mama i dziecko
Dziecięcy Świat

Niania, żłobek czy babcia? Co po urlopie macierzyńskim?

Gdy dobiega końca urlop macierzyński większość rodziców już wie na jaką opcję opieki dla swojego dziecka się zdecyduje. Tych może być wiele, ale te najbardziej popularne to niania, żłobek albo babcia. Coraz rzadziej zdarza się, że mama zostaje z dzieckiem dłużej w domu, ale to też jest jakaś opcja. Za dwa tygodnie nasza córeczka skończy roczek i jak pewnie się domyślasz czytając te słowa i na nią również “przyszła pora”. Na jaką opcję się zdecydowaliśmy i dlaczego właśnie na taką? Jakie plusy i minusy widzę w każdej z nich? Co rozważaliśmy w pierwszej kolejności i co było dla nas najważniejsze? Myślę, że na te i inne pytania z pewnością odpowiem Ci w dzisiejszym wpisie.

i

Niania

 

PLUSY

 

+ Opieka zwykle w naszym domu, czyli znajomym dziecku środowisku,
+ W związku z czym zaoszczędzamy czas poświęcany na dowożenie i odbieranie dziecka (z pracy możemy jechać prosto do domu),
+ Mniejsze ryzyko zachorowania,
+ Większa uwaga poświęcana dziecku przez opiekunkę (opieka 1 do 1),
+ Większa elastyczność w przypadku poślizgów (np. związanych z korkami),
+ Opcjonalnie możliwość korzystania z niani również wieczorami i w weekendy (znana dziecku osoba).

 

MINUSY

 

Brak opieki, kiedy niania zachoruje; a taką informację możemy dostać dosłownie na 5 minut przed wyjściem do pracy,
Wtedy pojawia się dodatkowy problem – lekarz nie wystawi nam opieki na okoliczność chorej niani (jak w przypadku chorego dziecka uczęszczającego do placówki),
Czasem to my musimy wykazać się większą elastycznością, kiedy np. niania musi wyjść wcześniej,
Dla niektórych może to być fakt wpuszczania obcej osoby do swojego domu,
Mniejsza kontrola nad tym, w jaki faktycznie sposób niania opiekuje się naszym dzieckiem,
Większe ryzyko całkowitej utraty opieki nad dzieckiem (niania może zrezygnować z pracy u nas z dnia na dzień),
Koszt – często wynagrodzenie niani może równać się naszemu (w szczególności, jeśli zatrudniamy nianię legalnie).

Moim zdaniem: Myślę, że jeśli trafi się na sumienną i zaangażowaną nianię, która złapie super kontakt z naszym dzieckiem to temat adaptacji mamy z głowy. Do tej opcji przekonuje mnie również mniejsze ryzyko zachorowania, mocno za to martwi problem potencjalnej niedyspozycji niani. O ile w przypadku chorego dziecka możemy skorzystać z tzw. “opieki”, o tyle przy np. chorej niani rysuje nam się naprawdę poważny problem.

Nie do końca też widzi mi się oddawanie lwiej części swojego wynagrodzenia niani jednocześnie nie mając pewności w jaki sposób opiekuje się moim dzieckiem.

I tak, ja również należę do osób, które niekoniecznie chętnie wpuściłyby do domu kogoś obcego 😉 Do tego wszystkiego, u mnie pojawia się jeszcze jeden problem – pracuję z domu, w związku z czym nie do końca umiem sobie wyobrazić opiekę nad Oliwką w tym samym miejscu. Obawiam się, że taki układ byłby dość trudny tak naprawdę dla każdej ze stron.

 

mama wraca do pracy

 

Żłobek

 

PLUSY

 

+ Możliwość pozostawienia dziecka w placówce w dość szerokim przedziale godzinowym; możemy dostosować je do naszej pracy,
+ Większy nadzór nad prawidłowością opieki – w placówce są inne opiekunki, personel, przewijają się rodzice, coraz częściej zdarzają się kamery czy zewnętrzne kontrole,
+ Odpada nam problem choroby personelu – możemy przyprowadzić dziecko do placówki codziennie, zawsze gdy tego potrzebujemy – co może dać nam poczucie stabilizacji (nie zostaniemy pozostawieni bez opieki dla dziecka z dnia na dzień, nie interesują nas choroby czy inne niedyspozycje opiekunek),
+ Dziecko szybciej uczy się socjalizacji w społeczeństwie, pewnych reguł i dyscypliny, spędza czas na zabawie z rówieśnikami (a później nie mamy problemu z adaptacją, kiedy pójdzie już do przedszkola),
+ Dodatkowo uczy się wielu rzeczy; w zależności od placówki są realizowane różnego rodzaju bloki tematyczne, obchodzone święta, przygotowywane prace manualne, odbywane przedstawienia, wstęp do nauki języka, rytmika,
+ Wysokość czesnego – na ten moment w Poznaniu jest to ok. 650 zł/ miejsce w żłobku państwowym i ok. 900 zł w żłobku prywatnym (z dofinansowaniem) – czyli wciąż sporo niższa niż wynagrodzenie niani (a wliczają się w nie również posiłki wraz z ich przygotowaniem).

