Inspiracje,  Projekty

Dobry serial, ale jaki? 2# czyli zróbmy z tego cykl.

W marcu napisałam dla Ciebie tekst o 5 nowościach Netflixa, które mnie urzekły. Nagle okazało się, że cenisz sobie moje zdanie i w tym temacie, a także fakt, iż za jednym razem i w przystępny sposób podaję Ci na tacy odpowiedź na nurtujące Cię po nocach pytania: Co warto obejrzeć w tym miesiącu, a co sobie odpuścić? Które seriale warto nadrobić? Kwiecień okazał się być jednak tak bardzo wypełniony serialami, że pomyślałam sobie… a może by tak cykl? Przez to, że w podsumowaniach miesiąca delikatnie poruszam te kwestie, miałam wrażenie, że nie wyczerpuję ich w pełni, tak więc pomysł na pociągnięcie serialowo-filmowych wątków osobno było w moim odczuciu niczym innym jak tylko właściwą konsekwencją. Mam więc nadzieję, że szukając opinii na temat nowości Netflixa i nie tylko, swoje pierwsze kroki skierujesz właśnie tutaj. Zostań ze mną już teraz i dowiedz się jakie 5 pozycji uczyniło mój miesiąc lepszym.

 

Manhunt: Unabomber

 

Serial obejrzany przez nas jeszcze w kwietniu i to jednym tchem. Zdecydowanie trzymający w napięciu. O co w nim z grubsza chodzi? Akcja serialu dzieje się dwutorowo – mamy rok ’95, kiedy to Jim Fitzgerald, profiler z FBI dostaje propozycję dołączenia do jednostki ścigania, która ma zidentyfikować i aresztować terrorystę znanego jako Unabomber. I jednocześnie, śledzimy też bieg wydarzeń niemal 18 lat później, ale ale… nie będę przecież zdradzać wszystkiego 😉 Muszę tylko powiedzieć, że ani z opisu ani z nazwy serial nie jest „w moim guście”, ale absolutnie nie żałuję, że dałam się na niego namówić. Atmosfera i niespieszne tempo hipnotyzują i nie pozwalają oderwać oczu od ekranu. Mimo, iż wiemy, jak ta historia się skończy, to w niczym to nie przeszkadza. Do tego bardzo podoba mi się głębia psychologiczna głównych postaci. To kawał dobrej produkcji, nic dodać, nic ująć. I co najważniejsze – w tym wszystkim dostarcza ogromnego materiału do przemyślenia…

Zwiastun możesz obejrzeć tutaj.

 

Zdjęcie: „Manhunt: Unabomber” (Netflix)

 

The Handmaid’s Tale

 

W podsumowaniu kwietnia pisałam Ci, że bardzo wyczekiwana druga seria produkcji The Handmaid’s Tale 26 kwietnia trafiła do katalogu serwisu Showmax Polska! Naprawdę nie mogłam się jej doczekać, bo pierwszy sezon dosłownie miażdży! Co to znaczy? Mnie osobiście zadziwia aktualność tak dojrzałego materiału. Mogłoby się wydawać, że w naszych czasach wydarzenia przedstawiane w serialu nie mogą mieć miejsca… ja jednak mam wrażenie, że częściowo żyjemy już w serialowej rzeczywistości, choć może nie do końca zdajemy sobie z tego faktu sprawę. Od czasu, jak na świat przyszedł Aleks, pewne kwestie poruszane w filmach i serialach dotykają mnie o wiele mocniej. Utożsamiam się z ich bohaterami w 100%, jestem z nimi całym swoim sercem i duszą. Przeżywam wszystkie etapy razem z nimi…

Najbardziej jednak wstrząsa mnie fakt ukazania, jak bardzo znany nam i wygodny świat może zmienić się teraz, tak nagle. Za naszego życia. A wszystko, do czego dochodziliśmy poprzez stulecia: humanitaryzm, wolność, moralność, równouprawnienie, zniesienie niewolnictwa – wszystko to może z dnia na dzień zamienić się w pył. Może właśnie dlatego „Opowieść podręcznej” jest tak niezwykłym ładunkiem emocjonalnym. I dlatego sądzę, że to pozycja obowiązkowa dla każdego – nie tylko dla rodzica.

Zwiastun drugiego sezonu tego serialu możesz obejrzeć tutaj.

