Ciąża

Dlaczego moja ciąża już na pewno zakończy się cięciem cesarskim?

Jako, że w ostatnim czasie otrzymuję dość dużo zapytań związanych z rozwiązaniem ciąży z Oliwką, postanowiłam odpowiedzieć na te najważniejsze. Dlaczego moja ciąża już na pewno zakończy się cięciem cesarskim? W jakim szpitalu? Czy mam do tego jakieś konkretne wskazania, a może cesarka to moje widzimisię? Kiedy przyjdzie na świat nasza córeczka? Właśnie o tym będzie dzisiejszy tekst 🙂

 

Bo w przeszłości miałam już jedno cięcie cesarskie

 

Myślę, że warto zacząć od tego, że w lipcu 2015 roku poprzez cięcie cesarskie przyszedł na świat nasz synek, Aleks. O tym, że urodzi się właśnie w ten sposób wiedziałam od samego początku ciąży, a “na termin” byłam umówiona już w marcu!

Tutaj sprecyzuję, bo już niejednokrotnie złapałam się na tym, że pewne kwestie muszę tłumaczyć dobitniej: oczywiście, że NIE ustalono mi terminu porodu na taki w 5 miesiącu ciąży (przecież nikt by nie chciał, by jakiekolwiek dziecko przyszło na świat jako skrajny wcześniak z niewielkimi szansami na przeżycie!), ale w 5 miesiącu ciąży ustalono mi termin planowanego cięcia cesarskiego na konkretny dzień (39 tydzień + 1 dzień, czyli 6 dni przed właściwym terminem porodu).

Udało mi się szczęśliwie do tego dnia wytrwać i cięcie odbyło się zgodnie z planem “na zimno” (tj. bez akcji skurczowej). Więcej o przebiegu tego dnia możesz przeczytać TUTAJ. No dobrze, ale dlaczego wtedy miałam tego rodzaju cięcie?

 

 

Ze względu na wskazania okulistyczne

 

W 2013 roku miałam wykonaną laserową korekcję wzroku (wysokiej krótkowzroczności: -9,25 i -8,5 dioptrii).

Taki zabieg w dużym skrócie polega na nacinaniu i modelowaniu wewnętrznych warstw rogówki laserem excimerowym. W związku z dużą wadą wzroku, rogówka została dość mocno wycieniowana (co wiąże się z tym, że najprawdopodobniej w przyszłości nie będzie możliwości dokorekcji wady). Na rogówce wciąż pozostają mikroblizny (powstałe zarówno po mechanicznym cięciu nożem jak i działaniu lasera), które rozszerzają się w ciąży, a podczas akcji skurczowej i aktywnego porodu mogą pęknąć.

Jakby tego było mało, rok później przytrafiło mi się jeszcze poważne zapalenie rogówki, kiedy to pierwszy raz w życiu sprawiłam sobie kolorowe soczewki i zapomniałam o zdjęciu ich na noc. Następnego dnia obudziłam się z wadą o -3 dioptrie większą i silnym stanem zapalnym, który przez kilka tygodni był leczony antybiotykami i maścią do oka.

Co tu się dużo rozwijać – moje oczy dużo przeszły. Poród siłami natury byłby ogromnym zagrożeniem dla mojego życia i zdrowia. Nie chcę myśleć nawet, co mogłoby być gorsze – pęknięcie blizn w trakcie porodu czy oślepnięcie (lub znaczne pogorszenie wady wzroku). Konsultowałam się wtedy z dwoma niezależnymi okulistami (również z tym, który wykonywał u mnie zabieg) i każdy z nich uważał, że poród siłami natury wiąże się z bardzo dużym ryzykiem.

 

 

Bo moje cięcie można zaplanować

 

Wskazania okulistyczne zaliczają się do wskazań pozapołożniczych i jednocześnie elektywnych – czyli planowych. Oznacza to tyle, że już się nie zmienią (bo np. ułożenie miednicowe dziecka to inna para kaloszy – zawsze istnieje możliwość, że jednak maluch zdąży się obrócić). Wówczas nie ma potrzeby niezwłocznego wykonania operacji. Czynniki uniemożliwiające poród siłami natury są wcześniej znane i nie ma bezpośredniego zagrożenia życia matki i dziecka – cięcie cesarskie odbywa się więc w ustalonym wcześniej terminie (zgodnie z Rekomendacjami Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego).

Warto jednak zaznaczyć, że ostateczną decyzję o cięciu podejmuje doświadczony ginekolog-położnik wypełniając i podpisując odpowiednio opracowany formularz kwalifikacji do cięcia. Myślę jednak, że jeśli ma się aktualne zaświadczenie o wskazaniach do cięcia wystawione na piśmie przez lekarza specjalistę (np. okulistę), to nikt tych wskazań nie podważy.

