wciąż czegoś oczekują? A może jednak wcale nie oczekują, tylko Ty za wszelką cenę chcesz im pomóc? Z góry zakładasz, że jeśli ktoś dzieli się z Tobą swoim problemem, to robi to po to, by uzyskać pomoc. Twoją pomoc. Podchodzisz do problemów i rozterek innych zadaniowo, jak do wszystkiego. Podsuwasz im gotowe rozwiązania i złościsz się, kiedy z nich nie korzystają. A Ty przecież tak bardzo się starałaś. Poświęciłaś najwyżej cenioną przez siebie wartość – swój czas. Dla nich. I kolejna rzecz, która poszła „w zmarnowanie”…

No właśnie, Twój czas. Szanujesz go ponad miarę. Jest dla Ciebie zbyt cenny, by marnować go na własny wypoczynek, więc tym bardziej nie zmarnujesz go na coś jeszcze mniej „godnego”. Do tego wciąż i wciąż porównujesz się do innych. I tutaj pojawia się kolejny paradoks: bo niby na pozór nie zazdrościsz w zły sposób. Dzięki obserwowaniu dokonań innych motywujesz się, by robić jeszcze więcej i lepiej.

Wierzysz w to, że zorganizowana = lepsza. Że im więcej zrobisz w ciągu dnia, im więcej spraw odhaczysz, tym będziesz… lepszą. Lepszą wersją siebie. Lepszą od innych.

Oczywiście od tych innych „lepszych”, bo do gorszych się nawet nie porównujesz. Dla nich już nie ma ratunku. Nie poświęcasz myśleniu o nich ani jednej swojej myśli, bo w końcu „im się nie chce” tak bardzo jak Tobie. „Nie starają się wystarczająco” – bo nie stawiają sobie poprzeczki tak wysoko jak Ty. Niby Cię nie obchodzą, ale wciąż zachodzisz w głowę – „co nimi kieruje?”. Dlaczego nie mogą się starać bardziej – tak jak Ty – nieważne, że ponad swoje siły?

Chciałabyś wszystkich uleczyć, cały świat zbawić. Irytuje Cię, że te osoby wcale nie potrzebują stawać się „lepszymi”, tak jak Ty. One są szczęśliwe tam gdzie są, cieszą się z tego, co mają. A Ty masz niby tak wiele, a jednocześnie tak niewiele. Oni mają w sobie coś, czego Ty nie masz. Radość z każdego dnia. Dumę ze swoich dokonań. Poczucie dobrze wykonanej pracy. Potrafią dać sobie przyzwolenie na odpoczynek.

A Ty? Wciąż masz to jedno pragnienie w głowie: stać się lepszą wersją siebie. Wierzysz, że kiedy przekroczysz ten punkt, magicznie zaczniesz cieszyć się życiem. I już na zawsze będziesz mogła przestać się tak starać. 

Powiem Ci jedno: ten moment nigdy nie nastąpi.

 


Może zainteresują Cię również wpisy:

Matko, zwolnij, bo się zajedziesz!

Perfekcyjny spontan.


 

Autorką zdjęcia jest Karolina Dutkiewicz Fotografia Dziecięca. Gorąco zapraszam Cię na jej profile na facebooku oraz instagramie.


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:
  • zostawisz pod nim komentarz
  • polubisz mój fanpage na Facebooku, tak, żeby być na bieżąco z nowościami
  • zaobserwujesz mój profil na Instagramie
  • Monika D.

    Chyba my kobiety tak już mamy. Dzisiejszy świat nas do nieco zmusza do dążenia w stronę ideału. Wszędzie go widzimy, to nic że często są to zmanipulowane obrazy, ale ciągle w nie wierzymy, czując się… gorsze. Niestety. Fajny wpis. Powinnyśmy częściej wracać do tego tematu. Pozdrawiam.