Ciąża,  Strefa Mamy

Jak wyrzucić z pracy ciężarną? „Opowieść podręcznej” dzieje się w Polsce.

Rzadko wypowiadam się w kwestiach politycznych, ale kiedy te dotykają bliskiego mi tematu – po prostu nie umiem siedzieć cicho. Wiesz, o czym mowa? Ostatnio w mediach zawrzało o zmianach, na które do tej pory nie porwał się jeszcze żaden rząd: będzie można zwolnić kobietę w ciąży.  Kobiety te, pracujące w firmach zatrudniających do 10 pracowników nie będą już w szczególny sposób chronione przed zwolnieniem – taki zapis znalazł się w projekcie Kodeksu Pracy. Sam pomysł zmiany nie zabolał mnie jednak tak bardzo jak osoby, które mu przyklaskują.

Po raz kolejny zarzucają, że „ciąża to nie choroba” i że nie mogą doczekać się takiej zmiany. Ich zdaniem „w ostatnich latach jest wysyp kobiet, które max. do 3 tygodni po podjęciu pracy informuje, że jest w ciąży i albo od razu, albo po krótkim czasie idzie na zwolnienie”. Zgodzę się, że z pewnością część kobiet robi takie rzeczy z premedytacją, ale przecież nie można ich wszystkich wrzucać do jednego worka! Ja osobiście nie znam ani jednej takiej, a Ty? Znam za to wiele, wiele kobiet, które latami stara się o ciąże lub je traci, jedną po drugiej. Sama jestem w tym gronie… Wiesz, jakie mam doświadczenia z pracodawcami?

 

Anna and Elena Balbusso: The Handmaid’s Tale by Margaret Atwood

 

Ciąża 1.

Pracowałam w tej firmie już pewien kawałek czasu, później ślub i ciąża. Od początku czułam się bardzo, bardzo źle. Pierwsze miesiące wspominam jak przez mgłę. Całymi dniami nie wychodziłam z łóżka, tak silne mdłości i wymioty mi dokuczały. Nie miałam siły nic zjeść, a kiedy już czułam, że muszę – dosłownie biegłam (!) do kuchni po kawałek chleba i smarowałam go masłem siedząc na ziemi bo nie byłam w stanie stać. Jak już posmarowałam to wracałam do łóżka, by zjeść moją super-wartościową kanapkę na leżąco. Dodatkowo, pojawiło się u mnie plamienie i lekarz zalecił leżenie oraz leki podtrzymujące ciążę. Przy takim samopoczuciu i kiedy ciąża jest zagrożona to nikt przy zdrowych zmysłach nie pracowałby na siłę. Ja nie pracowałam. Przebywałam na zwolnieniu lekarskim od 7 tygodnia ciąży. Dalej cała moja ciąża przebiegała książkowo i urodziłam zdrowego, donoszonego syna.

Postawa pracodawcy: Miesiąc po przejściu na zwolnienie lekarskie powinnam otrzymać premię roczną – już jej nie dostałam. Umowa o pracę skończyła mi się jakoś w połowie urlopu macierzyńskiego. Oczywiście nie została przedłużona bez słowa pożegnania.

 

Netflix’s TV show „The Handmaid’s Tale”

Ciąża 2.

Planowaliśmy ją zdecydowanie szybciej, jednak po urlopie macierzyńskim udało mi się znaleźć pracę marzeń. Socjal, elastyczne godziny pracy, premie roczne, cudowni współpracownicy, niesamowita atmosfera, możliwości rozwoju i co najważniejsze… poczucie, że jestem właściwą osobą na właściwym miejscu. Postanowiliśmy odłożyć plany związane z powiększeniem rodziny na co najmniej rok. Chciałam popracować, wykazać się, „zagrzać miejsce”. Słowa dotrzymaliśmy. Kiedy zaszłam w ciążę, nie posiadałam się z radości. Planowałam pracować jak najdłużej, niestety los zdecydował inaczej. Ciąża nie rozwijała się prawidłowo, zaczęły się intensywne plamienia. Nie chciałam, ale zostałam przykuta do łóżka na dwa tygodnie ze względu na realne zagrożenie poronieniem. Leki podtrzymujące ciążę oraz leżenie były dla mnie jedyną nadzieją. Niestety nie pomogły (historia mojej drugiej ciąży). Nie skorzystałam ze skróconego urlopu macierzyńskiego przysługującego w takiej sytuacji, tylko od razu wróciłam do pracy.

Postawa pracodawcy: Niestety mojej przełożonej nie było stać na ani jedno słowo współczucia tylko od razu poinformowała mnie, że moja umowa nie zostanie przedłużona. Jednocześnie podziękowała za zaufanie, jakim ją obdarzyłam informując o ciąży (!), powiedziała, jak bardzo jest zadowolona z mojej pracy i że wystawi mi najlepsze referencje, że mam pomyśleć, co firma mogłaby dla mnie zrobić i czy może chciałabym odbyć jakieś szkolenie, by podnieść swoje kwalfikacje? A później przedłożyła swoje prywatne plany nad moje życie po stracie mówiąc wprost, że „musi myśleć o sobie” i „nie może sobie zablokować dwóch etatów ciążami”. Jednak najtrudniejsza była w tym wszystkim zmowa milczenia – nikt ze współpracowników nie mógł wiedzieć, że to pracodawca postanowił się ze mną rozstać i dlaczego. Odejście zostało przykryte faktem, że umowa dobiega końca (po roku i 3 miesiącach) i że nie zostanie przedłużona. Wszyscy byli w szoku, łapali mnie na korytarzu, podczas obiadu czy mailowo i pytali co się stało, a ja nie mogłam nic powiedzieć. Nikt nawet nie wiedział o ciąży, poza przełożonymi. Długo się z tego upadku podnosiłam.

 

Zdjęcie: Bryan Bedder/Getty Images

 

Ciąża 3.

Niestety, po utracie poprzedniej ciąży mój organizm długo dochodził do siebie. Wręcz myślałam, że już nigdy nie będzie mi dana kolejna i szybko odpuściłam. Może właśnie dlatego informacja o trzeciej ciąży tak nas zaskoczyła. Podobnie, jak w poprzedniej pracy, tak i w nowej nie umiałam z pracy zrezygnować. Słaba odporność, choroba miesiąc w miesiąc, ale ja mimo to posłusznie chodziłam do biura. Teraz wiem, jak wielki był to błąd. Bardzo szybko z ciążą zaczęło dziać się źle. Pojawiło się krwawienie, serce naszego synka biło wolno, zbyt wolno. Ja jednak do pracy chodziłam do samego końca, brałam leki, no ale przecież… „co ma wisieć, nie utonie”. W końcu już nastąpił moment krytyczny – usłyszałam, że „ciąża obumarła, serce dziecka nie bije” i dalej wszystko potoczyło się bardzo szybko. Szpital, zabieg i… pustka. Czułam ból przeszywający moje serce, ale równocześnie miałam poczucie, jak gdyby to wszystko nie dotyczyło mnie. A potem przez wiele dni takie, jak gdyby ktoś ustawił mnie na tryb stand-by.

Postawa pracodawcy: Na tą chwilę trudno mi powiedzieć, bo nie jesteśmy w kontakcie. Podejrzewam, że to mieszanka zaskoczenia i… wkurzenia. Bo w końcu ktoś nieobecnego pracownika musi zastąpić.

 

Zdjęcie: Getty

 

W kierunku wewnętrznego spokoju

Aby przezwyciężyć emocjonalny szok, potrzeba czasu. Czasu na to, by też przyswoić sobie wiadomość, że ciąży już nie ma, że tego dziecka już nie będzie. By zdać sprawę z tego co się dzieje. Ja po przejściach z poprzednimi pracodawcami, tym razem w końcu zdecydowałam postawić na siebie. Na to, bym wróciła do pełni zdrowia psychicznego i fizycznego. Na tą chwilę nie jestem w stanie opisać tych silnych emocji, które wciąż wstrząsają moim umysłem i przygniatają serce. Staram się jednak robić coś dla siebie i z myślą o sobie.

Wróćmy jednak do tematu – czy kobieta taka jak ja, powinna chodzić do pracy w zagrożonej ciąży? Czy taka kobieta powinna być obarczona stresem, że zostanie z tej pracy zwolniona lub umowa nie będzie jej przedłużona? Ochrona dla kobiet w ciąży powinna być zapewniona i już. I nieważne, czy pracowała w firmie 5 lat czy 1 dzień. No naprawdę – jak myślisz, ile jest tych, które „specjalnie” zaszły w ciążę? A może „specjalnie” straciły dziecko, by „specjalnie” skorzystać z urlopu macierzyńskiego? Oto mój apel: LUDZIE, ZASTANÓWCIE SIĘ, CO PISZECIE!!!

Zgodzę się, że ciężarna kobieta to pewna strata finansowa dla pracodawcy (ale po 33 dni niezdolności do pracy dalej płaci ZUS), potrzeba znalezienia zastępstwa za pracownika, ale jak to się ma do… życia? Do życia, które ma szansę się narodzić, a czasem jego jedyną szansą może być właśnie owo zwolnienie lekarskie? Kiedyś pracodawca musiał zagwarantować pracę chronioną, skrócony czas pracy, czy inne udogodnienia i nikt nie widział problemu, a kobiety nie musiały się obawiać zwolnienia z pracy. Dlaczego teraz to taki problem?

Przede wszystkim warto się zastanowić, dlaczego kobiety w ciąży „uciekają” na zwolnienia lekarskie i generują tak ogromne problemy dla biednych pracodawców. Ja powtórzę jeszcze raz: nie znam ani jednej, która by uciekła z lenistwa. Lepiej zadawać pytania niż żyć w przeświadczeniu, że wie się wszystko, a tak naprawdę jest się zwykłym głupkiem.

 

Netflix’s TV show „The Handmaid’s Tale”

SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:
  • zostawisz pod nim komentarz
  • polubisz mój fanpage na Facebooku, tak, żeby być na bieżąco z nowościami
  • zaobserwujesz mój profil na Instagramie
  • Pierwsza ciąża – pozamaciczna, druga ciąża – poronienie, trzecia ciąża – krwawnienia w 6 tygodniu, zwolnienie lekarskie i oszczędny tryb życia. Powrót do pracy po macierzyńskim – wypowiedzenie pierwszego dnia, dalej proces i wygana. Chociaż trochę satysfakcji, że utarłam nosa. Czwarta ciąża – wszystko w porządku, praca do 23 tygodnia, kiedy siedzenie przy komputerze przez 8 godzin po prostu zaczęło mnie męczyć i bolał mnie od tego brzuch. Za kilka tygodni powrót. Ciekawa jestem co mnie czeka…

  • Przeczytałam z zapartym tchem i jestem ciekawa jak potoczą się losy tego projektu….

  • Jola Kierzkowska

    u mnie było tak, że jak zaszłam w ciąże mój poprzedni pracodawca twierdził „ach oczywiście, Pani się nie boi, nie zwolnię pani”, a potem gdy kończył mi się urlop macierzyński stwierdził „przykro mi, nie mam dla pani miejsca”.. mnie to wyszło na dobre, ponieważ teraz pracuję u kogoś kto takich problemów nie stwarza, a to znaczy, że jeszcze istnieją pracodawcy, którzy mimo wszystko są OK.

  • A ja każdemu kto tak myśli mówię żeby sobie założył firmę przyjął dwie, trzy kobiety w ciąży i wtedy sobie pogadamy.
    Nota bene też byłam w ciąży i też byłam na zwolnieniu, ale znam również problem od drugiej strony i to wcale nie jest takie biało-czarne.

  • Poruszyła mnie Twoja historia..Praca nijak ma się do życia – to trzeba sobie zapamiętać raz na zawsze. I często niestety są takie podziękowania za dobre chęci ;/ Hmm a co do proponowanych zmian..jestem przerażona propozycjami. To już całkowicie jest dziwaczna w państwie, które w teorii chce prowadzić polityke prorodzinną..W teorii..Poczekajmy natomiast, czy fakycznie zostanie to wprowadzone. Szczerze licze na to, że jednak ktoś się opamięta..

  • Joanna Mitura

    Wiem ze takich historii jest mnóstwo. Ale ja pracując w ogromnej korporacji bardzo często spotykam się z zupełnie odmiennymi historiami. Kobiety wykorzystują dobrego-przyjaznego macierzyństwu pracodawcy. Po za mną i jeszcze dwoma moimi koleżankami w mojej firmie w której pracuje 12 lat żadna podkreślam żadna dziewczyna nie pracowała w ciazy! Idą na zwolnienie po zrobieniu testu ciążowego i przynoszą L4 w stecz! W moim zespole mam dziewczynę która staż pracy na 6 lat a faktycznie przepracowa 18 miesięcy, (!obrcnie w trzeciej ciazy). Na jej etacie „na zastępstwo” uczciwie pracuje inna osoba która nie wciąż nie ma umowy na czas nieokreślony. Notorycznym jest to ze dziewczyny, moje koleżanki nie mają najmniejszej ochoty przepracować jednego tygodnia w ciazy, bo przecież zawsze będą miały gdzie wracać! Uwierzcie mi, tacy pracodawcy tez są! Sama jestem kobietą i wiem ze ważna dla nas jest dobra praca , pozycja i macierzyństwo nie powinno mieć na to żadnego wpływu. Patrząc na statystyki widać ile kobiet zrezygnowały z pracy w erze 500+ przez takie „masowe” działania nigdy nie będziemy równo traktowane z mężczyznami i zawsze w pracy będziemy pracownikami drugiej kategorii!

  • Agnieszka Sawicka

    Praca na etacie z socjalem to dzisiaj rzadkość. Najczęściej masz propozycje kontraktu z działalności. Ciąża czy ZLA równa się wtedy zasiłek kilkaset złotych z ZUSu i brak gwarancji, że zleceniodawca za rok będzie ten sam.

  • Karolina

    Myślę, że to czy ciężarna idzie na zwolnienie zależy od tego czym się zajmuje. Nie dziwię się kobietom pracującym w marketach czy na halach produkcyjnych, że idą na zwolnienie. Popieram je i też bym poszła. W czasach, w których wiele osób ma problem z zajściem w ciążę takie podejście nie powinno nikogo dziwić.

  • Marzena

    Miałam dokładnie taką samą sytuację jak Ty w pierwszej ciąży. Chociaż wciąż słyszałam że w moim, byłym już, miejscu pracy nie robią żadnych problemów kobietom w ciąży, a że względu na warunki pracy (laboratorium chemiczne) wręcz wysyłają na L4. Umowa skończyła się w trakcie urlopu macierzyńskiego. Kiedy kilka miesięcy przed zakończeniem umowy prosiłam o spotkanie w sprawie jej przedłużenie, dostałam tylko maila zwrotnego, że nie moja bezpośrednia przełożona nie widzi możliwość dalszej współpracy. Bez żadnego wyjaśnienia. Będąc już na zwolnieniu wróciłam na trzy dni żeby dokończyć wszystkie badania i nauczyć kolejną osobę jak je wykonywać. Skończyło się to pobytem w szpitalu w 12 tygodniu. Potem z domu dopięłam wszystkie sprawy formalne i wysłałam wszystkie potrzebne raporty, żeby nie było przeze mnie zaległości. Kiedy upomniałam się o te wyniki, dostałam informację, że zostały powtórzone przez osobę która uczyłam. Dziś szukam pracy i kolejnej ciąży nie planuję.

  • Camilla Iamwhoiam

    Osobiście uważam, że najlepszą polityką prorodzinną w naszym kraju mogłoby być właśnie dbanie o szczególną ochronę kobiety w ciąży i jakiś spory czas po urodzeniu dziecka po powrocie do pracy. Kobieta powinna mieć prawo pracować na utrzymanie rodziny, być aktywną ale też móc zaangażować się w to do czego stworzyła nas natura…wydania na świat nowego życia. Danie 500+ to pójście na łatwiznę i umożliwienie duuuużo większej nieuczciwości niż legalne zatrudnienie się i chęć pracy dla siebie i bliskich nawet w sytuacji gdy w planach jest powiększenie rodziny. I dobrze, oby umożliwić to. Ochrona kobiety w ciąży jest ochroną życia…umożliwienie jej spokojnego noszenia dziecka w łonie i opiekę nad nim w czasie gdy to jest nieodzowne (pierwsze lata życia dziecka) . Mam współpracownika, który mówi „albo secydujesz się na pracę albo na dziecko”. A ja się pytam dlaczego jedno ma wykluczać drugie? Jak dużo jest takich rodzin, które poradzi sobie bez pensji kobiety i jak dużo współcześnie jest kobiet, które nie chcą podjąć pracy…to daje nam poczucie bezpieczeństwa i niezależności oraz często wzbogaca osobowość a nie tylko ogólne pojęcie: kompetencje i kwalifikacje zawodowe. Przybijam piątkę autorce i pozostaję w nadziei, że coś się zmieni…na lepsze.