Strefa Mamy,  Styl życia

Kiedy nie mam czasu na marnowanie czasu…

To zdanie ostatnio cały czas przyświeca mi podczas wspólnych dni z moimi dziećmi. I choć dla kogoś być może brzmi jako niezrozumiały pęd za… (No właśnie, za czym? Bo sama nie wiem?) to dla mnie idealna kwintesencja codzienności świeżo upieczonej (co z tego, że drugi raz?) mamy. Znaczy to ni mniej ni więcej tyle, że kiedy pojawi się choć na chwilę WOLNY CZAS to wykorzystuję go w pełni. Nie zaraz tylko teraz – bo zaraz tego czasu może już nie być. Nie marnuję go więc na bezcelowe siedzenie w telefonie ani na posadzenie tyłka na kanapie (w końcu to mogę z powodzeniem robić w czasie karmienia) – o nie! Zabieram się za zrobienie czegoś, czego nie zrobię z Oliwką na ręce (albo zdecydowanie wygodniej byłoby mi to robić bez niej). Cóż więc wtedy robię?

Wszystko po trochu, wszystko co akurat wymaga zrobienia. Pierwsze poranne minuty wyrwane podczas chwili spędzonej przez Oli w leżaczku przeznaczam na szybki prysznic. Umiem już nawet zamknąć go w minucie. W pozostałym czasie wstawiam wodę na herbatę i wrzucam na gaz owsiankę dla Aleksa. Zdążę ją nawet przełożyć na talerz zanim usłyszę dobiegające z salonu pierwsze oznaki niezadowolenia. Na szczęście ja śniadanie mam gotowe – bo tych minut na przyrządzenie czegoś dla mnie już niestety zabrakło. Sięgam więc do lodówki, jedną ręką szukam sztućca i… już jem. A często karmię i jem jednocześnie, mam już to opanowane do perfekcji.

Dalej każdy mój dzień wygląda już totalnie inaczej. W zależności od tego, czy zaplanowane mamy jakieś wyjście (np. do lekarza) układa się wszystko pozostałe. Jednego dnia uda mi się w krótkich chwilach spokoju posprzątać z Aleksem jego pokój albo wstawić pranie. Wczoraj udało mi się sporo – ogarnęłam kuchnię, wstawiłam pralkę i zmywarkę, a nawet wyprasowałam ciuszki Oliwki. I nie, nie kosztem dzieci. I wcale nie w jakimś specjalnie długim czasie.

Po prostu coś, co kiedyś zajmowało mi więcej czasu teraz nauczyłam się robić ekspresowo. Niekoniecznie tak idealnie jak do tej pory – ale jest zrobione. A w końcu to zrobione jest lepsze od doskonałego.

I choć zawsze mówiłam, że umiem odpuszczać, to teraz naprawdę wiem co to znaczy. To ona mnie tego nauczyła – moja córka. I ten bałagan wcale mi nie przeszkadza. Kiedy jednak miewam kryzysy z nim związane wystarczy, że spojrzę na moje dzieci i wówczas bardzo szybko schodzę na ziemię. Przypominam sobie co jest TAK NAPRAWDĘ dla mnie ważne i załącza mi się taki wewnętrzny spokój.

Moje dzieci nie będą kiedyś pamiętać tego, czy podłoga była wylizana ani czy w pościeli były okruchy. Nie będą pamiętać blatu w kuchni zawalonego naczyniami ani porozstawianych suszarek z praniem w salonie. Będą za to pamiętać, czy mama miała czas. Czy nie denerwowała się zbyt szybko. Czy się uśmiechała. Czy po prostu z nimi BYŁA. I ja właśnie JESTEM.

Staram się nie zatracać w tym całym MIEĆ. Bo jasne, że uwielbiam mieć porządek. Uwielbiam mieć kilka kilo mniej, uwielbiam mieć ułożone włosy i świeżo uzupełnione rzęsy. Uwielbiam mieć poczucie, że mi się coś udaje. Że jestem zorganizowana i efektywna. Uwielbiam się nie zatrzymywać ani na chwilę.

Ale przede wszystkim chcę BYĆ.

Być z nimi, być w pełni. Ułatwiam sobie więc życie jak tylko mogę. Bo nie mam czasu na marnowanie czasu! Nie mam czasu na to, by zajmować czy przejmować się pierdołami. Nie mam czasu na leserstwo, a wyśpię to się po śmierci 😉

To właśnie dlatego wspomagam się cateringiem dietetycznym od Marago Fit, właśnie dlatego nauczyłam się prosić o pomoc w ogarnianiu domu, właśnie dlatego mamy nowego domownika – odkurzającego robocika. Właśnie dlatego, że cenię sobie swój czas. A jako, że mam go mniej niż kiedykolwiek wcześniej, zwyczajnie przestałam go marnować. Żyję w biegu jak dotychczas, ale wszystkie pokłady energii kieruję na to co naprawdę ważne.

To nic, że dobę mam wypchaną po brzegi. Ale mogę dzięki takiemu podejściu pozwolić sobie na godziny siedzenia na dywanie z Oliwką podpiętą do piersi i Aleksem układającym klocki. Bez poczucia winy czy wyrzutów sumienia. Przestałam w końcu spisywać plan dnia. Nie obarczam się nie realną do zrealizowania listą rzeczy “to do”. Robię absolutne minimum z minimum i od czasu porodu totalnie nie myślę o tym, że “coś muszę”. Ja muszę to zjeść i się wysikać. Muszę zaopiekować się dziećmi. A resztę to ewentualnie mogę. Przy nieodkładalnym dziecku tylko spokój ratuje moje zdrowie psychiczne, więc to jeszcze jego stawiam na piedestale potrzeb, ale poza tym – zupełnie nic.

I wiesz co? Jest mi z tym naprawdę dobrze.

 


Partnerem tego wpisu jest najlepszy catering dietetyczny w Poznaniu i okolicach – Marago Fit

Jeśli podobnie jak ja, masz ochotę zawalczyć o zdrową sylwetkę i lepsze samopoczucie pamiętaj o kodzie blondpanidomu10 uprawniającym do 10% rabatu podczas składania zamówienia na www.maragofit.pl


Zdjęcia wykonał Łukasz Roszyk Photography. Gorąco zapraszam Cię na jego fanpage.


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:
  • zostawisz pod nim komentarz
  • polubisz mój fanpage na Facebooku, tak, żeby być na bieżąco z nowościami
  • zaobserwujesz mój profil na Instagramie