Ciąża,  Projekty

Jak z głową skompletować wyprawkę? 7 najlepszych rad.

Ostatnie teksty dotyczące kompletowania wyprawki pojawiły się na tym blogu wieki temu, bo dokładnie całe 3 lata wstecz. Bardzo jestem ciekawa, czy jesteś tu ze mną od tych czasów, ale tak naprawdę  poczucie ciągłości tego tematu nie powinno mieć dla Ciebie większego znaczenia. Tak czy inaczej, możesz szybko przeskoczyć do ówczesnej części głównej, która obejmuje tak naprawdę wszystko, co wówczas uważałam, że posiadać koniecznie trzeba i swego czasu, dla wielu kobiet była gotową listą zakupową. Jakby tego było mało, krótko później rozszerzyłam część stricte apteczną i poświęciłam jej osobny wpis. Dlaczego o tym wszystkim mówię? Bo teraz przyszedł czas na rachunek sumienia. Co tak naprawdę było mi pomocne, a co kompletnie zbędne? Poznaj moje wyprawkowe hity i kity w formie 7 najlepszych rad, jakie możesz dostać.

 

Najpierw zaplanuj budżet

To będzie Twój punkt wyjścia, dowiesz się na ile możesz sobie pozwolić. Na początku skup się na największych, a zarazem jedynych takich naprawdę niezbędnych wydatkach, czyli: łóżeczko, wózek i fotelik samochodowy. Sądzę, że z tym nie ma co polemizować. U nas jeszcze takim dość dużym był zakup niani elektronicznej i monitora oddechu. Oczywiście, że możesz nie mieć samochodu, a monitor uznać za fanaberię. Wiedz jednak, że bloga prowadzę już pewien kawałek czasu i zdążyłam się zorientować, że żadna wiedza nie będzie uniwersalna dla każdego. Zaczerpnij więc tylko tyle, ile potrzebujesz. Myślę jednak, że kwestia budżetu jest kluczowa i na dodatek nierozerwalnie wiąże się z kolejną radą:

 

Rozkładaj wydatki w czasie

Ja kupowałam od samego początku. Przeróżne rzeczy, bo jestem mistrzem wyszukiwania promocji. Wózek był w naszych rękach już w 8 tygodniu ciąży, a na pomysł generalnego remontu wpadłam niedługo potem. Syndrom wicia gniazda tak mi się wkręcił, że wraz z moimi naturalnymi skłonnościami do planowania nie miał sobie równych. Właściwie mogę się przyznać, że w tamtym czasie wszystko się kręciło wokół organizacji naszego przyszłego życia we troje. Może nie popadaj w takie skrajności jak ja, ale to naprawdę bardzo dobra rada. Nigdy nie wiesz co się wydarzy. Jedno z Was straci pracę, złamiesz nogę, będziesz musiała całą ciążę leżeć czy urodzisz przedwcześnie. Okej, tak naprawdę wszystko możesz zamówić przez internet, ale są jednak rzeczy, które warto zobaczyć na żywo. Kupowanie co jakiś czas nie dotyka tylko i wyłącznie kwestii finansowych, ale dodatkowo daje Ci poczucie kontroli na sytuacją i mówiąc łopatologicznie „w razie czego” nie będziesz ze wszystkim w ciemnej dupie.

 

Szukaj i czytaj. Dużo.

W internecie naprawdę możesz znaleźć wszystko, czego dowodem jest choćby ten wpis. Czerp z doświadczeń innych, wyłuskaj dla siebie tą rzeczywiście przydatną wiedzę. Wiem, że pewnie myślisz teraz tak jak ja i chciałabyś swojemu dzieciątku nieba przychylić i kupić mu wszystko. Ale serio – ono tego wszystkiego nie potrzebuje. Ja zachwyciłam się kołyską i kupiłam ją jednocześnie z łóżeczkiem. Łóżeczko miało stać w pokoju Aleksa, a kołyska w naszej sypialni. Dodatkowo była na kółkach, bo planowałam ją przemieszczać – a to do salonu, kiedy będę prasować albo do kuchni, kiedy będę gotować. Guzik. Wiesz ile razy ją przemieszczałam? Zero. I ile czasu Aleks w niej leżał? Tydzień. Szybko zorientowaliśmy się, że przy nim to żadnego filmu w sypialni nie obejrzymy (nie mieliśmy wtedy telewizora również w salonie), a i dla niego to niezdrowo spać przy jakichś odgłosach. Do tego kołyska była bardzo płytka, więc jak tylko zacząłby się przewracać czy siadać – stałaby się kompletnie nieprzydatna. To tylko przykład jakich wiele. (Gdybyś jednak się na taką uparła, to mam mniej więcej taką i sprzedam tanio).

