Strefa Mamy,  Styl życia

5 faktów o mnie, o których nie miałaś pojęcia!

Po Internecie aktualnie krąży tag #5faktówomnie, więc i ja przy tej okazji postanowiłam się podzielić z Tobą kilkoma informacjami, o których nie miałaś pojęcia. Zakładam, że z tych oczywistych rzeczy, wiesz już o mnie naprawdę sporo, więc uwierz, że długo próbowałam sobie przywołać właśnie takie zupełnie świeże i nowe. Mam jednak nadzieję, że uda mi się Ciebie zaskoczyć! 😉 Sprawdźmy więc…

 

1. Po każdym konkretnym posiłku muszę zjeść przekąskę

To absolutna prawda i jestem dosłownie chora, jeśli z jakichś przyczyn nie mogę tego zrobić. Zawsze po obiedzie czy kolacji po prostu muszę zjeść „deser”. I tutaj jeszcze jeden bonus: zawsze łączę słone ze słodkim. Czyli jem kosteczkę czekolady z dużymi orzechami, później jednego chipsa (najlepiej Pringlesa), później znów kosteczkę czekolady i znów chipsa… i tak potrafię rozprawić się z całą tabliczką i całą paczką naraz. Najchętniej powtarzałabym ten zabieg codziennie, co niestety widać po mojej wadze (+6 kg od czasów diety z Vitalią). W ogóle bardzo lubię jeść i to jeść dobrze. Wolę nie zjeść nic i głodować niż pochłonąć coś, na co zupełnie nie mam ochoty. Bardzo nie lubię odgrzewać i jeść obiadu „z wczoraj”. Niestety, muszę się przyznać, że marnuję jedzenie, bo choć zwykle udaje mi się zaplanować posiłki, wypisać listę zakupów i potrzebne produkty kupić to niekoniecznie udaje się te pomysły zrealizować tak szybko jak bym tego chciała. Nie skłamię, jeśli powiem, że wyrzuciłam w życiu co najmniej 30 paczek przeterminowanych piersi z kurczaka (jak nie więcej). Wstyd i hańba.

 

2. Nie rozglądam się na ulicy

Już nie jestem w stanie zliczyć sytuacji, kiedy ktoś mówi, że mnie gdzieś widział (a ja go nie), albo kiedy mój K. mówi „widziałaś…?” (tu wstaw cokolwiek), a ja oczywiście nie, nie widziałam. Jeszcze 4 lata temu K. bardzo lubił tą przypadłość zwalać na mój słaby wzrok (wiedziałaś, że miałam wadę wzroku, -8,5 i -9,25 dioptrii?), ale mijało się to z prawdą, bo przecież nosiłam soczewki! Później, jeszcze przed ciążą z Aleksem zdecydowałam się na zabieg laserowej korekcji wzroku metodą Lasik. Może kiedyś napiszę na ten temat osobny artykuł, bo dużo osób wciąż mnie o to pyta. Ale ale… wracając do rozglądania – niestety, ale mam również słabą pamięć do imion i twarzy. I głupio mi bardzo, ale jeśli poznaję kogoś po raz pierwszy to jest wysokie prawodopodobieństwo, że nie rozpoznam tej osoby ponownie w tłumie. Rodzi to później głupie sytuacje – jedną z nich miałam podczas Blogowigilii w grudniu, ale więcej o tym nie napiszę, bo nie chcę się jeszcze bardziej pogrążać 😉

 

 

3. Mojego męża poznałam w szkole

Więcej o tym pisałam już we wpisie o tym, że każda chwila to szansa, aby wszystko zmienić, ale nie masz pojęcia co to była za szkoła i jakie okoliczności tego spotkania. Szkoła była totalnie beznadziejna (i opowiadałam Ci już, że absolutnie nic mi nie dała) – była to jednoroczna szkoła policealna na kierunku „Zarządzanie firmą”. O tyle to słabe było, że choć owszem, skończyłam z tytułem „Kierownik małego przedsiębiorstwa” to jak dotąd (a minęło 8 lat) żadnym kierownikiem nie zostałam. 😉 Dla mnie to była chęć wyrwania się z ramion toksycznego życia i jednocześnie otarcie łez mamie, która nie mogła przeżyć, że zawaliłam (a raczej odpuściłam) studia, a dla mojego K. zwyczajne wypełnienie rocznej przerwy pomiędzy licencjatem a magisterką. No i tak przez pół roku uczyliśmy się w jednej sali, ale kompletnie nie zwracaliśmy na siebie uwagi. Co więcej, ja zakumplowałam się z innym panem K. i zdarzało się, że to właśnie siedziałam w ławce. Pewnego razu, mój pociąg miał opóźnienie i wpadłam na zajęcia podczas przerwy. Położyłam rzeczy przy jedynym wolnym miejscu, rzucając w otchłań pytanie kto tu siedzi?, no i na odpowiedź, że K. (myśląc, że to ten mój znajomy) postanowiłam tam usiąść. Dopiero, jak wszyscy wrócili do sali, okazało się, że to jednak do innego K. się przysiadłam, a ten na dodatek zmiażdżył mnie z kretesem hasłem co ja tu robię i czemu tu siedzę. 😉 Tak, tak – to był właśnie mój mąż. Ostatecznie zajęcia dobiegły końca, a on zaproponował mi oprowadzenie po mieście… no i tak to wszystko zaczęło raczkować. W ogóle najdziwniejsze jest to, że zaczęliśmy się ze sobą spotykać dopiero po ostatnich zajęciach w szkole, dosłownie przed wakacjami, a w szkole zupełne zero zainteresowania. No ale życie lubi zaskakiwać, czasem w najmniej odpowiednich momentach. 😉 Ciąg dalszy już pewnie znasz 🙂

 

 

4. Mam zaburzenia równowagi

Wydaje mi się, że to objaw jakiejś choroby błędnika, ale jak dotąd nie stwierdzonej. Boję się wysokości, bo mam problem z utrzymaniem równowagi ciała. Co za tym idzie (serio), jak wychodzę na balkon, to zawsze się czegoś kurczowo trzymam (ściany, parapetu, poręczy), bo od razu wpadam w panikę, mam zawroty głowy i boję się, że z niego zwyczajnie wypadnę. Nie przepadam też za sportami, które wymagą jej utrzymania tj. na przykład jazdy na łyżwach (byłam raz w życiu i nie zdecydowałam się na jazdę bez trzymania się poręczy). To samo tyczy się rolek czy roweru. Nie skłamię, jeśli powiem, że nie jeździłam na nich od czasów podstawówki. Szalenie dziwna sprawa, bo wtedy nie odczuwałam tego typu dolegliwości. A pierwsza jazda na nartach, kiedy to K. postanowił mnie „uczyć” skończyła się karczemną awanturą i mega fochem. Teraz ograniczam się do basenu i jogi, choć pozycja drzewa przerasta moje możliwości z tego samego powodu.

 

5. Jestem typem domatora

Pomimo, że jestem raczej otwarta i lubię zawierać nowe znajomości, to często nie umiem się odnaleźć wśród ludzi. Mój K. niedawno nie mógł wyjść z szoku, jak tak hmmm… intensywna? odważna? (nie wiem jak inaczej określić to co miał na myśli) osoba jak ja, nagle w tłumie potrafi się „wyłączyć”?! Z czego to wynika? Łączę w sobie dużo skrajności, które sprawiają, że choć niektórzy do mnie lgną, to inni wręcz nienawidzą. Tak czy inaczej, nie da się przejść obok mnie obojętnie (choć nie wiem czy to raczej wada, czy zaleta). Może to kwestia wyborów. Może w związku z tym, że już się wiele razy w życiu mocno zawiodłam na kimś, kogo obdarzyłam swoim zaufaniem po prostu wybieram nie odzywanie się. I wybieram dom, bo nim czuję się bezpieczna i w stu procentach sobą. Nie muszę pomyśleć, zanim coś powiem. Lubię ten stan, bo na co dzień mocno uważam na słowa, gdyż mam tą tendecję do tego, by coś „chlapnąć”.

 

 

Ufffff, udało się. 🙂 Jak Ci się podobały fakty o mnie? Dowiedziałaś się czegoś nowego, czy miałaś swoje podejrzenia co do tych kwestii? A może napiszesz krótko 5 faktów o sobie w komentarzu poniżej, tak bym mogła poznać Cię lepiej?

P.S. Mam na tych zdjęciach nos jak kartofel? 😉


Zdjęcia wykonał: Łukasz Roszyk Photography. Gorąco zapraszam Cię na jego fanpage.

Sprawdź także: Facebook stronę internetową restauracji Bierhalle, w której miałam przyjemność realizować tą sesję.


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:
  • zostawisz pod nim komentarz
  • polubisz mój fanpage na Facebooku, tak, żeby być na bieżąco z nowościami
  • zaobserwujesz mój profil na Instagramie
  • Jola Kierzkowska

    serio… fajnie to napisałaś. W życiu bym nie pomyślała że może Cię dotyczyć np pkt 5 😉 ooo albo najlepszy.. ten 1 😉

  • Hihihih nie masz, wariatka 😀 wyrzuciłaś tyle kurczaka? Powiedziałabym, że to do Ciebie zupełnie niepodobne 🙂 za to do mnie bardzo, też tyle wrzuciłam… Śmieszna sprawa z tym blednikiem. A, też jestem domatorem 🙂

  • Tez jadam przekąski po każdym posiłku, męża poznałam na studiach i boję się wychodzić na balkon, trzymam się z dala od barierek.

  • Alicja TRe

    Wow, szczera, prawdziwa, moze troche krytyczna samoocena, ktora nie kazdemu przychodzi łatwo.. o sobie chyba mowi sie najtrudniej… Kilku faktów nie wiedziałam i pewnie nigdy bym się nie domyslila. Przyznam sie, że też lubie przekąski…!! Czesto i malo=zdrowie. A z codziennym rozglądaniem(raczej brakiem) mam tak samo!! To chyba typowe u kobiet 😀