Co do jednak samego “zaplanowania” terminu cięcia sprawa nie jest wcale taka łatwa. Wszystko zależy od tego, czy i w jakim szpitalu ma się swojego lekarza prowadzącego ciążę i dodatkowo – jakie ma on podejście do cięcia “na zimno”. W ciąży z Aleksem prowadził mnie lekarz pracujący w szpitalu, w którym chciałam rodzić (na Polnej w Poznaniu) i zwyczajnie w 5 miesiącu ciąży sam mnie na konkretny termin umówił. Nie musiałam się ani razu w szpitalu wcześniej pojawić ani mieć ze sobą żadnego skierowania. Powiedział mi tylko, że mam się stawić 2 lipca w szpitalu z torbą, a 3 lipca będzie cięcie i tak też się stało 🙂

Teraz mam nieco pod górkę, bo mój lekarz prowadzący pracuje w innym szpitalu (św. Rodziny w Poznaniu) i uważa (co oczywiście jest prawdą), że lepszym dla dziecka będzie poczekanie na akcję skurczową i dopiero wówczas udanie się do szpitala. Oczywiście skierowanie do cięcia będę miała wystawione, ale nie na planowane cięcie. Trochę się tym wszystkim martwię, bo poza moimi osobistymi przekonaniami co do wyższości (w moim przypadku oczywiście) cięcia planowanego nad cięciem nagłym jest jeszcze jedna kwestia…

 

 

Bo przyjmuję leki przeciwzakrzepowe

 

Pisałam o nich bardziej szczegółowo TUTAJ. Jest to Clexane w zastrzykach oraz Acard doustnie. Zaleca się jednak odstawienie tych leków na co najmniej 24 godziny przed porodem (cięciem cesarskim) w związku ze zwiększonym ryzykiem krwawienia (krwotoku). I teraz pojawia się pytanie – co robić, jak poród się zacznie, a od zastrzyku minie tylko parę godzin? Czytałam, że jeśli nie miną 24 godziny od ostatniego wkłucia, to jest problem z podaniem znieczulenia do cięcia cesarskiego.

 

Żebyśmy się źle nie zrozumiały – samo przyjmowanie leków przeciwzakrzepowych nie jest wskazaniem do cięcia cesarskiego!

 

Jak wiesz, moje wskazania są inne (okulistyczne), ale dodatkowo wszystko komplikuje fakt przyjmowania leków z tej grupy – wszystko to skłania się nie tyle do samego cięcia, co do cięcia planowanego (w moim przypadku rzecz jasna).

Planuję jeszcze dokładnie dopytać o wszystko lekarza prowadzącego na najbliższej wizycie i w kolejnym wpisie okołociążowym obiecuję podzielić się z Tobą otrzymanymi informacjami.

 

 

Kiedy na świat przyjdzie Oliwka?

 

Tego nie wie nikt 😉 Termin porodu wyliczony z OM (ostatniej miesiączki) mam na 14 marca 2019, ale korygowany z USG prenatalnego (najbardziej wiarygodny pomiar), który dodatkowo potwierdził wcześniejszy monitoring owulacji to 6 marca 2019. Z tego co mi wiadomo termin cięcia planuje się na około tydzień wcześniej niż termin porodu. Szykuję się więc na okolice 1 marca 🙂

W 38 tygodniu ciąży (czyli za 8 tygodni!) lekarz ma ocenić, jak to wszystko u mnie wygląda i wystawić skierowanie do cięcia. A czy mnie w szpitalu, w którym planuję poród “zaplanują” czy będę zmuszona zgłosić się “z marszu” to już się okaże. Na kwalifikacji do cięcia w szpitalu już byłam, moje wskazania już znają, Aleks się w tym szpitalu również poprzez cięcie urodził, aktualne zaświadczenie od specjalisty mam więc… postanowiłam przestać się martwić rzeczami, na które nie mam wpływu! Na razie “na termin” mnie zapisać nie chcą, więc pozostaje mi czekać 😉

A TY? Jak urodziłaś swoje maleństwo? Siłami natury czy poprzez cięcie cesarskie? A jeśli z uwagi na to drugie, to z jakich wskazań? Podczas akcji skurczowej czy “na zimno”? Koniecznie podziel się w  komentarzu!

 


Autorem zdjęć jest Łukasz Roszyk Photography.
Gorąco zapraszam Cię na jego profile na Facebooku oraz Instagramie.


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:
  • zostawisz pod nim komentarz
  • polubisz mój fanpage na Facebooku, tak, żeby być na bieżąco z nowościami
  • zaobserwujesz mój profil na Instagramie