Szukaj, pytaj i nic nie zakładaj. Ja zakładałam, że przyda mi się organizer na łóżeczko, bo tak pięknie wyglądał na zdjęciach. Dodatkowo kupiłam też PODAJNIK na pieluchy z Ikei. Wszystko to sprzedałam krótko później, bo przypomniałam sobie, że przecież mam komodę, która jest wprost stworzona do przechowywania takich rzeczy. Nic się nie kurzy, nic nie jest na widoku i łatwiej po to sięgać.

 

„Hmmm… a to suszarka nie wystarczy?”

 i

Stwórz listę prezentów

To nie moda, to konieczność. Może będziesz organizować baby shower? Pamiętaj, że bliscy na pewno będą chcieli podarować coś dzieciątku, kiedy wpadną w odwiedziny. Albo chrzciny. Po co mu trzeci miś do kolekcji, który i tak będzie zbierał kurz? Zadbaj o to zawczasu. W zależności od relacji w rodzinie, to również możesz ustalić wcześniej. Dla przykładu, mi przyjaciółki organizowały baby shower i podarowały Aleksowi wielofunkcyjny leżaczek, krzesełko do karmienia i Szumisia. Wszystkie te rzeczy i tak planowałam kupić, więc tak naprawdę prezenty odciążyły nasz budżet o około 550 zł. Kwestię przydatności Szumiącego Misia omawiam w odcinku (tutaj), więc nie będę już tej kwestii powielać, ale krzesełko (Antilop, Ikea) mega polecam. Leżaczek to też super sprawa, początkowo używaliśmy go do karmienia (kiedy Aleks jeszcze nie siedział) i można było go rozłożyć na płasko do spania. Musisz jednak pamiętać, że to dość duży wydatek, a leżaczek nie będzie służył maluszkowi zbyt długo. Gdybym nie dostała go w prezencie, raczej rozważałabym zakup używanego.

i

Nie gódź się na kompromisy

Są sytuacje, w których pewien wydatek jest konieczny. Po prostu musisz go ponieść i pogódź się z tym. Jeśli kupujesz używane łóżeczko, to i tak wywal stary materac i kup nowy. Używany jest jak używane buty (też nie kupuj!) – przyjmuje kształt pierwszego właściciela. Może więc być dla Twojego maluszka niewygodny, niekorzystnie wpływać na jego dopiero kształtujący się kręgosłup i powodować wady postawy. Nie wiesz też, w jakich warunkach był przechowywany, czy nie jest zawilgocony, a w środku nie lęgną się robaki. Sporo produktów dla niemowlaka możemy kupić z drugiej ręki, ale wybierając pewne rzeczy nie warto szukać oszczędności. To samo tyczy się fotelika samochodowego. Dziecko musi jeździć bezpiecznie, a bezpiecznie to jest tyłem, jak najdłużej. Aleks ma teraz 2 lata i 9 miesięcy i dalej jeździ tyłem. W foteliku, który posiadamy może jeździć do 18 kg, a aktualnie ma niespełna 14 – więc jeszcze trochę pojeździ. Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej, wpadnij na grupę Foteliki montowane tyłem do kierunku jazdy (RWF) – pytania i odpowiedzi na Facebooku. Jest prowadzona pod patronatem sklepu eksperckiego tylem.pl (nikt mi za to nie płaci, że to piszę – a chciałabym). Przede wszystkim w każdej kwestii dotyczącej Twojego dziecka miej umysł otwarty na wiedzę.

 

„O mój Boże, jakie to jest śliczne!” (czyli mega wzrusz)

 

Idź z duchem czasu

Niektóre rozwiązania są archaiczne, po prostu. We wpisie Agi znajdziesz informacje o tym, że w ramach kompletowania wyprawki sprawiła swojemu przyszłemu dziecku 30 pieluch tetrowych. Delikatnie Cię nakieruję, że to z deczka za dużo. Ja z niewiedzy popełniłam życiowy błąd i kupiłam gruszkę do czyszczenia nosa. Wyrzuciłam ją zaraz po pierwszym użyciu. Generalnie nie ma co specjalnie bać się nowości, a wręcz zaryzykowałabym stwierdzenie, że warto z nich korzystać. Nikt mnie nie przekona o wyższości Fridy, w której maszyną ssącą (a właściwie mówiąc obrazowo wyciągającą smarki z nosa dziecka) będziesz Ty – nad całkowicie bezpiecznym aspiratorem podłączanym do odkurzacza (Katarek Plus – nie, znów nie płacą. Jeśli wpis będzie sponsorowany to się o tym dowiesz). To wydatek na kilka lat życia, u nas w użyciu non stop. Pomimo, że Aleks umie wydmuchiwać nos (i to dość mocno), to nigdy nie mogę wyjść z podziwu, ile jeszcze jego smarków (sorry) jest w stanie odciągnąć aspirator.

Pozostając w temacie, to już nie te czasy by robić inhalacje nad miską i z ręcznikiem na głowie. Aleks dostał inhalator-nebulizator od cioci, kiedy miał miesiąc. Jest przez nas używany już trzeci rok (taki mamy). Sama go używam podczas choroby czy problemów z zatokami (są dwie maseczki w zestawie). Nie myśl, że kupisz jak dziecko zachoruje. Zachoruje na pewno, masz to jak w banku. A skończy się to tak, że będziesz wysyłać w nocy męża do apteki i kupi go za 3x większą kwotę niż w internecie. W związku z tym…

i

Bądź przezorna

A przezorny zawsze ubezpieczony.  Mam świadomość, że niektórzy rodzice wolą odłożyć zakupy na okres „po porodzie” w myśl zasady „kupię, jak będzie potrzebne”. Ja do tego grona nie należę, choć rozumiem kierujący nimi motyw główny czyli po co kupować, skoro później może się nie przydać. Ja osobiście wolałam szukać oszczędności kiedy jeszcze miałam na to czas, siłę i chęci. Od zawsze mam tak, że „wolę nosić, niż się prosić”, jestem aż nadto zapobiegliwa i wolę mieć coś wcześniej niż później panikować, że nie pomyślałam. A przecież skoro zawsze myślę o wszystkim, to czemu miałam w tej kwestii odpuścić? Ten punkt dopasuj pod siebie. Nie ma dobrego ani złego wyjścia. Ja mam takie doświadczenia, ale nie jest powiedziane, że u Ciebie też tak będzie. Sama popełniłam kilka błędów i kupiłam rzeczy totalnie nieprzydatne. Nigdy nie użyłam: zasypki do pupy, oliwki, jałowej gazy, obcinaczki do paznokci (od zawsze tylko nożyczki), spirytusu, siatkowej myjki do ciała i wielu innych rzeczy, a które miałam w szufladzie komody. Sterylizatora i podgrzewacza do butelek nigdy nawet nie kupiłam i ich braku w żaden sposób nie odczułam. Za to miałam przed porodem kupiony laktator, który przydał mi się jeszcze w szpitalu i długo potem (rocznemu Aleksowi robiłam kaszki na moim mleku).

 

„Czy ona mnie w ogóle słucha…?”

 

Mogłabym tak jeszcze długo i długo, ale tak naprawdę wszystkie te punkty sprowadzają się do jednego i tego samego: nie ma idealnej rady dla każdej mamy. Każda z nas jest inna, ma odmienne priorytety i kieruje się różnymi wartościami w życiu. Ja w kompletowaniu wyprawki dla Aleksa przepadłam bez reszty i mogę się przyznać szczerze, że trochę przesadziłam z zakupami. Ale sama wiesz jak to jest – w większości przypadków uczymy się dopiero na swoich błędach. Poza tym, każde dziecko jest inne i na jedno zadziała Szumiś, na drugiego bambusowy otulacz, a na trzeciego godzinne bujanie. Nie jesteś w stanie tego przewidzieć, ale na pewno jesteś w stanie zrobić jedno – postarać się dowiedzieć jak najwięcej. I tutaj powielę słowa Agi, bo zgadzam się z nimi w całej rozciągłości: Żadna wyprawka nie da Ci gwarancji, że wszystko pójdzie ok. Ważniejsze jest gromadzenie wiedzy o tym, jakie decyzje będziesz musiała podjąć, przygotowując się na przyjście dziecka. Tylko, albo aż tyle.

Jeśli aktualnie kompletujesz wyprawkę, koniecznie daj znać, na ile przydały Ci się moje rady! A może ten etap masz już za sobą i możesz ocenić je na chłodno, z dłuższej perspektywy? Co było dla Ciebie najważniejsze, a bez czego mogłaś się spokojnie obyć? Jaki zakup uważasz za najgorszy?

Jeżeli spodobał Ci się ten film to koniecznie zasubskrybuj nasz kanał, aby nie przegapić kolejnego odcinka.
 i

 

Tekst powstał w ramach projektu ProbleMatki, który ma na celu podniesienie świadomości młodych rodziców w kwestiach dotyczących zdrowia ich dzieci. Współtworzę go z Agnieszką Sawicką – lekarzem dla dzieci, a jego efekty możesz obserwować na naszym kanale. W kwestiach technicznych wspierają nas: Lady Amarena Photography (nagranie) & Wiksz (montaż).


Może zainteresują Cię również poprzednie artykuły (i odcinki) z tego cyklu:

SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:
  • zostawisz pod nim komentarz
  • polubisz mój fanpage na Facebooku, tak, żeby być na bieżąco z nowościami
  • zaobserwujesz mój profil na Instagramie
  • Kasia Goch

    Powiem jedno – ja przy kupowaniu wyprawki, wpadłam w delikatny zakupoholizm. 🙂 Ale na szczęście korzystałam ze wszystkiego co kupiłam, po prostu odbijało mi przy kupowaniu ubranek 🙂

    • plakatowka

      Miałam tak samo, na dodatek kupiłam wyprawkę w błękicie bo miał być chłopak a okazało się, że córeczka… wyglądała uroczo w tych niebieskościach i kremach, nie załuję

  • Aleksandra Załęska

    Ja wyprawkę zaczęłam kompletowac w 6 miesiącu ciąży. Wyszukiwalam promocje i wtedy coś kupowałam. Nie kupowalismy wszystkiego na raz tylko od czasu do czasu

  • Elżbieta Tchorowska

    O, u Ciebie też jest Aleks! Mój Aleks pozdrawia!
    Co do wyprawki, to u mnie było dokładnie odwrotnie. Faktem, pewne rzeczy należało kupić bo tak i już, ale zabrałam się za to dopiero pod sam koniec. Może się zdziwicie, ale moja wyprawka (bez pieluch, mleka, chusteczek – czyli takich rzeczy dokupywalnych) wyniosła 1500 złotych. Ze wszystkim – nawet z ciuchami przez pierwszy miesiąc. Rozumiem potrzebę kupowania i jej nie neguję Broń Boże. Natomiast czasem zastanawiam się, o co tyle płaczu z kosztami wyprawki 🙂

  • Bardzo fajny temat 🙂 Ja mam to świeżo za sobą, córeczka ma 3 miesiące 🙂 Na początku w ogóle nie mogłam się ogarnac z tymi rzeczami, w internecie mogłam znaleźć tyleeee informacji…a nie wiedziałam, co tak naprawdę mi się przyda. Bardzo ważne jest to, co napisałaś , o tym, żeby wydatki rozkładać w czasie. Naprawdę koszty są dosc duże. Ciężko mi chyba powiedzieć, czy żałuje, ze coś kupiłam… Miałam znajoma położna, która mniej więcej podpowiadała mi co tak naprawdę jest potrzebne. Bez niej bym nakupywala pewnie pełno nieużywanych kitow 🙂 Pomocny post, super 🙂 milkowomi.blogspot.com

  • Agata Maj

    Co prawda wpis nie dla mnie, ale fajnie się czytalo 🙂

  • plakatowka

    idzie się zatracić w tych wszystkich maleńkich cudownościach

  • Agnieszka Sawicka

    Spodobała mi się wzmianka o gruszce – że dla ciebie to był błąd życia:) Ja do gruszki dojrzałam po porzuceniu aspiratora, gruszki 2-częściowej, żeby w końcu zwykłą gumową gruszkę uznać za najlepsze rozwiązanie do kataru. Też się zgadzam z tym, co napisałaś: w większości przypadków uczymy się dopiero na swoich błędach.

  • bardzo przydatny post

  • Ja też w ramach wyprawki (dla bliźniąt) kupiłam 30 pieluch tetrowych. Nie uważam by to było „z deczka za dużo”. Przydały mi się na każdym etapie. Oczywiście nie do funkcji „przewijaczej” ale np jako ultra lekkie okrycie, przy ulewaniu, jako podkład na ogólno dostępnych przewijakach itp… 🙂 🙂 🙂

  • Monika Kondzior Daniłowicz

    Ja kompletując wyprawkę najpierw zrobiłam listę najpotrzebniejszych rzeczy a jak te były już zakupione wtedy kupowałam te które cieszą oko i są ładne.;-)

  • opowiem ci

    Bardzo fajny wpis, zaplanuj budżet i rozłóż listę zakupów w czasie to coś dla mnie! 🙂