Styl życia

Kiedy ciąża staje się własnością publiczną?

No właśnie, kiedy? Ja wychodzę z założenia, że jak tylko opinia publiczna się o ciąży dowie, nasz stan i niczego nieświadome, jeszcze nienarodzone maleństwo staje się własnością wszystkich dookoła. I nie, wcale nie cieszy mnie to stwierdzenie, wręcz przeciwnie – przykre, ale prawdziwe.

Ja należę do grupy ludzi, która nie lubi być pouczana (ach, jak miło móc wszystko zrzucić na hormony!) i nie znam nikogo, kto mógłby pouczać mnie. Może zostanę od razu szkalowana i rzucona rekinom na pożarcie, ale nie, nie boję się moich stwierdzeń, zawsze mówiłam to co myślę, czasem może nawet zbyt dosadnie i tutaj będzie tak samo.

Droga Mamo, Pamiętaj!

Jesteś w ciąży, jesteś własnością publiczną. Każdy człowiek, bliski, daleki, nieważne, czy członek rodziny, znajomy czy obcy nagle staje się ekspertem ds. ciężarnych, noworodków, karmienia i porodów. Każdy chce bez skrępowania na te tematy rozmawiać i wszystko wiedzieć. Na porządku dziennym są pytania: „Gdzie/jak zamierzasz rodzić”, „Dlaczego cesarka, przecież tylko poród naturalny, sprawia, że można stać się Prawdziwą Kobietą?” (WTF?!), „Będziesz karmić naturalnie?” (Spróbuj powiedzieć, że nie!), „Dlaczego TYLKO rok?”, „Twój mąż będzie przy porodzie?” (Przecież powinien, to logiczne.) itp. itd.

Pamiętaj! „Jedz za dwoje!” (z tego co wiem to dla dwojga, a jako żywieniowiec znam zalecenia dla kobiet w ciąży, ale myślę, że Ty jednak wiesz lepiej), „No to koniec z obcasami!”, „Kawę czy herbatę? Dla Ciebie oczywiście herbata, przecież nie możesz.”, „Wiesz, że musisz spać tylko na lewym  boku?” (a co jak obrócę się przez sen?), „Po co już kupujesz rzeczy dla dziecka, nie zapeszaj, kompletuje się wyprawkę dopiero po porodzie!”, „Nie chcę się wtrącać, ale za moich czasów…” – ja mówię STOP absurdalnym radom innych. Najlepiej nie wdawać się w dyskusje o poradach dla kobiet w ciąży.

Brzuch – każdy chce go dotknąć, uważa, że ma do tego święte prawo. Nawet mój mąż nie rozumie, czemu nie wolno bez pytania dotknąć brzucha nie swojej kobiety. Tłumaczyłam mu to, że to tak, jakby ktoś dotknął czegoś, co jest dla mnie osobiste, prywatne. Mówię mu: „Chciałbyś żeby każdy bez pytania dotykał moich cycków?”, on twierdzi, że to nie to samo. Może i zbyt dosadnie, ale to moje ciało, mój brzuch i moje dziecko w  środku, a sądzę, że każda przyszła matka chce swoje maleństwo chronić i nie narażać na stres.

Tak samo jest z wielkością brzuszka, nie u każdej ciężarnej jest widoczny od razu. Zależy to od wielu czynników, od wyjściowej wagi ciała przed ciążą, budowy ciała, wzrostu, mięśni brzuszka, tego, czy to pierwsza ciąża, czy kolejna itp. itd. Nie znaczy to od razu, że coś jest nie tak, a porównywanie „A Zosia miała w tym tygodniu co Ty większy/mniejszy/bardziej okrągły/spiczasty” od razu odbieram jako zarzut, bo w sumie co mnie to?

Imię – temat rzeka. Z moich własnych obserwacji lepiej unikać tego tematu jak ognia z KIMKOLWIEK, bo nie znasz dnia ani godziny 😉 Nie warto się dzielić z nikim niż z mężem/ojcem dziecka swoimi pomysłami na imię. Rodzice bardzo by chcieli, żeby dać na imię tak i tak; koleżanka pracuje w przedszkolu i głęboko wierzy, że imię jest przypisane do charakteru – Nadie to niejadki, wiecznie ryk i awantury, Oliwie – przemądrzałe, Wojtki – płaczliwe; Staś – nie możesz dać, bo w końcu chrześniak ma tak na imię; Ignacy – inna koleżanka uważa, że to imię jest okropne i tylko dzieciaka skrzywdzisz, a Krzysztof – koledze z pracy kojarzy się z wujkiem-alkoholikiem, więc nawet nie próbuj tak maluszka nazywać. Ogólnie zdaniem kuzynki Geni to najlepiej zebrać znajomych do kupy, każdy napisze na kartce swoje ulubione imię, a Ty je wylosujesz i po kłopocie.

Nie wiem czy to śmieszne, czy żenujące, ale ja i mój mąż chcąc nie chcąc też ulegamy wpływowym „opiniom” i „złotym radom”, więc APELUJĘ – jeśli jesteś człowiekiem przy zdrowych zmysłach i nie chcesz stracić znajomego/członka rodziny, albo tylko z kimś współpracujesz/jesteś sąsiadem nie wyrażaj swoich arcymądrych opinii na temat imienia dziecka, bo to nie Twój cyrk i nie Twoje małpy. A jeśli jesteś przyszłym rodzicem to szczerze i od serca polecam wszelkie swoje pomysły i decyzje dotyczące ciąży i maleństwa konsultować z mężem/żoną i ginekologiem, a nie z połową osiedla. Od razu +100 do spokoju ducha. I powiedzieć po porodzie „To jest Aleksander”.

Podsumowując, z bliżej nieokreślonych przyczyn od kobiety w ciąży oczekuje się zrezygnowania z własnego: JA, zdania („ja wiem lepiej”), intymności (brzuch i maleństwo to dobro publiczne i tyle), życia (najlepiej założyć worek pokutny i myć zęby pastą do butów), i wielu innych rzeczy oraz traktuje jak inkubator bez uczuć. Oświadczam wszem i wobec, że JA to JA. To moja ciąża, moje ciało, moje dziecko i JA wiem najlepiej, co robić. A nawet jeśli jeszcze nie wiem (bo przecież nie muszę!), życzę sobie by pozwolono mi dowiedzieć się wszystkiego co trzeba we własnym tempie, na własnych zasadach, bez zbędnej spiny. Dziękuję, pozdrawiam.

P.S. Tak to ja, wyrodna przyszła matka dbająca o swój wygląd w ciąży i malująca paznokcie.

0 thoughts on “Kiedy ciąża staje się własnością publiczną?

  1. Ciąża to nie choroba! Malowałam twarz, paznokcie, a nawet farbowałam włosy (co prawda u fryzjera ale jednak) 🙂 Na obcasach nie chodziłam bo przed ciążą też zakladałam je rzadko… Nie rozumiem kobiet które chodzą w poplamionych rzeczach, z rozmazanym makijażem i przetłuszczonymi włosami. Ciąża to piękny okres, nie prędko się powtórzy (no chyba, że w Waszym przypadku jest inaczej), delektuj się nią i nie pozwól nikomu wtargnąć do swojego życia. Na złote rady jest tylko jeden sposób – OLEJ JE! Chyba każdy to przechodzi i niestety kiedy MALEŃSTWO pojawi się na świecie będzie jeszcze gorzej (wiem z autopsji). Kilka głębokich wdechòw oraz myśli o KRUSZYNIE pozwolą Ci przetrwać najgorsze! Głowa do góry! 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *