pomysł na biurko w salonie
Inspiracje,  Styl życia

Na czym polega praca blogera? (+ kącik biurowy w salonie)

W dzisiejszym wpisie poza tym, że zaprezentuję Ci zmiany, jakie zaszły w naszym salonie – a konkretnie metamorfozę kącika biurowego – to szczegółowo opowiem też o tym, na czym tak naprawdę polega praca blogera. Temat tego wpisu zajął drugie miejsce w głosowaniu na moim profilu na Facebooku, w związku z czym myślę, że ta tematyka może i Ciebie zainteresować 🙂 Od kiedy param się tym zajęciem, jakim jest prowadzenie bloga zdarza mi się spotykać z niezrozumieniem innych, napływającym z wielu stron. Nie tylko obce osoby “z internetu” nie mają pojęcia o tym, co ja właściwie robię (i że to zajmuje tak dużo czasu), ale i często również te bliższe – czytelniczki, czy nawet rodzina. Dziś chciałabym więc rozprawić się z wszelkimi mitami na ten temat. To jak, lecimy?

 I
Metamorfoza kącika w salonie

 

Zacznę dość przyziemnie, ale już za moment polecę samymi konkretami, obiecuję!

Kilka tygodni temu, kiedy już w pełni poczułam, że prowadzenie tego miejsca jest czymś, co chciałabym robić na pełen etat, zdecydowałam o konieczności posiadania własnego miejsca do pracy. Dotychczas pracowałam tak naprawdę wszędzie – na drewnianym krześle, w łóżku, z laptopem na kolanach czy telefonem w ręce. Miało to swoje plusy i minusy, ale zdecydowanie jednak więcej tych drugich.

Po pierwsze – potrzebowałam miejsca, w którym mogłam mieć rozłożone wszystkie swoje rzeczy i którego nie musiałabym przed każdym posiłkiem opróżniać (jak stołu jadalnianego w salonie). Po drugie – wygodnego krzesła, które wspierałoby mój kręgosłup podczas wielogodzinnego siedzenia za biurkiem. Po trzecie – kawałka ściany, na której mogłabym umieszczać rzeczy, o których chciałabym pamiętać lub którymi pragnę się inspirować.

W końcu, przy okazji któregoś weekendu (soboty albo niedzieli handlowej, już nie pamiętam) pojechaliśmy z Kubą po meble i dodatki i oto powstało ono – moje miejsce do pracy w domu. Nie owijając w bawełnę, szybko pokażę Ci jak to wszystko wyglądało wcześniej, kiedy na tym miejscu stała toaletka.

 

PRZED

 

metamorfoza kącika biurowego

 

Jak widzisz, ówczesna aranżacja nijak sprzyjała skupieniu podczas pracy 😉

Uprzedzając wszelkie pytania – nie, nie wyobrażam sobie pracować przy toaletce i mieć w tym miejscu takie 2w1. Zdecydowanie bardziej wolałam się jej pozbyć i przygotować miejsce stricte przeznaczone do pracy przed komputerem.

Dlaczego? Za wąski blat, lustro odbijające bałagan za plecami i drewniane krzesło. Prób było wiele, ale serio – no means no 😉

A jak to wygląda teraz?

 

Moje wyczekane miejsce do pracy

 

Nie jest to jeszcze miejsce ze snów, ale przyznasz, że różnicę widać gołym okiem 😉

Choć mój kącik biurowy w salonie spełnia już swoją funkcję, to jeszcze wymaga kilku usprawnień – na przykład poprowadzenia okablowania w sposób niewidoczny dla oczu 😉

Pewnie padną takie pytania, więc od razu powiem, że wszystkie meble i dodatki kupiliśmy w IKEA, a plakaty w ramkach pochodzą od Marheri Craftstutaj możesz je bezpłatnie pobrać i wydrukować.

 

Kącik biurowy w domu kącik do pracy inspiracje salon z wydzielonym kącikiem do pracy kącik biurowy w salonie

 i

No dobra, kącik kącikiem, ale przejdźmy już do głównego tematu dzisiejszego wpisu…

 

Na czym polega praca blogera?

 

Mam świadomość, jakie wyobrażenie cały czas pokutuje w sieci.

Bloger to osoba, która nic nie robi, siedzi całymi dniami w domu i tylko od czasu do czasu coś napisze albo strzeli sweet focię. Za wszystko zgarnia grubą kasę, a właściwie nie za wszystko, tylko ZA NIC. Bo przecież prowadzenie bloga to nie jest prawdziwa praca. To tylko pasja, więc wszystko co taka osoba robi powinna robić za darmo. W końcu to i tak zajmuje tylko chwilę.

No to teraz pora na konkrety: co tak naprawdę robi bloger?

 

salon z miejscem do pracy

 

Co robię jako blogerka?

 

  • Piszę teksty na bloga i do social mediów,
  • Robię zdjęcia i obrabiam je,
  • Nagrywam filmiki – na IGs i na YT,
  • Robię napisy do instastories,
  • Realizuję sesje zdjęciowe z fotografem, do których się wcześniej przygotowuję (kosmetyczka, zakupy, aranżacja),
  • Współpracuję z markami,
  • Odpowiadam na maile i wiadomości w SM,
  • Zajmuję się papierologią: przygotowuję dokumenty, skanuję umowy, tworzę rachunki…,
  • Prowadzę własne projekty,
  • Biorę udział w wydarzeniach i organizuję własne,
  • Występuję w telewizji, przygotowuję wpisy gościnne…

 

Szczerze mówiąc chyba nie jestem w stanie spisać wszystkiego, co robię w związku z blogiem – tego jest po prostu zbyt wiele. Niektóre rzeczy tak bardzo zazębiają się z moją codziennością, że już nawet nie jestem w stanie ich wychwycić. Te zajęcia, które wykropkowałam wyżej to tylko pewna namiastka tego, czym się zajmuję.

