Projekty,  Strefa Mamy

Moje tu i teraz: wrzesień 2019

Przyznam szczerze, że przez zdecydowaną większość czasu te moje comiesięczne “tu i teraz” tworzyły się w bólach. Nie dość, że sama narzuciłam sobie taką formę tego cyklu, to jeszcze musiałam przy tej okazji naprawdę sporo sobie poukładać w głowie, żeby móc wypuścić jakąś sensowną treść. Teraz jest zupełnie inaczej. Tyle się dzieje w moim życiu, że po pierwsze – super jest móc odhaczać kolejne miesiące w pewnego rodzaju “pamiętniczku”, a po drugie – tak naprawdę często jest to jedyna okazja, by podzielić się z Tobą tymi najbardziej intymnymi i ważnymi dla mnie sprawami. Mam więc nadzieję, że ze szczerą chęcią przeczytasz, co działo się u mnie we wrześniu… 🙂

 

Wrzesień: W końcu mam swój czas, to chyba dobry moment

 

CZUJĘ SIĘ… trochę zmęczona.

Po bardzo intensywnych wakacjach, nadeszła nie mniej intensywna jesień. Przyzwyczajona do pracy na wysokich obrotach, nawet na chwilę nie spuszczałam z tonu. Wypracowałam sobie pewne tempo i ani myślałam, żeby zwalniać. Trochę jednak musiałam, w końcu wszystko, co dobre nie trwa wiecznie 😉 Oliwka przestała być już tak chętnie leżącym na macie bobasem i zapragnęła eksplorować świat. Teraz już poza tym, że pełza jak szalona, to jeszcze siada, wspina się i podnosi. Czasem wyjdzie jej to lepiej, czasem gorzej – wszystko to już jednak musi odbywać się pod moim ścisłym nadzorem. W związku z czym, muszę się naprawdę mocno nagimnastykować, żeby wykrzesać z doby jak najwięcej na to, co w danym momencie jest dla mnie istotne.

Psychicznie chyba nie jestem aż tak bardzo zmęczona, jak fizycznie. Oli robi się coraz cięższa i choć tak naprawdę nie wymaga ciągłego noszenia na rękach to jest wiele sytuacji w ciągu dnia, kiedy jednak ją dźwigam. Dźwigam też wózek po schodach, zakupy, jest jeszcze przecież Aleks… Po całym dniu pracy oraz zajmowania się domem i dziećmi mam wrażenie, że jak się położę to już nie wstanę. I nie piszę Ci tego, żeby się nad sobą użalać – w końcu każdy z nas ma dokładnie to, na co się godzi – ale po to, żebyś wiedziała, że nie jesteś w tym wszystkim sama.

 

 

Moje życie to nie tylko pasmo radości i sukcesów. Jeśli patrzysz na moje zdjęcia, myślisz sobie “Takiej to dobrze…” i zastanawiasz się, czy w ogóle mam prawo na cokolwiek narzekać – to przestań. Nikt nie jest idealny i nie ma idealnego życia. Pamiętaj, że to co widzisz w sieci, to tylko wycinek mojego. Nie mam tu na myśli, że jest nieprawdziwy, ale to wciąż tylko jego wycinek. W pozostałej części też zdarza mi się mieć zły dzień albo nie mieć siły, by podnieść się z łóżka. Wkurzać się na zrządzenie losu i złośliwość rzeczy martwych. Też boli mnie głowa czy mam ochotę wystrzelić się w kosmos przy dwójce w domu.

Druga kwestia to to, że często widać tylko wierzchołek tego, z czym się w rzeczywistości zmagamy. W moim przypadku możesz odnieść mylne wrażenie, że tak świetnie sobie radzę i wszystko mi się udaje. Że prowadzenie bloga to przecież łatwa sprawa i właściwie mógłby to robić każdy. Zgodzę się jedynie z tym, że mógłby to zacząć robić każdy. Ale trzeba mieć w sobie naprawdę wiele pasji i wytrwałości, żeby robić to ZA DARMO, przez długi, długi (zdecydowanie zbyt długi) czas.