 

MINUSY

 

Największy to moim zdaniem znacznie zwiększone ryzyko zachorowania – początkowo dzieci w tego rodzaju placówkach chorują bardzo często (co zwykle bardzo nie podoba się pracodawcom),
– Trudności związane z adaptacją w żłobku; opiekunki zwykle nie są w stanie poświęcić 100% uwagi jednemu dziecku,
Co za tym idzie musimy mieć świadomość, że żłobek nigdy nie zapewni indywidualnej opieki, tak jak w przypadku niani (na jednego nauczyciela w żłobku przypada 8 dzieci),
– Pomimo szerokiego przedziału godzinowego jest on jednocześnie całkowicie “sztywny” – musimy odebrać dziecko do konkretnej godziny i kropka, nikogo nie interesuje dojazd z pracy, korki czy inne zobowiązania,
– W żłobkach prywatnych brak zwrotu kosztów za nieobecność dziecka (w zależności od konstrukcji umowy). Często zwracana jest tylko kwota za posiłek (i to też od pewnej ilości dni), a czesne pozostaje bez zmian,
– Dojazdy do i z placówki – generują czas i koszty; może zdarzyć się, że dziecko jest w placówce 9-10 godzin (w zależności od tego jak daleko pracujesz i gdzie znajduje się żłobek). Ja kończąc pracę o 16:30, często byłam w żłobku po 17:00, a w domu po 17:30. W okresie jesienno-zimowym była to już prawie noc.

Moim zdaniem: Żłobek nie jest najlepszą formą opieki, ale żadna tak naprawdę nie jest doskonała.

Na pewno jest wyjściem dość ekonomicznym i właściwie często jedynym, jeśli rodzic chce lub z różnych przyczyn musi wrócić do pracy. Z pewnością jest łatwiej, jeśli dziecko poślemy do placówki poleconej, monitorowanej, a dziecku pozwolimy na dłuższą (nawet 2-4 tygodniową) adaptację w nowym miejscu.

 

żłobek czy niania

 

Babcia

 

To podobny temat jak niania, różni się tak naprawdę kilkoma (ale dość znaczącymi) niuansami:

 

PLUSY

 

+ Znajoma dziecku osoba, w związku z czym często nie musi się ono specjalnie “adaptować”,
+ Bliska również nam osoba, dzięki czemu nie musimy martwić się o to, czy dziecko będzie miało właściwą opiekę,
+ Babcia może zajmować się dzieckiem w naszym domu – odchodzi więc czas i koszty związane z dojazdami,
+ Podobnie jak w przypadku niani: większa elastyczność godzinowa, możliwość dodatkowej opieki przy innych okazjach, uwaga stricte poświęcona jednemu dziecku, mniejsze ryzyko zachorowania,
+ Koszt – to już kwestia indywidualnych ustaleń, ale zdarza się, że babcia opiekuje się wnukiem za darmo lub za niezbyt wysoką opłatą.

 

MINUSY

 

Podobnie jak w przypadku niani – babcia może zachorować i również pojawia się problem pt. “opieka”,
Choć raczej babcia nie odejdzie z dnia na dzień z własnej woli, to może ją zmusić do tego sytuacja, np. problemy zdrowotne lub zwyczajne przeliczenie się – babcia może nie zdawać sobie sprawy jak męcząca dla niej psychicznie i fizycznie może być codzienna opieka nad wymagającym maluchem,
– Babcia może nie do końca spełniać nasze oczekiwania, nie respektować naszych zasad, zatajać pewne rzeczy przed nami “z troski”, np. podawać słodycze czy przegrzewać dziecko – jej jednak trudniej będzie nam zwrócić uwagę niż obcej niani czy opiekunce w żłobku, którym za usługę płacimy,
W tym bardziej niekomfortowej sytuacji się stawiamy, jeśli babcia nie otrzymuje “wynagrodzenia” – trudno jest stawiać żądania, jeśli mamy świadomość, że robi nam przysługę opiekując się naszym dzieckiem za darmo,
– Nie każda babcia zgodzi się też, by poświęcać na to swój wolny czas, nawet jeśli kocha wnuka najbardziej na świecie. To całkowicie zrozumiałe – w końcu opieka dorywcza jest czymś zgoła innym niż pełen “etat”.

Moim zdaniem: Jeśli babcia chce i może opiekować się naszym dzieckiem, to jest to na pewno świetne rozwiązanie.

Bardzo często zdarza się, że babcie są osobami pracującymi – w związku z czym może się okazać, że zwyczajnie nie będą nam w stanie (pomimo najszczerszych chęci) pomóc. Jeśli jednak zdecydujemy się na takie rozwiązanie, warto już na starcie omówić oczekiwania zarówno jednej, jak i drugiej strony, tak by później uniknąć kłopotliwych sytuacji.

 

***

Jest jeszcze jedna opcja – MAMA. Czyli, że mama po urlopie macierzyńskim nie wraca do pracy, tylko dalej zajmuje się dzieckiem.

Tej jednak nie będę już szczegółowo omawiać, bo zakładam, że jeśli ktoś rozważa trzy wyżej wymienione, to znaczy, że kwestia sprawowania dalszej osobistej opieki nad dzieckiem została już z różnych przyczyn odrzucona. Tak było (i jest) również w naszym przypadku 😉

 

mama i dziecko

 

Zaraz, zaraz! Czy to znaczy, że…?

 

Dokładnie tak. Nieubłaganie nadszedł ten moment, od którego opiekę nad Oliwką będzie sprawował ktoś inny niż ja. Na jaką opiekę dla niej się zdecydowaliśmy?

Po raz kolejny postawiliśmy na instytucję żłobka. Jestem świadoma plusów i minusów każdej z opcji, ale po (wierz mi!) dogłębnym ich przeanalizowaniu uznaliśmy, że właśnie ta decyzja będzie najlepsza. Kiedy czytasz te słowa, Oliwka zaczyna swój pierwszy dzień adaptacji – a ja najprawdopodobniej siedzę teraz w samochodzie postawionym na żłobkowym parkingu i cała latam ze stresu 😉

Wiem jednak, że będzie dobrze… musi! Przeszliśmy przez to samo z Aleksem i daliśmy radę, więc teraz też damy 🙂 To jest właśnie jeden z elementów naszego życia, który właśnie zaczyna ulegać zmianie. A to jeszcze nie koniec! Od razu tez odpowiem na pytanie, które na pewno za chwilę się pojawi: Dlaczego Oliwka musiała w ogóle pójść do żłobka? Jest taka malutka, a ja “siedzę” w domu – czy nie mogła zostać dalej ze mną?

Nie mogła. Z wielu przyczyn. Głównie dlatego, że kończy mi się urlop macierzyński, a więc będę musiała za chwilę zacząć pracować w pełnym wymiarze godzin i zarabiać pieniądze.

Praca przy tak małym i absorbującym dziecku jest to szalenie trudne i frustrujące zajęcie – w szczególności, jeśli pracujesz z domu i wykonujesz pracę kreatywną. O ile np. składanie długopisów (czyli coś, co można robić automatycznie) jestem w stanie sobie wyobrazić, o tyle pracy, przy której NAPRAWDĘ trzeba się skupić (i nie odrywać co chwilę) już zupełnie nie – przynajmniej na dłuższą metę. W sytuacjach awaryjnych, przejściowych czy powiedzmy sobie szczerze: dodatkowych (jak praca na urlopie macierzyńskim) jest to jak najbardziej spoko. Kiedy jednak musimy zarabiać i poświęcić (co najmniej) 8 bitych godzin dziennie na pracę, wtedy zaczynają się schody.

Wierzę jednak, że mam tutaj na tyle wyrozumiałą społeczność, że nie muszę tego wszystkiego tłumaczyć bardziej szczegółowo. Oliwka zaczyna przygodę ze żłobkiem na razie po troszeczku. Przez dwa tygodnie będzie się na spokojnie adaptowała, a ja powoli będę wydłużać spędzany tam przez nią czas. Od marca już rusza na “pełen etat” do placówki – trzymaj więc za nią i za nas wszystkich kciuki 🙂

 

***

A Ty, na jaką formę opieki dla swojego dziecka się zdecydowałaś? Jakie kwestie były dla Ciebie najważniejsze przy podejmowaniu decyzji? Czego się najbardziej obawiałaś? Podziel się proszę w komentarzu swoją opinią na ten temat.

 


Zdjęcia: More for Family Fotografia


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:
  • zostawisz pod nim komentarz
  • polubisz mój fanpage na Facebooku, tak, żeby być na bieżąco z nowościami
  • zaobserwujesz mój profil na Instagramie