Adaptacja w żłobku

Minęły już 2 tygodnie odkąd Aleks chodzi do żłobka. Oczywiście szaleństwem byłoby wyciągać jakieś poważne wnioski, czy mówić o zakończeniu adaptacji. Proces ten jest długotrwały i niełatwy, ale dziś chciałam Wam trochę opowiedzieć o Aleksowych w żłobku początkach.

Choć mieszkamy w bardziej na północ wysuniętej dzielnicy Poznania i do żłobka nie mamy bardzo blisko (6 km, ok. 15 min samochodem), to wybór padł na Prywatny Żłobek Zielona Żabka, który mieści się na poznańskich Winogradach. Najważniejszym jednak kryterium wyboru żłobka, były opinie innych rodziców oraz jakość opieki nad maluchami. Trudno oddać pod opiekę obcym ludziom 13-miesięcznego szkraba, o którego najnormalniej w świecie się bałam. Sprawdziliśmy co się dało i podjęliśmy decyzję. Został nam polecony na pewnej grupie lokalnej, mieścił się w czołówce podczas naszego listopadowego rekonesansu, no i jak później się okazało do niego uczęszcza też mała koleżanka Aleksa – Sara.

Jako, że chciałam od września wrócić do pracy, ustaliliśmy, że czas od drugiego tygodnia sierpnia (czyli w sumie 3 tygodnie) przeznaczymy na adaptację. Planowaliśmy stopniowo wydłużać czas pozostawiania Aleksa w żłobku, zaczynać od godziny-dwóch w ciągu dnia i z kolejnymi dniami (tygodniami) zostawiać go na dłużej. Tak naprawdę w ciągu minionych dwóch tygodni Aleks zostawał w żłobku na ok. 1,5 – 3,5 h. Jeszcze bez posiłków, dawałam mu śniadanko w domu, prowadziłam na ok. 8:30 i odbierałam przed (ok. 10:00) lub po spacerku (ok. 11:30), a jeszcze przed drzemką.

Pierwszy dzień był idealny, chyba z uwagi na to, że Aleks jest bardzo otwarty i towarzyski, mojej nieobecności nawet nie zauważył i nie sądził, że przebywanie w żłobku to będzie już element jego codzienności. Od drugiego dnia było kiepsko, jak tylko przekazywałam go „ciociom”, zaczynał się płacz, wpijał się we mnie i nie chciał iść…  Przez kolejne 2 dni były taki rozbity i smutny, kiedy go odbierałam, w piątek jednak na szczęście już było znacznie spokojniej, bawił się z dziećmi, nie płakał. Chyba piątki są zawsze najlepsze, bo po długim weekendzie (i 3-dniowej przerwie od żłobka) pierwszy dzień był znów ciężki… Panie mówiły, że bawi się, ale czasem tęskni i zaczyna popłakiwać. Pomaga tylko branie na rączki lub chodzenie z nim po sali. Kolejny piątek już znów był super. Był wówczas 3h, bawił się z dziećmi, grzecznie siedział w wózku. Piątki zawsze dają nadzieję… Jutro zaczyna się trzeci tydzień żłobkowej adaptacji i po raz pierwszy Aleks zostaje na drzemkę oraz będzie tam jadł śniadanie i obiadek. Boję się tego, jak i czy Aleks zaśnie sam lub u obcej osoby, czy będzie chciał jeść karmiony przez kogoś… Rozstanie z nim dla mnie też jest trudne i rozumiem, że Aleks też odczuwa stres i nie może przyzwyczaić się do nowej sytuacji. Staram się po powrocie do domu dawać mu maksimum uwagi i siebie…

Zdaję sobie sprawę, że czeka nas za chwilę szalony czas.  Cały pewnie w biegu – do żłobka, do pracy, z pracy znowu do żłobka. Nie będzie łatwo, ale mam nadzieję, że najgorsze już za nami 🙂

13886898_1477064508985691_4751026147257384366_n13680559_1477064512319024_3375835727445692898_n13886441_1477064502319025_2001357346936865346_n13892313_1477064585652350_6437084653603544750_n13880394_1477064545652354_5425732589203806445_n

5 Comments

  1. Pingback: 2 lata minęły jak jeden dzień. – Blond Pani Domu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *