Dziecięcy Świat

Jak w 3 dni pożegnaliśmy się z pieluszką? Nasza historia.

O ten wpis prosiłyście mnie od dawna. Przyznam się, że myślałam o nim wielokrotnie, ale postanowiłam napisać dopiero wtedy, kiedy Aleksowi uda się tą umiejętność faktycznie posiąść. Bo w końcu – chyba nie było sensu po raz kolejny odkrywać koła i przytaczać wypowiedzi „amerykańskich naukowców”, jak to być powinno? Bo o tym, że każde dziecko jest inne i na każde zadziała inna „metoda” z pewnością już doskonale wiesz. Uznałam, że najlepiej będzie, kiedy ten tekst to będzie w 100% nasza historia. Bo tylko taka będzie w stanie Cię zaciekawić, bo tylko z takiej będziesz w stanie zaczerpnąć nieco dla siebie na (może już wcale nie tak daleką?) przyszłość. Zostań więc ze mną przez kilka chwil i dowiedz się, jak to się stało, że w 3 dni pożegnaliśmy się z pieluszką.

 

Odpowiedni moment

 

Muszę się przyznać, że tego całego odpieluchowania nie planowałam teraz. Przegapiliśmy moment w zeszłym roku, przed wakacjami w Grecji, kiedy to Aleks chętnie na nocnik siadał i warto było ten fakt wykorzystać. Uznaliśmy jednak, że nie będziemy targać ze sobą nocnika (bo przecież i tak ledwo co się zmieściliśmy w trójkę w dwie walizki), a później nosić go ze sobą na każdą wycieczkę. Teraz wiem, że to był błąd, bo i co tu dużo mówić… wtedy nasza „wygoda” i niechęć do „psucia wakacji” była ważniejsza niż walka z pieluszkami. W końcu Aleks miał wtedy prawie 2 latka, no i jeszcze tyle czasu przed sobą! Nic bardziej mylnego.

Zainteresowanie nocnikiem minęło mu wraz z powrotem do domu. Chodził jednak do żłobka, gdzie od czasu do czasu był wysadzany, miał „obycie” – w końcu codziennie obserwował, że inne dzieci siusiają do nocnika, albo za pomocą nakładki na kibelek. Kilka miesięcy temu ponownie się tym faktem zainteresował i bardzo na ten „kibelek” chciał chodzić. Sprawiało mu to ogromną frajdę, do tego stopnia, że wieczorem podczas usypiania zaliczaliśmy ciągłe wycieczki do toalety. Bez większych sukcesów, bo ani razu nic nie udało mu się zrobić. Nawet nie tyle nie udało, co chyba nawet nie próbował 😉 Po prostu toaleta była fajna, a siedzenie na kibelku bardzo przyjemne, bo przecież można rozwinąć w międzyczasie całą rolkę papieru na przykład 😉

 

Wciąż niegotowy

 

Później ja zaczęłam trochę łapać stresa, bo w końcu od września Aleks ma iść do przedszkola i musi już umieć załatwiać swoje potrzeby na nocnik. Nie przerażała mnie tak bardzo kwestia jego wieku (za 2 miesiące skończy 3 latka), bo uznałam, że przecież w końcu   t e n   m o m e n t   nadejdzie – jak fakt, że będzie problem z pójściem do przedszkola. Jak wiemy, czas płynie niemiłosiernie szybko i miałam świadomość, że ani się obejrzę, a wakacje już będą się chylić ku końcowi. Nie miałam jednak w sobie za grosz mobilizacji, a ciągłe odkładanie w czasie tego procesu zrzucałam na karb tej całej jego „niegotowości”. Brakowało mi też konsekwencji: prawie codziennie rano sadzałam go na nocnik (i robił siusiu), w żłobku jednak był w pieluszce, a po powrocie do domu czegoś próbowałam (ale chyba sama nie wiedziałam, czego tak właściwie) i od czasu do czasu próbowałam go na ten nocnik posadzić (w związku z czym, zwykle bez efektów).

 

Wielka zmiana

 

Jak wielki wpływ mają na nas inni ludzie i że często potrzebujemy bodźca, żeby w końcu zacząć działać przekonałam się kilka dni temu, a konkretnie w czwartek, kiedy to mieliśmy odwiedzić znajomych z dziećmi. Temat odpieluchowania cały czas leżał gdzieś odłogiem, przykryty kurzem. Wystarczyło jednak kilka słów koleżanek, żebym to właśnie ja (a nie Aleks) wzięła się w końcu do roboty! Zachęciły mnie, żebym po prostu wsadziła Aleksowi majtki na tyłek i to nie za chwilę, po weekendzie, albo jeszcze kiedyś tam. Najlepszy moment, to ten tu i teraz! Jak postanowiłam, tak też zrobiłam. Nieważne, że jedziemy „w gości” – zaczęło się na dobre 🙂 Na początku oczywiście sama nie wierzyłam w to, że się uda, ale nie chciałam (bo tego bardzo nie lubię), by ktoś później zarzucił mi, że nie próbowałam 😉 Od tego dnia zaczęło się tłumaczenie: Pamiętaj, że teraz nie masz pieluszki, tylko majteczki. W majteczki nie robimy siusiu. Jak będziesz chciał siusiu, to powiedz mamie i tacie… i pytanie co kilka chwil: Chcesz siusiu? Chce Ci się siusiu? Chcesz usiąść na nocnik? Tego dnia sukcesów nie było. Ale czego wymagać od dziecka pochłoniętego zabawą z kolegami, które jeszcze przecież przed chwilą miało pieluszkę na tyłku? Choć pojawiło się też jedno światełko w tunelu: przybiegał i zaczął mówić, że robi siusiu (w trakcie), a później nauczył się wstrzymywać siusiu na dłuższy czas (nawet 4 godzin), a nie jak do tej pory posikiwać w pieluszkę, jak tylko mu się zachce.

Kolejny dzień (piątek) to było nawet jeszcze większe wyzwanie logistyczne. Korzystając z Majówki i pięknej pogody wybraliśmy się do Deli Parku (zobacz więcej: Atrakcje dla dzieci w Poznaniu) i konsekwetnie postanowiliśmy brnąć w to całe odpieluchowanie dalej. Zabraliśmy ze sobą plecak, a w nim nocnik i sporo majtek i spodenek na zmianę. Aleks dalej „wołał” – i już nawet trochę szybciej niż dzień wcześniej. Kilka razy udało nam się „zdążyć” z nocnikiem. W samochodzie nie mieliśmy żadnych wpadek.

 

Teraz już tylko z górki

 

Sobota to już był miód na moje serce. Aleks zaczął sam zdejmować majteczki, siadać na nocnik i robić co trzeba 🙂 I to nie jeden raz, ale za każdym razem! Niedziela – to samo. Dzisiaj już powinien iść do żłobka, jednak postanowiłam go jeszcze ten ekstra dzień w domu przetrzymać, by móc mu tą nowo nabytą umiejętność jeszcze utrwalić 🙂 Jak widać, każdy jeden moment jest na wagę złota! Jutro już pójdzie do żłobka, z całym arsenałem zapasowych ciuszków i liczę, że będzie dokładnie tak, jak w domu 🙂

 

Motywacja jest tym, co pozwala Ci zacząć.
Nawyk jest tym, co pozwala Ci wytrwać.

Jim Ryun

 

 

Kluczowa w całym procesie jest konsekwencja. I wiara. Mi zabrakło i jednego i drugiego. Z góry założyłam porażkę, więc nie chciałam marnować sił na coś, co i tak się nie powiedzie. Z pewnością nie warto czekać, aż dziecko samo heroicznie porzuci pieluchy, tylko zapewnić mu odpowiednią stymulację. Oczywiście mowa już o nieco starszych dzieciach, bo ja akurat nie jestem zwolnienniczką treningu czystości już od pierwszych tygodni życia. Jednak w takim przypadku jak nasz, to tylko upór, konsekwencja i determinacja były w stanie doprowadzić nas do sukcesu. Nie mam wątpliwości, że trening nocnikowy jest więc wyzwaniem nie tylko dla dziecka, ale również dla rodzica. To często w sobie należy szukać tej wytrwałości i od siebie w pierwszej kolejności zaczynać cały ten proces.

A czy Ty jesteś jeszcze przed odpieluchowaniem swojego dziecka, czy masz je za sobą? Podziel się w komentarzu, jaki był Twój „sposób”, by dokonać tego sprawnie i skutecznie? A może ten temat ciągnął się u Was dłużej? Ile lat miała Twoja pociecha, kiedy zaczęła załatwiać swoje potrzeby do nocnika? 🙂

 

 


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:
  • zostawisz pod nim komentarz
  • polubisz mój fanpage na Facebooku, tak, żeby być na bieżąco z nowościami
  • zaobserwujesz mój profil na Instagramie
  • Zainspirowałaś mnie. Sama odkładam w czasie odpieluchowanie małej a ma już 2 i pół roku. Ciągle mowie sobie ze chyba nie jest gotowa że poczekam aż będzie ciepło bo przecież jak zacznie nosić majtki i popuszczać będę jeszcze więcej prania a u nas w mieszkaniu i tak jest na nie mało miejsca. Ciągle mam wymowkę. Chyba pora zabrać się do roboty bo jak widać można 🙂

  • kinga

    Moja córka ma 2latka i dwa miesiące,ostatnio zauważyliśmy z mężem że zrobi siusiu w pampersa i go zdejmuje przynosi i mówi że ma fuj. Postanowiliśmy wykorzystać to i zrezygnować z pieluszki . Tak więc od wczoraj zapas majtek zrobiony i działamy. Posikała się w majtki kilka razy poczuła że jest nie fajnie więc jak tylko popuscila w majtki następnym razem leciała na nocnik. Starszy syn bardzo szybko się nauczył. Powodzenia i Trzymajcie kciuki😂