To, co widzisz to nic innego, jak jedynie efekt finalny mojej pracy. Tylko ja wiem, ile wyrzeczeń mnie to kosztuje. To ja wiem, że ten urlop macierzyński z Oliwką nie ma nic z urlopem wspólnego. Że bądź co bądź zabieram trochę tego czasu należnego tylko jej. Że w weekendy zawsze nadrabiam, realizujemy sesje zdjęciowe lub wykonuję inne czynności związane z prowadzeniem bloga. Że z telefonem się nie rozstaję, choć bardzo staram się, by czas na pracę i czas dla rodziny się ze sobą nie przenikał. I tak dalej i tak dalej. Nie mniej jednak…

 

 

JESTEM WDZIĘCZNA… za możliwości, które prowadzenie bloga mi daje.

Za te wykorzystane szanse, otwarte drzwi, poznanych ludzi i świetne współprace idealnie spójne z tym, co tworzę. To dzięki temu wszystkiemu mogę powiedzieć, że planuję za 5 miesięcy nie wracać do pracy u kogoś. Że naprawdę dążę do tego, by dalej robić to, co robię.

Mam świadomość, że praca dla siebie i u siebie to nie same plusy, ale na razie tylko na nich się skupiam. Jestem zapalona do takiej pracy i wręcz nie mogę się doczekać, aż w 100% przejdę “na swoje”. W końcu będę miała więcej czasu na to, na co nie miałam dotychczas i wierzę, że to moje miejsce w sieci rozkwitnie jeszcze bardziej. Już naprawdę sporo się tu dzieje i mam nadzieję, że to widać… Przestałam żyć w chaosie myśli i w końcu wiem dokąd zmierzam.

Coraz mocniej też utwierdzam się w przekonaniu, że zmiany są dobre. Często z pozoru zła wiadomość może w bardzo szybki sposób obrócić się w dobrą. Spotkało mnie kilka takich w ostatnim czasie i naprawdę za każdym razem wszystko wyszło na “moje”. Jestem wdzięczna za to, że udało mi się otworzyć oczy na to, co prawdziwie dobre i dzięki pozytywnym myślom jeszcze więcej tego dobra w moim życiu przyciągać.

 

 

PRACUJĘ NAD… swoją przyszłością.

Staję się tym, o czym myślę – a więc staram się myśleć tylko dobrze. Odrzuciłam towarzyszący mi na co dzień realizm, a często nawet pesymizm. Zaczęłam naprawdę skupiać się na tym, żeby w mojej głowie kiełkowały jedynie dobre myśli. Kiedy tylko pojawia się sprawa, która wzbudza mój niepokój, staram się nie rozkładać jej na czynniki pierwsze. Nie analizować, ale przyjąć z góry jako coś dobrego.

Nie rozmyślam już o tym, co się stanie, jeśli wszystko potoczy się źle. W końcu zrozumiałam, że to co zasieję, musi do mnie wrócić. Chciałabym, żeby wracały do mnie same dobre rzeczy, a więc tylko takie zasiewam w moich myślach 🙂  

 

 i
Czas teraźniejszy dokonany

 

Co udało mi się w tym miesiącu zrobić?

Napisać kilka artykułów:

Podjąć współpracę z nową fotografką, Olą z More for Family Fotografia, której zdjęcia możesz obejrzeć choćby w dzisiejszym wpisie 🙂

Pojawić się w Pytaniu na Śniadanie, z tematem o tym, czy cesarskie cięcie może zwiększyć ryzyko autyzmu u dziecka (materiał na ten temat możesz obejrzeć TUTAJ) – dokładnie w swoje 30 urodziny!

Po raz kolejny odnotować rekord statystyk! We wrześniu na bloga trafiło niespełna 30 tysięcy unikalnych użytkowników, którzy wspólnie wygenerowali ponad 46 tysięcy odsłon moich wpisów 🙂 Bardzo Ci za to dziękuję, bo nie byłoby mnie w tym miejscu bez Ciebie, moja czytelniczko!

 

 

CHCIAŁABYM… mieć więcej mocy przerobowych.

I najlepiej ani razu nie zachorować w najbliższych miesiącach, bo wtedy to już w ogóle będę ze wszystkim w tyłku… 😉 A ze wszystkim innym już sobie jakoś poradzę 🙂

A jak Tobie minął wrzesień? Uchroniłaś się od choroby? Odniosłaś jakiś sukces? A może miałaś urodziny? Koniecznie pochwal się, co Tobie udało się w minionym miesiącu zrealizować 🙂

 


Zdjęcia: More for Family Fotografia


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:
  • zostawisz pod nim komentarz
  • polubisz mój fanpage na Facebooku, tak, żeby być na bieżąco z nowościami
  • zaobserwujesz mój profil na Instagramie