 

domowy kącik do pracy
 i
Ile czasu zajmuje prowadzenie bloga?

 

Napisanie jednego wpisu może zająć godzinę, ale również kilka dni.

Dla przykładu, stworzenie ostatniego tekstu (o tym, ile schudłam na diecie pudełkowej) zajęło mi 3,5 godziny. Miałam już jednak przygotowane zdjęcia ze zrealizowanej wcześniej sesji . Samo pisanie to nie wszystko – później dochodzi jeszcze korekta, często redagowanie zdań na nowo, dopieszczanie tekstu pod SEO, zmniejszanie wagi zdjęć i podpisywanie ich, dodawanie tagów, formatowanie… To wszystko zajmuje sporo CZASU.

Korespondencja mailowa z marką podczas jednej współpracy czasem może sięgnąć wymiany nawet 50-70 wiadomości.

Odpowiadam też czytelniczkom, cały czas. Tego nawet nie jestem w stanie zliczyć.

Sesja zdjęciowa to często dzień wyjęty z życia, w szczególności z dwójką dzieci na pokładzie.

Przygotowanie posta z fotografią kulinarną typu flat lay może zająć nawet godziny lub więcej – bo to nie tylko jedno “pstryk”, ale aranżacja potrawy i jej tła, wykonanie wielu zdjęć, selekcja, obróbka i napisanie treści.

Przy niemowlaku w domu i ciągłym odrywaniu się to wszystko może zająć dużo, dużo więcej czasu.

Ten wpis, który napisałam w 3,5h tak naprawdę powstawał cały dzień. Nie ma przecież takiej szansy, żebym tyle czasu ciągiem poświęciła na pisanie jednocześnie opiekując się Oliwką. Zaczynam dla przykładu o 8 rano i kończę o 15 – czyli de facto przez 7h usiłuję taki tekst stworzyć. Z tym ostatnim to i tak miałam mega fuksa, bo pisanie zahaczyło o dość długą jej drzemkę 😉

 


Przeczytaj jeszcze: W jaki sposób łączę macierzyństwo z pracą?


Praca w domu z dzieckiem

 i
Co bloger dostaje za darmo?

 

Tutaj odpowiem od razu: NIC.

Przez niespełna 5 lat prowadzenia bloga nigdy nie dostałam niczego za darmo. Oczywiście, zdarzyło mi się współpracować barterowo, ale barter to wymiana usług o tej samej wartości. Czyli, że otrzymałam produkt w zamian za pracę, którą wykonałam. I to nie tylko za to! To, co oferuję marce to nie dajmy na to “tylko wpis na blogu”, ale też szereg innych czynności, które muszę wykonać oraz społeczność, do jakiej udało mi się dotrzeć przez te wszystkie lata pracy.

To osoby, które każdego dnia wchodzą tutaj, czytają stworzone przeze mnie treści i biorą z nich dla siebie pewną wartość. Za darmo.

Wiele osób jest oburzonych tym, że blogerzy w ogóle podejmują się jakichkolwiek współprac. Uważają, że taki autor bloga się “sprzedał” i powinien dalej robić to, co robi na tych samych zasadach co dotychczas – czyli za darmo. Jestem tylko ciekawa, czy taka osoba również byłaby zainteresowana świadczeniem pracy dla swojego obecnego pracodawcy za darmo i tylko w imię pasji 😉

 

biurko w salonie inspiracje

 

Powiedzmy też sobie szczerze jeszcze jedną rzecz: gdyby nie lata bezpłatnego tworzenia i publikowania treści, to nigdy nie dostałabym żadnej propozycji płatnej współpracy. Można więc powiedzieć, że to co zdarzy mi się zarobić teraz jest niejako wynagrodzeniem za te wszystkie tysiące godzin pracy “za darmo”.

Wciąż pracuję “za darmo” – choćby wpis, który właśnie czytasz jest zupełnie darmowy 🙂 Napisałam go w święto, w dzień wolny od pracy, który mogłam spędzić ze swoją rodziną. Nikt mi za niego nie zapłacił, a mimo to wybrałam jednak to miejsce i pisanie, ponownie. Takich darmowych tekstów na moim blogu jest cała masa i cały czas produkuję ich znacznie więcej niż tych płatnych. Nie napisałam tych słów po to, żeby się w Twoich oczach wybielić, ale by nieco poszerzyć Twoją świadomość wykonywanego przeze mnie zawodu 😉

Jeszcze tylko na koniec dodam, że nic nie jest w stanie zaboleć mnie bardziej jak stwierdzenie, że “Mirka siedzi w domu i nic nie robi”. A mogłabym, w końcu jestem na urlopie macierzyńskim 😉 Nie musiałabym pracować, wystarczyłoby, że “tylko” zajmę się dziećmi i domem. Mimo to pracuję.

I choć nie oczekuję za to żadnego złotego medalu ani orderu uznania to tylko (albo aż) szacunku do wykonywanej przeze mnie pracy.

 

pomysł na biurko w salonie


Zdjęcia: More for Family Fotografia


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:
  • zostawisz pod nim komentarz
  • polubisz mój fanpage na Facebooku, tak, żeby być na bieżąco z nowościami
  • zaobserwujesz mój profil na Instagramie