 

Zdjęcie: „The Handmaid’s Tale” (Hulu)

 

Bloodline

 

Muszę to przyznać – ten thriller psychologiczny z początku mnie do siebie nie przekonał. Może zbyt szybko pojawił się wątek kryminalny w tle, a tego typu seriali widziałam w ostatnim roku naprawdę wiele. Powiem więcej – chciałam go porzucić. Klimat rozwijał się powoli (momentami nawet tak wolno jak flaki z olejem), za to pojawiało się dużo faktów i rodzinnych tajemnic, w których było mi trudno się odnaleźć. Nie pamiętam już, co mnie podkusiło do dalszego oglądania, ale teraz już wiem – to było dobre przeczucie. Nie będę długo owijać w bawełnę… To bardzo dobrze napisana i przemyślana historia. Serial jest rewelacyjny, obsada to perełka, a Ben Mendelsohn to naprawdę taka wisienka na torcie… Jego postać jest tak skomplikowana psychologicznie, że sama nie byłam w stanie określić, czy chcę mu współczuć czy walnąć… A może obie te rzeczy jednocześnie? Tak czy inaczej: gra aktorska i wiarygodność postaci to naprawdę na tyle mocne elementy, że choćby dla nich warto odpalić sobie ten serial. Tylko uwaga! Są aż 3 sezony, więc decyzję lepiej podejmij na własną odpowiedzialność, bo gwarantuję, że przepadniesz z kretesem!

Obejrzyj sobie zwiastun tutaj i szybko leć na Netflix. 🙂

 

Zdjęcie: „Bloodline” (Netflix)

 

Riverdale

 

Słyszałam o tym serialu już jakiś czas temu, ale z kolei mój mąż nie chciał o nim słyszeć 😉 Chyba nawet obejrzeliśmy kiedyś początek pierwszego odcinka, po czym stwierdził, że kolejnego (po Gossip Girl i Pretty Little Liars) serialu „o nastolatkach” oglądać nie będzie. Jak to się więc stało, że jednak udało mi się go obejrzeć? Pewnie wiesz, z mojego Facebooka i Instagrama, że niedawno Aleks trafił do szpitala. Spędziłam tam z nim cały tydzień, ale na przedostatnią nockę udało mi się dostać wychodne do domu (K. mnie zmienił). Siedząc w łóżku, jak singielka (haha :D) zastanawiałam się, co mogę obejrzeć do kolacji… No i w końcu dotarło do mnie: coś, czego nie obejrzałabym z mężem! Mój wybór od razu padł na Riverdale, i naprawdę, naprawdę: NIE ZAWIODŁAM SIĘ. Wręcz przeciwnie. Potrzebowałam wytchnienia od takich serio mrocznych tematów i znalazłam je 🙂 Co nie znaczy, że w tym serialu ich brakuje, o nie… To taki teen drama, ale spoko drama, a największym jego atutem są bohaterowie. Scenarzyści prezentują nam rozbudowane, różnorodne postacie, często wręcz przerysowane (do mnie ten fakt akurat mega przemawia!), co tylko dodaje serialowi komiksowego stylu (a musisz wiedzieć, że żadna ze mnie fanka komiksów). Może przekona Cię jeszcze ostatnie: w dobę obejrzałam aż 8 odcinków.

Zwiastun możesz zobaczyć tutaj.

 

Zdjęcie: „Riverdale” (Netflix)

 

Safe

 

Partnerzy, dzieci, kochankowie, rodzice, przyjaciele – czy ktokolwiek z nas może powiedzieć, że w pełni zna osoby, które kocha? A na ile inni nas znają? Serial zaczyna się w momencie, gdy samotny ojciec jest pogrążony w żałobie po śmierci swojej ukochanej żony. Trudno mu sprostać wyzwaniom, jakie stawia przed nim wychowanie dwóch nastoletnich córek, kiedy to sam jeszcze nie otrząsnął się po tej tragedii…

Powiem szczerze: tego serialu jeszcze nie widziałam w całości, ale już tęskniłam za Michaelem C. Hallem tak bardzo, że biorę go w ciemno. Pozycja sama w sobie ma jednak ciekawą i wciągającą intrygę, która z odcinka na odcinek zaskakująco się rozwija, a wartka akcja i dobra muzyka podsycająca atmosferę grozy klasyfikuje ten serial na naprawdę fajnym poziomie.

Zwiastun pokazywałam Ci na instagramie, ale tutaj możesz obejrzeć go w całości.

 

Zdjęcie: „Safe” (Netflix)

 

Na deser, zobacz sobie również, jakie nowości wejdą do ramówki Netflixa w czerwcu:

Czy któraś z moich propozycji przypadła Ci do gustu? A może oglądałaś już jakąś z tych pozycji i zechcesz podzielić się opinią? Jakie filmy i seriale lubisz najbardziej?

Zobacz również: Mój subiektywny ranking. TOP 10 najlepszych seriali.

 

Zdjęcia wykonŁukasz Roszyk Photography. Gorąco zapraszam Cię na jego fanpage.


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:
  • zostawisz pod nim komentarz
  • polubisz mój fanpage na Facebooku, tak, żeby być na bieżąco z nowościami
  • zaobserwujesz mój profil na Instagramie
  • Ana

    Nie oglądałam (jeszcze) żadnego, ale o połowie już słyszałam 🙂